To wydawało się misją straceńczą, skazaną na porażkę. Dziś katolicyzm zatacza się od ciosów; malarstwo, w szczególności przedstawiające, uznano za formę dość przebrzmiałą; a pomysł, żeby w epoce instant, w płynnej rzeczywistości, w dobie AI, zapowiadać projekt rozpisany na 21 lat, to już czysta aberracja. Kto teraz ośmiela się patrzeć w takiej perspektywie czasowej? Jakby tego wszystkiego było mało, pojawia się jawnie artykułowana ambicja tworzenia wielkiej sztuki sakralnej.

Działanie w każdym z tych obszarów wystawia na potężne ryzyko, także ryzyko zorganizowanej niechęci. A tu tworzą zbiór wspólny. Na zdrowy rozum, to nie mogło się udać.

A jednak.
Jeśli chcecie Państwo zrobić sobie bożonarodzeniowy prezent, zamiast szukać w portfelu karty kredytowej na tzw. mikołajki, wybierzcie się do katedry św. Floriana na warszawskiej Pradze, gdzie w podziemiach trwa druga odsłona zamierzenia: „Namalować katolicyzm od nowa”.

Chyba każdy z nas, niezależnie od typu wrażliwości, znajdzie tu przedstawienie, które go wzruszy, poruszy lub olśni. Dziesięciu malarzy prezentuje 20 obrazów: w dużym i małym formacie. Mniejszy format nie oznacza pomniejszonej kopii – choć tego samego pędzla są to obrazy różne i w pełni autonomiczne. Wszystkie ukazują Zwiastowanie.

Temat został precyzyjnie sformułowany. Artyści musieli się zmierzyć z wymiarem teologicznym Zwiastowania, ale też z bogatą, idącą przez wieki, tradycją ikonograficzną. Przede wszystkim jednak musieli/ chcieli/ powinni/ ukazać ten tajemniczy moment w języku przemawiającym do człowieka XXI wieku. A zatem nie tylko do katolika, ale też do tych, którzy np. chcą powędrować tropem określonego ikonograficznego motywu. Albo do tych których zadziwia opowieść ‘niemieszcząca się w głowie’. Bo tu nic nie pasuje do naszej uproszczonej trójwymiarowej logiki. Z niewiadomych przyczyn surowy Bóg Izraela, którego imienia nie wolno było wymawiać, postanawia stać się człowiekiem. Cała ta historia jest wielką Tajemnicą, która wszelako mieści w sobie tajemnice poboczne. Niby dlaczego stało się to 2 tysiące lat temu, a nie tysiąc lat wcześniej, albo 20 wieków później? Jeszcze dziwniejsze jest, że wszechpotężny Bóg Abrahama i Mojżesza oczekuje zgody dziewczyny, a zdaniem znawców jej „Fiat” oznacza zgodę radosną, entuzjastyczną.

Tylko dwie kobiety, dwie malarki, umieściły Zwiastowanie w całkowicie współczesnej scenografii. To oczywiście zabieg w pełni prawomocny. Rzeczywistość święta sytuuje się ponad czasem: była, będzie i dzieje się w każdym momencie.
Współczesność rekwizytów intryguje ale równocześnie wzmacnia ładunek emocjonalny obrazów autorstwa Bogny Podbielskiej i Beaty Stankiewicz. Zresztą Stankiewicz mówi wprost: „Do wyboru miałam dwie sytuacje – współczesną i historyczną, sprzed dwu tysięcy lat. Idąc tropem malarstwa europejskiego zdecydowałam się na „tu i teraz”. Jej Maria siedzi na taborecie, ma krótkie włosy, beżową sukienkę i bose stopy. Jednak nie dajmy się zwieść dosłowności tego „tu i teraz’. Stankiewicz umieszcza scenę w rzeczywistości, która nie ma trzech wymiarów; jest jednolicie płaską, powietrzną bielą eteru wszechświata. Piękny anioł milczy i nie wzbudza najmniejszego zainteresowania Marii skupionej do granic ludzkich możliwości na Niewidzialnym, ku któremu kieruje ją kreska cienkiego promienia. Notabene podobny promień, choć w zupełnie inny sposób, spływa na Marię w wielu europejskich Zwiastowaniach, nawet u Mistrza Jerzego z Muzeum Czartoryskich.

W Zwiastowaniu Bogny Podbielskiej Maria w szafirowym fartuszku uczennicy lub służki, dziewczęca i eteryczna, jest czystą łagodnością. Całą sobą skierowana ‘poza siebie’ – na rzeczywistość spoza klatki pokoiku. Tu także rola anioła wydaje się akcesoryjna.

Z kolei u Grzegorza Wnęka pulsują euforyczne kolory. W klimat tajemnicy wprowadza nas dopiero skierowane na Marię, intensywne choć z lekka niepewne spojrzenie anioła. Jest tylko posłańcem. Za moment wręczy czytającej dziewczynie kopertę z listem… Może wiadomość spisana jest bardziej zobowiązująca, może opatrzona została pieczęcią obietnicy? Płynący w stronę Marii halogenowy strumień światła przecina mrok zapadającego za oknem zmierzchu. Zabieg broni się malarsko i jako przekaz symboliczny. Po uszy zanurzone w tradycji Zwiastowanie Wnęka jest w swej niezwykłej energii bardzo współczesne.

Z gruntu współczesną jest też niemal monochromatyczna praca Michała Żądło. „Zależało mi, aby ten obraz miał charakter duchowy, a nawet mistyczny. Stąd bezpośrednie nawiązanie do baroku” – mówi młody artysta. W sztuce dawnej malowano Madonnę siedzącą na ziemi, co oznaczało jej pokorę. Żądło figurę siedzącej na ziemi, w biel odzianej, umieścił w post-apokaliptycznej przestrzeni w barwach umbry i palisandru. W ogromnych oczach Marii kryje się niedowierzanie i smutek. Jest zdeterminowana ale jednak na krawędzi płaczu. Jej złote włosy – cieniutkie mysie ogonki – niosą blask jak u Matki Bożej Quentina Metsysa. Z miejsca, w którym się znalazła, nie ma ucieczki; nawet brązowe niebo zamknięte jest postacią unoszącego się na nią anioła.
Z wszystkich prezentowanych przedstawień, to nosi w sobie największe napięcie i najmocniej ukazuje absolutną przełomowość sytuacji. Hej, zdaje się mówić, to wcale nie była taka bezproblemowa chwila, zobaczcie przed jakim wyzwaniem stanęła ta dziewczynka, zobaczcie czego się podjęła! Żadnych akcesoriów, nawet księgi, nawet lilii, nic. Tylko po jednej stronie mrok, a po drugiej delikatna, uparta dziewczyna o żelaznej woli.

Równie mocno, choć zupełnie inaczej, do tradycji odwołuje się Ignacy Czwartos. Jego Zwiastowanie jest hieratyczne i monumentalne. Miejsce centralne, między Marią i aniołem, zajmuje gołębica wpisana w złoty krąg. [Jak w nocnym Zwiastowaniu Gerarda Davida z 1506 roku z nowojorskiego The Metropolitan Museum of Art.] Tu nie ma nawet śladu poufałości, obraz Czwartosa jest cały przeniknięty szacunkiem do sacrum.

Wśród 20 przedstawień nie znajdziemy dwu podobnych malarskich konwencji, ani podobnej palety, czy wrażliwości. Każda praca zwraca uwagę na inny aspekt opowieści, każda jest osobna i każda konsekwentnie mieści się w dotychczasowym doświadczeniu twórczym malarzy.

Jakość fotografii jest nędzna, przepraszam.

Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, publikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.