Kiedy gasną reflektory i wyłączone zostaną kamery politycy z różnych opcji potrafią i chcą ze sobą rozmawiać. Pokazało to posiedzenie wczorajszej Rady Gabinetowej. Dlaczego? Bo nie mają wyjścia.

Rada Gabinetowa to specyficzny twór konstytucyjny określony w art. sto czterdziestym pierwszym konstytucji. W skrócie, to rząd z premierem na czele obradujący pod przewodnictwem prezydenta RP jednak bez kompetencji Rady Ministrów. Prezydent ją zwołuje w szczególnych przypadkach, choć nie jest nigdzie napisane jakich. Poprzedni prezydenci, zwłaszcza Aleksander Kwaśniewski, zwoływali ją w czasie swego urzędowania wiele razy. Cele głowy państwa były różne. Zarówno merytoryczne jak i polityczne, ale kiedy zgasły reflektory i dziennikarze wyszli, rozmowy miały rzeczowy i bezkonfliktowy charakter. Sam uczestniczyłem w kilku, z udziałem ówczesnego premiera Jerzego Buzka i jego rządu. Był to trudny okres kohabitacji prezydenta pochodzącego z lewicy i centroprawicowego rządu Buzka. Oczywiście, w czasie dyskusji na posiedzeniu Rady, ujawniały się różnice zadań w wielu kwestiach, ale to rzecz całkowicie normalna. Obie jednak strony były wyraźnie otwarte na zrozumienie argumentów i stanowisk interlokutorów. Do tego stopnia, że wraz z ówczesnym rzecznikiem rządu, Tomkiem Tywonkiem wspólnie przygotowaliśmy komunikat dla mediów. Tak na marginesie, znaliśmy się jak „łyse konie” jeszcze z Radia „Solidarność”. Czy byłoby to możliwe dziś? Nie wiem, ale może nie ma też takiej potrzeby z jednego i drugiego „pałacu”.

Mawiają, że „jedna jaskółka wiosny nie czyni.” To prawda i dlatego nie można po jednym posiedzeniu Rady Gabinetowej ocenionym dobrze zarówno przez prezydenta jak i premiera mówić, że teraz współpraca będzie usłana różami, że nie będzie żadnych konfliktów. Będą, już za chwilę, kiedy na stole prezydenta pojawią się ustawy dotyczące Trybunału Konstytucyjnego i „odpisiowienia” systemu sądownictwa. Można jednak o tym rozmawiać bez zacietrzewienia i obrzucania się błockiem na portalach społecznościowych. Szukać pola kompromisu, a nie eskalować konflikt. Być może pyskówki obu polityków na portalu X bawią niektórych dziennikarzy, ale na pewno nie bawią Polaków. Społeczeństwo oczekuje by obietnice dane przez obecny rząd zostały spełnione. By ruszyły wreszcie podwyżki dla budżetówki. Zapowiadane zmiany w systemie edukacji, sądownictwie, ochronie polskiego rolnictwa itd. Myślę, że rolnicy protestujący na drogach mają ważniejsze problemy na głowie, jak polityczne ambicje prezydenta, który od czasu do czasu chce pokazać, kto tu rządzi.

Tak czy owak, Ewangelia mówi, „po owocach ich poznacie”. Zabrzmiało to może górnolotnie, ale taka jest prawda. Politycy, z różnych partii muszą ze sobą gadać i współpracować. Był czas igrzysk i jest czas żmudnej pracy.

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl