Po wiośnie od razu przyszła jesień, a po czerwcu lipcopad
Obroty handlowe na moim bałtyckim straganie spadły z deszczu pod rynnę, a przewidywane zyski z pieca na łeb.
Przez to mam mniej pieniędzy, ale więcej czasu dla siebie.
Więc z wioski nadmorskiej Wrzosowo, gdzie mieszkamy z żoną w wynajętym domu, częściej ruszam na wycieczki krajoznawcze. Za Niemca wioska nazywała się Fritzen, ale przechrzciliśmy ją na Frycowo.
Nie ma tu wiele do oglądania. Ze starego dworu von Puttkamerów zostały jeno fundamenty, a jedynym obiektem wartym uwagi jest pomnik poświęcony wyzwolicielom Ziemi Kamieńskiej. Rzeźba wykuta grubymi ciosami dłuta w uszlachetnionym betonie, została wykonana, jak przypuszczam w latach 60 – tych XX w. Monument przedstawia dwóch żołnierzy. Jeden trzyma w rękach karabin, czekając w przyklęku, jakby obawiał się ruszyć do ataku. Drugi żołnierz – oficer polityczny? prawą ręką obejmuje ramiona czekającego, aby poderwać go do boju. Lewa ręka politruka wskazuje kierunek natarcia.
Podobne do wrzosowskiego monumenty spotkać można na terenie wielu pomorskich miejscowości. Zafascynowała mnie nachalna uroda tych dzieł. Ich brutalno – heroiczna ekspresja. Większość pomników jest niesygnowana, ale niektóre z nich są dziełami znanych szczecińskich plastyków. Szczególnie wyrazista jest figura przedstawiająca radzieckiego marynarza, znajdująca się w Międzyzdrojach. Tam matros o wybitnie kałmuckich rysach twarzy, stoi z pepeszą przy głównej ulicy miasta, dyscyplinując rozbrykanych kuracjuszy. Twórcą rzeźby jest nieżyjący szczeciński artysta S. Lewiński. Zaś autor wrzosowskiej grupy batalistycznej pozostaje nieznany. Na swój użytek nazwałem go Mistrzem z Frycowa.
Ale moją wyobraźnie poruszają nie tylko dzieła sztuki współczesnej lecz także cuda i dziwy bałtyckiej natury. Czasem krzyżują one moje podróżnicze zamiary.
Tak stało się z planowaną kajakową wycieczką do Wolina, której zaniechałem ze strachu przed grasującym w wodach Zalewu żaborybem. Wieść niesie, że ów potwór wylągł się na dnie Głębi Bornholmskiej w miejscu, gdzie leżą zatopione w czasie wojny beczki z gazami bojowymi. Specjaliści podejrzewają, ze głodny żaboryb po skonsumowaniu podwodnych zapasów iperytu, przegryzł rurę gazociągu Nord Stream 2.
Inna plotka głosi, że na skutek ocieplenia klimatu i wód Zalewu monstrum wylazło spod Czarciego Głazu, pod którym wegetowało przez stulecia. Podobno widział je pewien rybak, zastawiający nocą sieci w pobliżu północnych brzegów Wyspy Chrząszczewskiej.
Tak czy siak, w obawie przed potworem, zarzuciłem wyprawy kajakowe i podróżuje wyłącznie jednośladem.
Właśnie zostawiłem rower pod kamieńską katedrą i pisze ten list, odpoczywając w zielonym wirydarzu świątyni.
Przed żaborybem i innymi potworami chronią mnie sakra miejsca oraz patronat świętych Faustyna i Ottona.
Przed finansową plajtą nie uratują mnie nawet wszyscy święci. Ale się tym nie przejmuje, bo wakacje się kończą, a jak wrócę do szkoły, wezmę więcej nadgodzin i jakoś doczekam do następnego sezonu!
Autor: Marek Szarek
Zostaw komentarz