Partia Prawo i Sprawiedliwość to nie jest partia ludzi rozsądnych, co świetnie widać w ostatnich dniach.
Jaki rozsądny polityk zmienia prawo tak, żeby w przypadku przegranej, oddać w ręce dotychczasowej opozycji nieomal pełnię władzy nad swoim losem?
A tak zrobili politycy PiS uchwalając w 2018 roku prawo, zgodnie z którym w skład Państwowej Komisji Wyborczej wchodzą:
1) jeden sędzia Trybunału Konstytucyjnego, wskazany przez Prezesa Trybunału Konstytucyjnego;
2) jeden sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego, wskazany przez Prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego;
3) 7 osób mających kwalifikacje do zajmowania stanowiska sędziego, wskazanych przez Sejm, z tym że wymaganie to nie dotyczy osoby, która:
A) ma co najmniej trzyletni staż pracy na stanowisku prokuratora, Prezesa Prokuratorii Generalnej Rzeczypospolitej Polskiej, jej wiceprezesa lub radcy albo wykonywania w Polsce zawodu adwokata, radcy prawnego lub notariusza;
B) pracowała w polskiej szkole wyższej, w Polskiej Akademii Nauk, w instytucie badawczym lub innej placówce naukowej, mając tytuł naukowy profesora albo stopień naukowy doktora habilitowanego nauk prawnych.
Zwróćcie Państwo uwagę, że w pkt „B” powyżej wyraz „profesora” oddzielony jest od słów „stopień naukowy doktora habilitowanego nauk prawnych” alternatywą rozłączną, co oznacza, że profesor może być z dowolnej dziedziny, mimo, że intuicyjnie wiemy, że intencja projektodawców była zapewne (???) inna.
Do czasu tej zmiany PKW była złożona z 9 sędziów, po trzech wskazanych przez prezesów: Trybunału Konstytucyjnego, Naczelnego Sądu Administracyjnego i Sądu Najwyższego.
Krótko rzecz ujmując, taki sędziowski model administracji wyborczej, który wzmacniał niezależność PKW od pozostałych organów władzy politycznej, sprawdził się.
Nikt do 2018 roku nie kwestionował ustroju PKW i nawet sprawa nałożenia na PSL przez Państwową Komisję Wyborczą aż trzech sankcji:
1. za gromadzenie na jednym rachunku bankowym środków funduszu wyborczego oraz komitetu wyborczego w wyborach 2001 r. Polskie Stronnictwo Ludowe straciło ponad 9 mln zł,
2. dodatkowo partia straciła także 75% dotacji podmiotowej za wybory z 2001 r.
oraz
3. 30% subwencji należnej w 2002 r.
– toczy się w zaciszu sal sądowych.
Na marginesie i przy okazji: 6 lipca 2023 r. Sąd Najwyższy w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych (sygn. akt II NSNc 187/23) oddalił skargę nadzwyczajną RPO w tej sprawie, który podnosił , że trzykrotne ukaranie PSL narusza konstytucyjny zakaz wielokrotnego karania za ten sam czyn jednak PSL w maju 2024 r. wniósł o wznowienie tego postępowania. Szczegóły, jeśli kogoś interesują, są opisane tu:
Wracając jednak do głównego wątku – generalnie system był zadowalający ale w 2014 roku, w trakcie wyborów samorządowych, miała miejsce awaria informatycznego systemu wspomagającego Krajowe Biuro Wyborcze (KBW).
Awaria ta uniemożliwiła większości terytorialnych komisji wyborczych sprawne ustalenie wyników głosowania, a generowane z systemu informatycznego protokoły zawierały błędy i nie można było zweryfikować poprawności danych spływających z obwodów i dokonać podziału mandatów.
Wtedy opozycyjny PiS natychmiast zarzucił sfałszowanie wyborów ówczesnej koalicji PO-PSL i to mimo tego, że PKW i KBW podały się do dymisji.
W konsekwencji, z powodów ludzkich (błędy w nadzorze) i technicznych (wadliwe działanie systemu informatycznego) zrodziła się konieczność reformy całego systemu wyborczego, która została zainicjowana jeszcze za prezydentury Komorowskiego.
Jednak kluczową pracę w tym obszarze dokonał PiS pod hasłem zwiększenia
„roli społeczeństwa w procesie wybierania organów pochodzących z wyborów powszechnych, a także w kontroli tego procesu i organów odpowiadających za przygotowanie i przeprowadzenie wyborów”.
To będzie już charakterystyczne dla rządów tej partii – wszystkie jej ważne reformy będą zmierzać do przekierowania jak największej części procesu decyzyjnego w państwie do parlamentu. Jednym słowem społeczeństwo miało rządzić za pośrednictwem jego najświatlejszych przedstawicieli.
W praktyce takie zabiegi przekierowywały strumień władzy do centrum decyzyjnego na ulicę Nowogrodzką.
Takie było z grubsza tło dokonanej w 2018 roku zmiany, która poddała administrację wyborczą pod kontrolę polityków.
Sama idea wprowadzenia „czynnika społecznego” do administracji wyborczej nie była jeszcze taka zła. W literaturze przedmiotu były głosy, wg których „podmioty rywalizujące o władzę w wyborach powinny mieć wgląd i możliwość kontrolowania prawidłowości procesu wyborczego”.
Tylko gdyby w PiS słuchali ekspertów, to być może wysłuchaliby, że udział polityków powinien się ograniczyć do działań monitorująco-kontrolnych, a nie zarządczych, władczych. Czynnikowi politycznemu nie można było przekazać takiej władzy, która zaburzała równość reguł.
Nie jeden ekspert i komentator, w tym niżej podpisany, pisał, że PiS tworzy elementy rzeczywistości prawnej, która obróci się przeciwko tej partii, w przypadku przegrania przez nią wyborów.
Ale PiS ekspertów, którzy nie realizowali polityki partii, nie słuchał, zgodnie z doktryną Pana Fogla.
W efekcie reforma PiS doprowadziła do:
1. Zmiany modelu administracji wyborczej z modelu administracji niezależnej na model administracji politycznej,
2. Możliwości deprofesjonalizacji organu wyborczego jakim jest PKW.
Przecież w jej skład może wejść teraz np. profesor biologii, któremu oczywiście nic nie ujmuję, ale trudno od niego wymagać profesjonalnej wiedzy dotyczącej tematyki przeprowadzania wyborów.
Deprecjacja specjalistów też zresztą była charakterystyczną cechą rządów PiS. Przykładów na poparcie tej tezy jest sporo. Pomijając już słowa Pana Figla, czy opisywaną tu reformę, to przecież pamiętamy jeszcze czas pandemii czy Ostrołękę. A budząca zażenowanie reforma dyplomacji, gdzie ambasador nie musi w zasadzie posiadać wyższego wykształcenia, czy znać języków obcych? Wiele by o tym, ale to zadanie już dla historyka, nie prawnika.
Wracając jednak do opisywanej reformy to dla naprawdę przeciętnego prawnika jasne było, już z chwilą złożenia pod nią podpisu prezydenta, że de facto oddaje ona w ręce zwycięskiej siły wyborczej rozstrzygnięcie w materii prawidłowości finansowania kampanii. Oczywiste więc było, że kiedyś Tusk będzie rozstrzygał, czy prawidłowo finansował kampanię Kaczyński, jeśli PiS przegra wybory. Ale, prawdopodobnie w założeniu twórców reformy, PiS miał nie przegrać… okazało się, że PiS przegrał i jak echo wróciło do ludzi tej partii hasło, że pycha kroczy przed upadkiem.
Zabrakło rozsądku – trzeba będzie go ponownie nabywać w opozycji.
Problem, jaki się przy tej okazji stworzył jest przykładem na to, że państwo to system naczyń połączonych, gdzie jedna zła decyzja pociąga za sobą konsekwencje w różnych obszarach.
Otóż odrzucenie sprawozdania PiS będzie przedmiotem zaskarżenia do Sądu Najwyższego. Problemem jest to, że Izba, która ma o tym rozstrzygać – składająca się wyłącznie z tzw. neosędziów Izba Kontroli Nadzwyczajnej nie jest uznawana przez obecną władzę za sąd. Podobne zdanie mają też w Europie. Wiążące władze polskie wyroki
Trybunału Sprawiedliwości, jak i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka uznały tę izbę za „nie-sąd”
W efekcie nie wiadomo, kto ma o tym rozstrzygać. Jeśli wyrok tej izby będzie dla PiS korzystny, to władza stwierdzi, że go nie uznaje, bo nie wydał go sąd w rozumieniu przepisów prawa. Jeśli będzie niekorzystny, to PiS będzie mógł twierdzić, że w tej sprawie nie ma rozstrzygnięcia sądowego – przy czym termin do złożenia środka odwoławczego tej partii nie przepadnie, bo ten składa się do Sądu Najwyższego jako takiego, a nie do Izby, która sama w sobie sądem nie jest.
Przedłużająca się sprawa stanie się, być może, przedmiotem zaskarżenia z powodu jej przewlekłości i może nawet trafi do Strasburga z zarzutem naruszenia art. 6 (prawo do sądu) i 13 (prawo do efektywnego środka zaskarżenia) Konwencji Praw Człowieka. I zrobi się cyrk na kółkach. Dla Polaków nihil novi od wieków.
PiS zatem z jednej strony pozbawił się prawa do sądu, z drugiej – dzięki standardom współczesnej cywilizacji – zachowa je.
Należy przypuszczać, że sprawa rozstrzygnie się dopiero po zmianie w Pałacu Prezydenckim i reformie systemu, który jest zapowiadany przez obecnie rządzącą koalicję.
Podsumowanie: scenariusz lepszy niż czeskiego filmu. Polska praworządność – idealny kandydat na produkt eksportowy z logo „Teraz Polska”. Przychodzi mi nawet do głowy sequel amerykańskiego House of Cards, w firmie parodii z Narciarzem, Pinokio i kotem w roli głównej.
Zostaw komentarz