Śnieg już w tym roku był, ale tylko na chwilę i się rozpłynął. Wciąż jednak czuć zimę, która jakby się zawahała i zatrzymała na granicy zera, chociaż w każdej chwili może ruszyć, być może jeszcze na święta. Chciałbym, aby tak było, jak wtedy, gdy święta przykrywał biały puch iskrzący w świetle lamp i skrzypiący pod nogami w czasie spacerów. Nie wiem jednak, czy tak będzie, bo zapowiedzi świątecznej pogody są takie – na wszelki wypadek – w kilku wersjach jednocześnie, aby przynajmniej jedna trafiła. Jak strzelanie do wroga szerokimi seriami.

W każdym razie jest jakaś nadzieja na świąteczną pogodę, prawie taka sama jak na zakończenie wojny na Ukrainie. Pomimo tego, że polskie władze włączyły się w histerię podgrzewania atmosfery wojennej, na szczęście nikt na świecie się nimi nie przejmuje. Nawet nie zaprasza się ich do udziału w rozmowach pokojowych. Nie jest mi z tego powodu przykro. Patrząc na ich inteligentne twarze, dobrze mi z tym, że nikt ich nigdzie nie zaprasza.

Gdyby ich zapraszano, ktoś mógłby pomyśleć, że reprezentują Polskę, i na tej podstawie zacząłby nas oceniać. Tymczasem są oni wyraźnie poniżej naszej przeciętnej średniej. Jeżeli więc nasza przeciętna nie jest najwyższa, to ich średnia jest jeszcze niższa.

Nie wiem, dlaczego tak jest. To zapewne efekt jakiejś niekonwencjonalnej metody selekcyjnej. Na pewno nie odbywa się to w żaden sposób klasyczny. W normalnym trybie większość naszych przywódców nie miałaby szansy awansować nawet na stanowisko kierownika pociągu. Taki kierownik musi przecież coś umieć.

Nie wystarczy też zapisać się do partii. Wielu tak myślało, ale ich kariera skończyła się na zapisaniu się. Tu musi wiec działać jakiś inny mechanizm, lecz jak Boga kocham, nie wiem jaki. Bo oni nie są ani piękni, ani mądrzy – nie mamy więc żadnej podpowiedzi, jak dobierane są nasze elity polityczne.

Być może to jedna z największych tajemnic wolnej Polski. A może po prostu kara Boża? Wystarczy spojrzeć na działaczy partyjnych siedzących w pierwszych rzędach podczas konwencji partyjnych. Jakbyś oglądał latynoski serial „PZPR – reaktywacja”. Losowy wybór przywódców dałoby zapewne lepsze wyniki.

Być może wtedy udałoby się uniknąć sytuacji, w której – granicząc z Rosją i Ukrainą – nie bierzemy udziału w rozmowach pokojowych o zakończeniu wojny między Rosją i Ukrainą. Ale co właściwie moglibyśmy do nich wnieść? Szczytem możliwości intelektualnych naszych elit jest idea pełnego zwycięstwa Ukrainy. No brawo, chłopaki i dziewuchy. Naprawdę super. Jesteście tak błyskotliwi, jak piękni.

Najbardziej zadziwia mnie jednak to, że część ludzi tego nie widzi. Patrzą na nich i widzą wybitnych polityków. To musi być jakaś zbiorowa halucynacja, wynikająca z tego, że u nas stanowisko czyni człowieka.

Skoro tak już jest, moglibyśmy chociaż ten fenomen wzrokowy wykorzystać jako atrakcję turystyczną na jarmarkach świątecznych. Bierzemy byle chłystka i ludzie widzą chłystka. Mianujemy go ministrem i ludzie widzą ministra. Takie cuda tylko w Polsce.