Wokół samobójczej śmierci syna posłanki PO wybuchła prawdziwa histeria.

Tymczasem:

1) Tomasz Duklanowski powiedział na portalu Radia Szczecin jedynie, że ofiarą pedofila był syn znanej posłanki Opozycji. Nic więcej. Padają zarzuty, że wyjawił w ten sposób jego tożsamość. Czy na pewno? Mnie taka informacja sama z siebie nic nie mówi. Jeśli komuś coś mówiła, to jest już inna sprawa – osoba ta musiała posiadać odpowiednią wiedzę, żeby jednoznacznie wyciągnąć wniosek o kogo właściwie chodzi. Wiele posłanek Opozycji jest znanych i ma synów. Hipokryzja zarzutów wobec Duklanowskiego jest przeogromna, gdyż on niczego jednoznacznego nie ujawnił.

Duklanowski wyjaśnia też, że podobnie ogólne informacje pojawiały się w mediach wielokrotnie np. w przypadku spraw pedofilskich, w których sprawcami byli księża. Podaje przykłady, że ujawniano np., że „ofiarą była Ania, uczennica szkoły w miejscowości, w której była parafia sprawcy” lub podobne szczegóły i jakoś nikogo to wówczas nie raziło. Dodaje też, że wiek i płeć ofiar Falińskiego oraz kilka innych charakterystycznych szczegółów były ujawnione już w trakcie rozprawy sądowej.

2) Niezależnie od tego, nie ma żadnego jednoznacznego związku między informacją podaną przez Duklanowskiego a samobójstwem Mikołaja Filiksa, poza tym, że do samobójstwa doszło trzy miesiące po emisji audycji, w której w/w informacja została podana. Nie wiemy, czy Mikołaj Filiks był poddany opiece psychologicznej, czy chłopiec podejmował wcześniejsze próby samobójcze, itd. Nie znamy właściwie żadnych okoliczności jego śmieci a sugestia, że jest ona winą „zaszczucia” chłopca jest grubymi nićmi szyta.

3) W całej sytuacji dość niejasna jest rola ojca Mikołaja Filiksa, który o całej sprawie milczy jak zaklęty i wydaje się dziwnie nieobecny.

4) Na całą sytuację nakłada się też otoczka ideologiczna. Sęk w tym, że ani Magdalena Filiks, ani sprawca nie są tu osobami neutralnymi. Krzysztof Faliński robił karierę w szczecińskiej PO jako „nasz gej”. Syn byłego prominentnego działacza PZPR był istną gwiazdą szczecińskiej PO. Stał się nawet mężem zaufania samego Rafała Trzaskowskiego. Co o nim wiemy? Zaangażowany w liczne kampanie LGBT, prowadził modną restaurację Marshal Food, w której stowarzyszenie „Lambda” organizowało tzw. „szybkie randki” dla gejów, jako pełnomocnik marszałka Geblewicza do spraw uzależnień miał liczne kontakty w środowisku szczecińskich dilerów narkotykowych… Właśnie kwestie światopoglądowe zbliżyły go do posłanki Magdaleny Filiks, która mocno zaangażowała się w różne akcje „antydyskryminacyjne” i jeszcze w sierpniu 2020 – tuż przed incydentem, podczas którego jej dzieci stały się ofiarami pedofilskich ekscesów Falińskiego, wypowiadała się w stanowczo przeciwko prowadzonej przez środowiska konserwatywne kampanii wiążącej środowiska gejowskie z pedofilią.

Czy w tej sytuacji opinia publiczna powinna być pozbawiona informacji, że to właśnie osoba, która z całą mocą starała się zaprzeczać związkom między homoseksualizmem a pedofilią, sama stała się ofiarą zaprzyjaźnionego geja-pedofila? Jakoś środowiska liberalne nie mają problemu z asocjacją „ksiądz-pedofil”. Magazyn Liberte! stwierdza wprost: „System Kościoła Katolickiego sprzyja pedofilii”. Może mieć nawet rację, ale – czy wolno nam zatem zadać inne pytanie: czy organizacje LGBT tolerują pedofilii? Zupełnie niedawno czytałem wywiad z jakimś „aktywistą” w sukience i szpilkach, pozującym na tle pomnika Kopernika przy Krakowskim Przedmieściu (zdaje się, że pracownik uczelni), który zwierzał się z uwiedzenia kiedyś piętnastolatka. Czy na pewno tzw. hebefilia czy efebofilia spotyka się w tym środowisku z potępieniem, czy raczej piętnowanie stosunków homoseksualnych z niepełnoletnimi jest tam widziane jako pewna niedogodność, wyraz społecznego zacofania? Na witrynie internetowej znanego aktywisty LGBT Mariusza Drozdowskiego, który funkcjonuje jako „Jej Perfekcyjność” pełno jest zdjęć opatrzonych podpisem „Poranny piękny chłopiec na dzień dobry” – jedno z tych zdjęć wrzucam tu do wglądu… Raczej nie pozostawia ono wątpliwości, co do skłonności właściciela witryny, a nie słyszę głosów potępienia. nie dostrzegam ostracyzmu… Gośćmi „Jej Perfekcyjności” są znane postacie – Tomasz Raczek, Maciej Gdula… Otwarcie promujący „pozytywną pedofilię” Drozdowski był zapraszany do warszawskich szkół jako „edukator” z ramienia fundacji „Wolontariat Równości”, jest pracownikiem uniwersytetu…

Zresztą, co się dziwić, skoro np. prof. Janusz Kochanowski z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW pisze wprost:

„Efebofilia, czyli pociąg do chłopców będących co najmniej w wieku zgody jest, z naukowego punktu widzenia, całkowicie normalnym i zdrowym (dla obu stron) zachowaniem.”

Zauważa zarazem, że chociaż w Europie prawo określa „wiek zgody” na lat 15, to „w świecie różnie z tym bywa” – są kraje, jak Meksyk, a nawet do niedawna Holandia, gdzie wiek ten wynosi lat 12…

W 2015 r. w Sopocie głośno było o aferze pedofilskiej wokół celebryckiego klubu „Zatoka Sztuki”. Poświęcony jej był film Sylwestra Latkowskiego pt. „Nic się nie stało”. Prowadzone śledztwo doprowadziło, póki co, do skazania jednej osoby. Niezależnie od jego wyników, zadziwia kompletna zmowa milczenia wśród bywalców klubu, wśród których byli topowi polscy artyści, zawsze chętnie angażujący się przeróżne w kampanie wspierania „postępu”. Nawet portal „Na Temat” ze zdziwieniem zauważył:

„Po publikacjach o tym, jak w słynnym sopockim lokalu mogą być wykorzystywane nieletnie dziewczynki, polscy celebryci zaczęli solidaryzować się z Zatoką Sztuki, a także Marcinem T. i jego siostrą Natalią, która formalnie kierowała Zatoką. Akcję 'Ratujmy Zatokę Sztuki’ wsparli swoimi nazwiskami między innymi: reżyser Marek Koterski, który fotografował się z plakietką 'Tak dla Zatoki’ oraz jego syn 'Misiek’. Ponadto aktorzy Paweł Małaszyński, Jerzy Kryszak i Wiktor Zborowski, któremu osobiście dziękowała za wsparcie Natalia T.”

Wydaje mi się, że w Polsce tzw. „oburz” środowisk liberalnych dotyczy właściwie wyłącznie pedofilii w Kościele. W całej sprawie tragicznej śmierci Mikołaja Filisa uderza koncentracja na rzekomym „ujawnieniu tożsamości ofiary” (do czego moim zdaniem nie doszło – przynajmniej ze strony Tomasza Duklanowskiego) przy całkowitym pominięciu przez stronę liberalną istoty problemu, czyli tolerancji dla zachowań pedofilskich w „progresywnych” środowiskach, gdzie uwiedzenie młodego chłopaka przez „życzliwego” geja nie wydaje się niczym szczególnie nagannym, a jeśli już – to tylko na pokaz – żeby „homofobi nie mieli się do czego przyczepić”.

Wydaje mi się też, że jest to poniekąd wynik charakterystycznej dla liberałów fałszywie rozumianej tolerancji, w ramach której znormalizowano nieomal zupełnie zjawisko tzw. sugardatingu, czyli zwyczaju dyskretnego „przysposabiania” sobie przez starszych „sponsorów” dużo młodszych partnerek czy partnerów, często jeszcze przed osiągnięciem przez nich pełnoletności. Związki takie, charakteryzujące się inną dynamiką niż jawna prostytucja, nie są uważane za naganne – przylgnął do nich nawet pewien sznyt prestiżu, gdyż – jak sama definicja sugeruje – „sponsor” lub „sponsorka” musi być osobą zamożną, która w zamian za określone usługi „towarzyskie” oferuje młodszemu partnerowi atrakcyjny styl życia. Panuje pogląd, że tego typu relacje zawsze istniały w kulturze i nie ma się tu czemu dziwić. Promująca takie relacje gra internetowa „Little Miss Bimbo” adresowana była do dziewczynek już od 12-go roku życia. Męskim odpowiednikiem „bimbo” jest „toy-boy”, czli chłopaczek do zabawy. W internecie nie brakuje ogłoszeń kilkunastoletnich chłopców poszukujących takiej relacji.

Brak jednoznacznie nagannej postawy wobec tych zjawisk w progresywnej klasie średniej może wynikać z charakterystycznego dla niej odrzucenia normy moralnej na rzecz zindywidualizowanego nastawienia uczestników danej relacji. Jak wyjaśnia socjolog, Tomasz Szlendak – chodzi o to, czy „bimbo” albo „toy-boy” czują się osobami uprawiającymi prostytucję, czy raczej osobami wchodzącymi w „niestandardowe” relacje erotyczne. Te ostatnie, w ramach progresywnego, liberalnego światopoglądu, nie są naganne i są wyrazem szeroko rozumianej samorealizacji. Podobnie, zauważalna jest też rosnąca popularność terminu „seksworking” w miejsce pejoratywnie nacechowanej prostytucji. W tej perspektywie, „seksworking”, to po prostu praca jak inne, nic strasznego, a nawet interesująca ścieżka kariery…

Podsumowując – w optyce strony liberalnej skazanie Krzysztofa Falińskiego zakończyło sprawę. Wszelkie dyskusje wokół jego nadzwyczajnej kariery w szczecińskiej PO uważane są za nie na miejscu – ot, zdarzyło się. Nieuprawnione są wszelkie generalizacje, które mogłyby negatywnie rzutować na stosunek do aktywizmu LGBT. Podnoszenie tych kwestii ma tu być jedynie świadectwem nietolerancji i wyrazem zaostrzającej się walki politycznej. Samobójstwo Mikołaja Filisa jest wyłącznie wynikiem „zaszczucia” go przez media prawicowe, które po wyroku powinny uznać sprawę za zamkniętą i nie miały prawa w żaden sposób sugerować jakiejś sprzeczności między deklaracjami Magdaleny Filiks o niedorzeczności skojarzenia „LGBT-pedofilia” a tym, co przydarzyło się jej synowi. Tym bardziej nikt nie ma prawa pytać o „sprawy prywatne”, czyli o to, jak właściwie wyglądała sytuacja rodzinna pani poseł, gdyż nie ma to żadnego związku ze sprawą. Prawica niech się lepiej zajmie „prawdziwym” problemem, jakim jest pedofilia w Kościele, a nie wtrąca się w sprawy środowisk LGBT. Próba „polityzacji” sprawy Faliński-Filiks jest uważana przez progresywistów za skandaliczną.

Oczywista durnowatość takiego stanowiska nie ma dla progresywistów żadnego znaczenia. Wygodne uznanie sprawy Faliński-Filiks za „prywatną” pozwoliło szczecińskiej PO na całkowite zamiecenie jej na dwa lata pod dywan. Krzysztof Faliński – jeszcze niedawno jaśniejąca gwiazda na firmamencie tej partii po prostu rozpłynął się we mgle. Nikt na jego temat ani się nie zająknął i najwyraźniej sprawa miała przycichnąć. Już samo ujawnienie tego przez dziennikarza Radia Szczecin zostało uznane przez Opozycję za „szczucie”. Samobójstwo Mikołaja Filiksa stało się zaś pretekstem do tego, aby odium skandalu przerzucić na prawicę i w ten sposób odsunąć niewygodną dla PO dyskusję wokół właściwego meritum tej sprawy, czyli sporu światopoglądowego na temat wpływu ideologii LGBT na życie publiczne.