Zasadniczo to nie zamierzałem się wypowiadać na ten temat, bo ja swoje wiem, mi to wystarczy. Ale widzę, że zamęt narasta i być może mój skromny głos w sprawie komuś pomoże coś przemyśleć, popatrzeć na problem z innej perspektywy. A może nie.
Od kilku lat wali się w Kościół katolicki jako w instytucję, kler, świętych KK, katolików świeckich z różnych dział, z różną choć nasilającą się intensywnością. Profanowane są świątynie, symbole religijne, obrażane tzw. uczucia religijne.
Kościół poniekąd zasłużył sobie na to, zamiatając pod dywan wiele spraw, których zamiecenie tylko zwielokraniało ból np. ofiar księży-pedofilów. I nie ma sensu głupie gadanie, że wśród wuefistów i dyrygentów jest statystycznie więcej osób stosujących przemoc seksualną. Tak jest, owszem, statystyki są ogólnie dostępne. Ale wuefiści i dyrygenci nie mówili wcześniej swoim ofiarom o Chrystusie.
Problem w tym, że te srogie baty nie spadają na plecy sprawców, ale na całą wspólnotę, którą ci dopuszczający się niegodziwości, reprezentowali. A zło, którego się dopuszczali, w oczach tzw. opionii publicznej przyćmiewa ogrom miłosierdzia i ciężkiej codziennej pracy pokornych i bogobojnych człoinków KK, z księżmi, zakonnikami i zakonnicami włącznie. Złoczyńcy są na ogół na tyle sprytni by odpowiednio się schować i nadstawić nei swoje plecy pod biczowanie.
Myślę, że nie ma sensu dyskusja o tym, na ile stawiane zarzuty są prawdziwe, na ile fałszywe. Tu bowiem nie chodzi o sprawiedliwość, ale o zniszczenie przeciwnika. Ileż to czasu i energii wielu, także z grona moich znajomych, wkłada w to, by obrzydzić innym KK. Za każdym ich wpisem zastanawiam się, co chcą oni tym sposobem osiągnąć. Ale nie jestem w stanie wniknąć w dusze i umysły tych ludzi. Stąd też ich nie osądzam, bo nie wiem. Poza tym nie jestem sędzią.
Obecna nagonka na KK i na św. Jana Pawła II jest dla Kościoła… błogosławieństwem. Trudno o lepszy test zaufania Chrystusowi i Jego Dobrej Nowinie. On przecież nie tylko przepowiedział prześladowania ale powiedział, że są one konieczne do zbawienia. Do czasu ostatecznego prześladowanie jest wpisane w kod genetyczny Kościoła, sytuacja, w której doświadcza ona przywilejów od możnych tego świata, ta właśnie powinna wzbudzać niepokój.
Chrześcijanin nie szuka (na siłę) męczeństwa, ale jest gotów oddać życie jeśli będzie taka potrzeba. Nie szuka męczeństwa, żeby się wykazać. Stara się żyć po bożemu, a jeśli innym to przeszkadza, znosi to w cichości modląc się za swoich prześladowców i śmiejących się z niego. We, że tego świata nie zmieni, ale też wierzy w to, że ten świat jest tylko chwilową przygodą.
Myślę, że najwięksi prześladowcy Kościoła, w największym stopniu przyczynili sie do jego wzrastania. I to bynajmniej nie jest paradoks. Dlatego z tego miejsca dziękuję tym wszystkim prześladowcom Kościoła za Wasze zaangażowanie i zapewniam o swojej modlitwie w Waszej intencji. Czy Wam się to podoba czy nie.
Zostaw komentarz