Sprawa śmierci synka posłanki PO dowodzi tego, że zaangażowanych w nią funkcjonariuszy medialnych (bo nie dziennikarzy) PiS i prawicy w mojej ocenie należy uznać za moralnych degeneratów. Już kilka razy przeczytałem jednak opinie, że za moralnych degeneratów należy uznać też ca. 1/3 narodu, czyli wyborców PiS, skoro „po czymś takim” gotowi są nadal na PiS głosować. I tu pojawia się problem. Pamiętam otóż warszawską aferę reprywatyzacyjną, która uderzała głównie w środowisko PO (p. Gronkiewicz-Waltz była owej afery beneficjentką). Przy okazji tej afery (dla precyzji – nie tej dokładnie „reprywatyzacji”, przy okazji której mąż p. Gronkiewicz-Waltz „odzyskał” udziały w kamienicy zagrabionej po wojnie ofiarom Holocaustu) również była co najmniej jedna ofiara śmiertelna. Wyborcy PO „po czymś takim” nadal na PO chcą głosować.

Albo więc uznajemy, że moralnie zdegenerowani są wyborcy i PiS i PO, czyli łącznie ca. 2/3 narodu, albo może jednak warto powściągnąć emocje i ostre sformułowania zachować dla tych, którzy na nie zasługują, czyli funkcjonariuszy agitpropu PiS.

P.S. jako, że już widzę wpisy o tym, że „a bo oni to mają więcej afer” etc. wyjaśniam, że nie chce mi się tracić czasu na polemiki, które i tak niczego do sprawy nie wniosą. Za bardzo gardzę tymi, którzy bronią tego, co ws. syna posłanki PO zrobiły „media” publiczne by się wdawać w dyskusje z nimi. Tak samo gardzę każdym, kto umniejsza skalę bandytyzmu, który miał miejsce w Warszawie i również nie zamierzam tracić czasu na polemikę. Uczciwi ludzie powinni być oburzeni jednym i drugim. Owszem, straszliwe jest, gdy państwowy aparat propagandowy wykorzystuje tragedię dziecka, by uderzyć w opozycję i doprowadza przy okazji do jego śmierci. Ale, gdy aparat państwa bierze udział lub jest bierny, gdy bandyci wyganiają tysiące ludzi z ich mieszkań, to też jest to tragiczne. Wpis nie jest o tym, kto ma więcej afer na koncie, ale o hipokryzji. Jak ktoś tego nie rozumie, to znaczy tyle, że nie umie czytać ze zrozumieniem.

Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u).