Winston Churchill miał kiedyś pojechać taksówką do studia BBC, gdzie czekało go radiowe przemówienie. Gdy dotarli na miejsce, poprosił kierowcę, by ten zaczekał kilkadziesiąt minut. Taksówkarz odmówił. Powiedział, że musi wracać do domu, bo chce posłuchać wystąpienia Churchilla.
Polityk uśmiechnął się, wyjął z kieszeni kilka banknotów i wręczył je kierowcy, nie zdradzając swojej tożsamości. Wtedy taksówkarz natychmiast zmienił zdanie: „Będę czekał nawet całą noc. A Churchill niech sobie poczeka”.
Ta krótka historia, niezależnie od tego, czy wydarzyła się naprawdę, pokazuje coś bardzo niewygodnego o ludzkiej naturze. Wystarczy odpowiednia cena, by wielu ludzi nagle zmieniło poglądy, priorytety i własne zasady.
Człowiek lubi myśleć o sobie jako o istocie kierującej się wartościami. Mówimy o honorze, lojalności, moralności, odwadze. Problem zaczyna się wtedy, gdy życie wystawia rachunek i pyta: „Dobrze. A ile warte są te twoje zasady?”
Wtedy bardzo często okazuje się, że sumienie ma cennik.
Jedni sprzedają się za pieniądze. Inni za stanowiska. Jeszcze inni za święty spokój, popularność albo chwilową wygodę.
Najbardziej przerażające jest jednak to, że proces moralnego upadku prawie nigdy nie zaczyna się od wielkiej zdrady. Wszystko odbywa się powoli. Od drobnych kompromisów. Od tłumaczenia sobie, że „wszyscy tak robią”, ,,takie jest życie”, „co ja będę się wtrącał” . Od rezygnacji z prawdy, żeby uniknąć problemów. Człowiek krok po kroku oddaje samego siebie, aż w końcu zostaje mu już tylko maska.
Dzisiejszy świat wręcz premiuje taki mechanizm. Uczciwość bywa uznawana za słabość. Wierność zasadom za głupotę. Człowiek bez kręgosłupa robi karierę szybciej niż ten, który potrafi powiedzieć „nie”.
I może właśnie dlatego współczesne społeczeństwa są coraz bogatsze materialnie, ale coraz bardziej puste duchowo.Ogrom wiedzy mamy dziś na wyciągnięcie ręki, ale coraz mniej ludzi potrafi odróżnić wiedzę od mądrości. Coraz częściej wybieramy wygodę zamiast odwagi. Stoimy z boku, milczymy, odwracamy wzrok, byle nie narazić się światu, byle nie mieć kłopotów, byle ocalić własny spokój. Przyzwyczailiśmy się do życia, w którym łatwiej udawać obojętność niż stanąć w obronie prawdy.
A przecież prawdziwa wartość człowieka nie ujawnia się wtedy, gdy wszystko jest łatwe i bezpieczne. Poznaje się ją dopiero w chwili próby. Wtedy, gdy trzeba mieć odwagę mówić, choć inni milczą. Gdy trzeba stanąć po właściwej stronie, nawet jeśli oznacza to samotność.Bo prawdziwe człowieczeństwo nie rodzi się w wygodzie, tchórzliwym milczeniu i wiecznym szukaniu świętego spokoju. Wykuwa się dopiero w odwadze. W gotowości, by mimo strachu pozostać wiernym własnym wartościom. Kto dzisiaj to potrafi?

Zostaw komentarz