Jeszcze wieczorem 21 czerwca 1941 roku Czerwona Armia była najsilniejszą armią świata.

RKKA (Robotniczo Chłopska Czerwona Armia) górowała nad Wehrmachtem jakością i ilością czołgów, liczbą samolotów o jakości dorównującej tym z Luftwaffe, miała o wiele liczniejszą i mocniejsza artylerię, w tym będące zaskoczeniem dla Niemców moździerze kal. 120 mm, w późniejszym okresie wojny zwyczajnie skopiowane!

Była tez liczniejsza jakieś… dwa razy. Co ważne, miała do tego niewyczerpane wręcz rezerwy mobilizacyjne.

Gdyby nie atak 22 czerwca Stalin zdążyłby podciągnąć wszystkie siły nad granicę. Późniejszy o ok. tydzień atak doprowadziłby do opanowania całej Europy w przeciągu góra dwóch miesięcy.

To właśnie tak miało wyglądać.

Hitler, swoisty lodołamacz Stalina, miał rozwalić państwa kapitalistyczne.

A kiedy już cała Europa znajdowałaby się pod butem Berlina wówczas ze wschodu nadejść miało wyzwolenie.

Atak z 22 czerwca pokrzyżował plany.

Aż do końca 1942 roku Niemcy parli do przodu, odepchnięci tylko raz późną jesienią/zimą pod Moskwą.

Dopiero klęska stalingradzka a potem pyrrusowe zwycięstwo na Łuku Kurskim (jeśli liczyć straty poniesione przez strony konfliktu) zmusiły Hitlera do wycofywania wojsk.

Co więcej, marszałkowie Stalina wykazywali iskrę geniuszu strategicznego (Operacja Bagration przeprowadzona przez marszałka Rokossowskiego).

I nagle… postój pod Warszawą. Przez dekady odbieraliśmy to jako świadomą decyzję Stalina mającą pomóc Niemcom w rozgromieniu i unicestwieniu przyszłej partyzantki antysowieckiej.

Ale co, jeśli tak naprawdę gra toczyła się o coś więcej, niż Polska???

Popatrzmy na Zachód.

6 czerwca 1944 roku alianci lądują w Normandii. Mimo niemieckich kontrataków przyczółek się powiększa. Sowieci odpowiadają prawie natychmiast.

22 czerwca rusza front wschodni. Prowadzona wg planów marszałka Rokossowskiego Operacja Bagration była prawdopodobnie największą klęską Niemiec poniesioną podczas II wojny światowej.

Do końca lipca sowieckie oddziały stanęły pod Warszawą.

Wiemy, wybuchło Powstanie.

I zostało haniebnie zdradzone.

Ale… popatrzmy na front zachodni.

Po początkowych sukcesach alianci zaczęli brnąć w głąb Francji z oszałamiającą prędkością ok. 1 km… dziennie!

Kampania wydłużyła się w stosunku do planów kilkukrotnie. A Stalin bacznie obserwował, co dzieje się we Francji.

Czekał zatem.

Szczególnie zwlekał, gdy Niemcy zaatakowali w Ardenach. Zwróćcie uwagę, że tzw. ofensywa styczniowa ruszyła dopiero wtedy, gdy już okazało się, ze Wehrmacht poniósł porażkę.

Czy Stalin uważał,  ze Niemcy dadzą aliantom zachodnim łupnia i dlatego trzymał Armię Czerwoną na wodzy?

Możemy tylko gdybać. Jeśli nawet istnieją jakieś dokumenty, to zalegają one piwnice Łubianki i należą do najbardziej strzeżonych.

Pamiętać jednak należy, że w stalinowskich czasach nie sporządzano dokumentów ze wszystkich posiedzeń komitetu.

Widzimy tylko efekty.

Nasz polski punkt widzenia każe nam dostrzegać zatrzymanie sowieckiej ofensywy na linii Wisły jako świadome działanie wymierzone przeciw Polsce.

Ale co, jeśli tak naprawdę chodziło o umożliwienie Hitlerowi przerzucenie wojsk na Zachód i odparcie alianckiego desantu?

Armia Czerwona znowu była potężna.

Nie brakowało czołgów, samolotów, armat i amunicji.

Czy rok 1944 miał przynajmniej częściowo zniwelować klęskę 1941?

I przesunąć granice Imperium Stalina co najmniej nad Ren???

Pewne jest tylko jedno. Ani za Stalina, ani za Chruszczowa Sowieci nie czcili tzw. Dnia Zwycięstwa 9 maja czy też pod jakąkolwiek inną datą.

Święto ustanowił dopiero Breżniew, podczas wojny zwykły politruk na mającym drugorzędne znaczenie froncie; po latach został najbardziej odznaczonym sowietem za udział w II wojnie światowej.

20 lat po wojnie… Sowiety zrozumiały, że odniosły zwycięstwo. 😉

15 września 1999 roku z okazji 60-tej rocznicy napaści Związku Sowieckiego na Polskę z inicjatywy przewodniczącego Komisji Ustawodawczej senatora Piotra Ł.J. Andrzejewskiego oraz przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych i Integracji Europejskiej senatora Władysława Bartoszewskiego, odbyła się konferencja „O likwidację skutków zmowy Hitler – Stalin”. Honorowy patronat nad konferencją objął przewodniczący NSZZ „Solidarność” Marian Krzaklewski.

Jedną z zaproszonych osób, wygłaszających swoje referaty, był znany rosyjski pisarz i historyk Wiktor Suworow (właśc. Władimir Bogdanowicz Rezun). Ongiś skazany na karę śmierci przez najwyższe trybunały Związku Sowieckiego za zdradę kraju, czyli ucieczkę na Zachód. Wyroku do dzisiaj nie uchylono.

Poniżej fragmenty jego referatu Czy Hitler był uczestnikiem wielkiej wojny ojczyźnianej:

(…) Hitler zburzył plan Stalina. I wszystko runęło. Wielką Ojczyźnianą wymyślono po to, żeby ukryć tę klęskę.

Niektórzy nawet nie zauważyli, że Związek Radziecki przegrał drugą wojnę światową. Nie był przystosowany do życia w pokoju. Jak złośliwy nowotwór, mógł tylko rozprzestrzeniać się na całą planetę i zniszczyć normalne życie albo sromotnie obumrzeć. Stalin nie zdołał zagarnąć świata i to oznaczało koniec Związku Radzieckiego. Żyć w pokoju z normalnymi krajami Związek Radziecki nie potrafił. Dlatego stale szykował się do nowej ofensywy, do trzeciej wojny światowej. Rzucił na jej przygotowanie wszystkie siły – i padł pod ciężarem własnych wydatków na zbrojenia.

Ale od tamtych czasów wszystko się zmieniło. Prawda?

Zmieniło się, owszem. Ale nie na lepsze

Rosja nie zapamiętała lekcji historii. Lekcje nie wyszły jej na korzyść.

Czy coś się zmieniło po… 27 latach?

Nic. Putin ciągle ten sam…

9.05 2026