Któregoś dnia spotkali się. On i ona. Mężczyzna i kobieta. Oboje mlodzi, życia chętni i otwarci na zmiany. Pełni ciekawości, otwarci ba swuat ina siebie nawzajem. To prawda, że różnił ich wiek i doświadczenie, ale czasem to bez znaczenia. Tak tez było w ich przypadku.

Spotkali się, ale…nie, w żadnej kawiarni.

Nie w restauracji.

To nie było kino ani nawet księgarnia.

To było u niej..

Świadkowie tego spotkania niewątpliwie by się znaleźli, ale tego, co było potem, a właściwie w trakcie nie mógł zobaczyć nikt. To mogli wiedzieć tylko oni, ich dwoje. On I ona. Ona i on.

Nie było kamer, ukrytych głośników czy podsłuchów. Wszystko zostało tam u niej, za tamtymi drzwiami.

Są tacy, co twierdzą, że na siebie patrzyli
Ktoś był absolutnie przekonany, że podjęli rozmowę. Czy na siebie patrzyli? Czy wpatrywali się?

Nie wiem.

Jeśli rzeczywiście rozmawiali, to o czym?

Tego też nie wiem.
Co się tam działo?

Z tego spotkania urodziło się następne.

Też u niej, też w zamknięciu przed resztą świata.

I znowu bez świadków. Bez oczu i uszu innych ludzi.

Gdy wyszedł od niej okazało się, że umówili się na kolejny raz.

A potem znowu.

I jeszcze.

I tak zostało, że widywali się. Sami, oni, we dwoje. Ona z nim, a on z nią.

Aż którego dnia podjęli decyzję zaprzestać tych spotkań, bo kiedyś trzeba było tak zrobić. Podjęli tę decyzję wiedząc, że może być ciężko, że moze nie udać się bez problemów. Już dłużej nie mogli.

Musieli podjąć te decyzję i pożegnać się na długo, a właściwie na zawsze.

On powoli podniósł się, wstał. Spojrzał na nią po raz ostatni. Potem odwrócił się i skierował ku wyjściu.

Zamknął za sobą drzwi.

„Dziękuję”- powiedział.

„Ja również dziękuję”- powiedziała ona.

„Spotkamy się jeszcze?” zapytał on.

„Mam nadzieję, że nie” – odpowiedziała.

Na pożegnanie podali sobie dłonie. Jej była droba, ciepła, ale palce były chłodne. Jego dłoń była dużo większa, po męsku pojemna.
I gorąca.

” Życzę…”- zawahała się na chwilę i zawiesiła głos. „Życzę powodzenia i szczęścia”- dodała z uśmiechem,by za chwilę wyszeptać: „Życzę, byśmy nigdy więcej się nie spotkali. Obym nie była już potrzebna”.

On uśmiechnął się lekko i odrzekł:
„Ja również. Obym również nie musiał być potrzebny”.

„Choć, kto wie, co się wydarzy i jak się życie. Może znowu nasze drogi się skrzyżują?” dodała na koniec ona.

Przytaknął i poszedł przed siebie. Cicho zamknął za sobą drzwi.

I tak została sama. Zamyśliła się, łzę wzruszenia z policzka wytarła.

Ona lekarka z gabinetu bez klamek i on z zawodu grabarz.

Oby oboje nie byli sobie potrzebni, prawda?

Ps. Jeśli ktoś czekał na romans, gejzery miłości z dzikim seksem włącznie, przepraszam. Za wasze skojarzenia i kudłate myśli nie odpowiadam.

Obraz 🌸♡💙♡🌸 Julita 🌸♡💙♡🌸 z Pixabay