Niegdyś wybrałem się na zorganizowany wyjazd do Wrocławia celem zobaczenia „Panoramy Racławickiej”.
Po pięknej uczcie dla zmysłów wycieczka miała drugie pół dnia wolne. A, że akurat większość grupy stanowiły panie na emeryturze to zaczęły
szukać w myślach czegoś jeszcze do zwiedzenia.
Rzuciłem propozycję na ogród botaniczny, ale spotkałem się z dezaprobatą; Eeeee! Krzaki będziemy oglądać?
Lepiej chodźmy do Muzeum Narodowego – zaproponowały panie z wielkim entuzjazmem. Trzeba podziwiać sztukę! Jak żwawo ruszyły, tak jeszcze szybciej stamtąd wychodziły.
Akurat trwała wystawa Magdaleny Abakanowicz…
Fortepian wiszący u sufitu, nogami do góry, manekiny w obozowych pasiakach, wiele różnych dziwności, no te postaci bez głów. Panie wyprowadzone z równowagi i oburzone psioczyły jak ta Polska schodzi na psy.
A ja miałem ubaw. Trzeba było sobie iść spokojnie kwiatki i krzaki obejrzeć.
Zostaw komentarz