Moje dzieci, w związku z przeprowadzką, musiały zmienić szkołę.
Do tej pory chodziły do takiej, gdzie rano, na zebrze przed szkołą, witał ich On – Pan Stopek. Na kamizelce Pana Stopka napisane było „STOP”, miał Pan Stopek znak „STOP” w ręku i zatrzymywał ruch samochodów, żeby dzieci mogły przejść przez jezdnię.
Dzieci moje jakoś strasznie tego Pana Stopka polubiły. Nie raz i nie dwa wysadzałem je z samochodu przed przejściem, gdzie stał Pan Stopek. Dzieciaki wychodziły ja ruszałem, za mną od razu rządek samochodów, ale oto staję, bo już Pan Stopek wszedł na jezdnię, już wstrzymuje ruch i idą dzieciaki. Jest za pięć ósma, wszyscy się śpieszą i ludzie, i samochody, a moje latorośle zatrzymują się przy Panu Stopku i piątki mu przybijają (co zmusza Pana Stopka do lekkiego pochylenia się do przodu, wyciągnięcia ręki, w drugiej jest znak „STOP”), a Helenka zawsze go … przytula. Nigdy nie przeszła, żeby go nie przytulić!
Tak to trwało pół roku (Helenka chodzi do pierwszej klasy), ale od tego semestru nowa szkoła i tu Pana Stopka nie ma.
Pierwszy dzień w nowej szkole zleciał, wiozę dzieci na basen, rozmawiamy o wrażeniach na temat nowej placówki, o nauczycielach i tp. Nagle przejeżdżam koło innej szkoły gdzie tamtejszy Pan Stopek zatrzymuje ruch. Wiktor się patrzy na niego i nagle: ale z niego tandetna podróba!
Yhy – słysząc to stwierdziła Helcia a Liwia tylko pokiwała głową z aprobatą.
I jakieś trzydzieści sekund miałem cicho w samochodzie…
Zostaw komentarz