Dziś jest tak samo – środowiska lewicy liberalnej starają się przedstawiać obecną sytuację w Rosji jako swego rodzaju horrendum wynikłe z dojścia do władzy Putina. Wystarczy, jeśli w ten czy inny sposób dojdzie w Rosji do zmiany rządzącej ekipy, to jest szansa na pojednanie. Przywoływana jest tu np. osoba Aleksieja Nawalnego. Na planie ogólnym, społeczeństwo rosyjskie jest jako takie – w ramach tej narracji – apolityczne. Jego przywiązanie do wielkorosyjskości jest co najwyżej wynikiem oddziaływania propagandy. Wystarczy zmienić propagandę a społeczeństwo rosyjskie ujawni cały swój wielki potencjał dobrego serca. Nie ma tu miejsca na żadne kulturowe „struktury długiego trwania”!

W istocie, narracja Gazety Wyborczej jest bolszewicka i zakłada w niczym nieograniczoną plastyczność społeczeństw, które nie są per se szczególnie przywiązane do żadnych mitów i tożsamości – ich tożsamość jest wyłącznie skutkiem ideologicznej manipulacji i można ją dowolnie formować. Uczynić z Rosjan prawdziwych „mirolubców” przywiązanych do liberalnych wartości i lewicowych koncepcji emancypacyjnych – cóż prostszego? Żadna okupacja nie będzie nawet potrzebna! Każda próba opisania społeczeństwa rosyjskiego, która wskazywałaby na głębiej utrwalone niebezpieczne schematy byłaby właściwie nieuzasadnioną stygmatyzacją.

Każda nowa władza w Rosji, której da się zatem przypiąć etykietkę „demokratyczna” w takim sensie, w jakim rozumie ją lewica liberalna, będzie zasługiwać na kredyt zaufania, likwidację sankcji, dostarczanie środków pomocowych, nowych technologii itd.

A jeśli tak samo, jak po Jelcynie do władzy dojdzie kolejny Putin, to znowu będzie to wina jakichś „złych ludzi” i prawicowej propagandy a nie problem społeczeństwa rosyjskiego… W międzyczasie każdy, kto będzie zgłaszał obawy będzie konsekwentnie obrzucany mianem „rusofoba”.