Senator Stanisław Gawłowski złożył wniosek o obcięcie dwóch trzecich budżetu Kancelarii Prezydenta.
Zanim jednak ktoś zacznie mówić o „moralności” czy „standardach”, warto przypomnieć, kim jest ten senator i z jakim ciężarem polityczno-karnym wchodzi do tej debaty. Sąd Okręgowy w Szczecinie nieprawomocnie skazał Gawłowskiego na 5 lat bezwzględnego więzienia za przestępstwa związane z tzw. aferą melioracyjną — uznano go m.in. za winnego przyjęcia łapówek i innych korzyści majątkowych oraz powiązanych czynów; nałożono także grzywnę i zakaz zajmowania stanowisk publicznych przez 10 lat. Wyrok ten dotyczy m.in. zarzutów korupcyjnych i prania pieniędzy związanych z ustawianiem przetargów oraz innymi nieprawidłowościami w środowisku inwestycji melioracyjnych, senator zapowiedział apelację.Nadal jest senatorem mimo nieprawomocnego skazania na 5 lat więzienia, ponieważ zgodnie z zasadami parlamentarnymi dopiero prawomocne orzeczenie pozbawia go mandatu lub pozwala na jego zawieszenie zgodnie z prawem. To jest złe prawo – powinno być zmienione, żeby ludzie skazani lub ci wobec których toczy się śledztwo lub sprawa sądowa nie uczestniczyli w pracach parlamentarnych.
Można oczywiście się z prezydentem zgadzać lub nie. Można krytykować decyzje, ganić weta, spierać się o kierunek państwa. To normalne. To demokracja.
Ale odbieranie Kancelarii Prezydenta środków, które uniemożliwiają jej funkcjonowanie, to już nie jest polityka.To małostkowość, zemsta w białych rękawiczkach. To poziom rady osiedla pokłóconej o miejsce parkingowe, a nie Senatu Rzeczypospolitej.
Najbardziej przygnębia w tym jednak co innego: spektakularny upadek standardów oraz absolutna utrata instynktu państwowego.
Bo nawet jeśli ktoś żywi polityczną chęć odwetu, to zwykle przynajmniej próbuje ją zapakować w coś bardziej wyrafinowanego. Tu nie.
Tu jest: „obraziłeś nas wetem, to my ci odetniemy budżet”.
Jak w przedszkolu, tylko że z pieniędzmi publicznymi.
A przecież Kancelaria Prezydenta to nie jest prywatne biuro jednego człowieka, ale instytucja państwa. Ma obowiązki, zadania, konstytucyjną rolę. Obcinanie jej budżetu do poziomu niezdolności operacyjnej jest ciosem nie w prezydenta, lecz w państwo polskie.
W jego ciągłość.
W jego powagę.
W jego elementarną zdolność działania.
Ten wniosek odsłania jeszcze jedną rzecz: kompletny brak wyczucia wizerunkowego. Bo jeśli ktoś z własnej woli idzie na medialną barykadę ramię w ramię z senatorem skazanym na bezwzględne wiezienie — to naprawdę trudno o większe „samobójstwo komunikacyjne”.
Tu nawet żadna opozycja nie musi nic robić. To się samo kompromituje.A już sugestie, że to „kara za weto”, pokazują mentalność ludzi, którzy nie rozumieją podstaw demokracji.
Prezydent ma prawo weta.
Senat ma prawo dyskutować budżet.
Ale karać instytucję za decyzję głowy państwa? To jakaś polityczna wersja egzekucji pokazowej, tyle że w wydaniu papierowo-biurokratycznym.
Polska polityka może się różnić poglądami, strategiami, temperamentami — ale nie może różnić się standardem państwowym. Bo państwo to nie zabawka, którą można ukarać, gdy ktoś się na kogoś obrazi. Dlatego trzeba jasno powiedzieć: obcinanie budżetu Kancelarii Prezydenta jako forma odwetu to przekroczenie granicy, której w dojrzałej demokracji przekraczać nie wolno.
Instytucje państwowe muszą działać niezależnie od humorów, animozji i zemst politycznych. Jeśli pozwolimy, by były używane jak broń w partyjnych porachunkach — jutro nie będzie już czego chronić.

Państwo musi stać ponad polityką. Albo przestanie być państwem. Jeżeli ktoś tego nie rozumie , to ma ogromne deficyty umysłowe.A pan Gawłowski i inni pewnie jest mocno rozgoryczony, że wyborów nie wygrał ,,ich prezydent”, który hurtowo ułaskawiłby łapówkarzy od Tuska.