Obrońcy działań Anny Korwin-Piotrowskiej przekonują, że sytuacja w Trybunale Konstytucyjnym była nadzwyczajna, że dotychczasowe kierownictwo paraliżowało jego pracę, że zalega ponad tysiąc spraw obywateli i że ktoś musiał wreszcie zareagować. Powołują się przy tym na stan wyższej konieczności konstytucyjnej, odpowiednie stosowanie przepisów dyscyplinarnych i potrzebę przywrócenia praworządności.
Tymczasem wszystkie te argumenty pomijają podstawową kwestię: nie wystarczy wykazać, że coś należało zrobić. Trzeba jeszcze wykazać, że osoba, która to zrobiła, miała do tego ustawowe upoważnienie. Nie można przecież samemu przyznać sobie kompetencji tylko dlatego, że uznało się ich posiadanie za konieczne. A właśnie na tym polega zasadnicza wada konstrukcji prawnej zastosowanej przez Korwin-Piotrowską.
Rozpatrzmy zatem pięć warunków, które musiałyby zostać spełnione, aby jej działania były legalne.
1️⃣ Czy Korwin-Piotrowska w ogóle jest sędzią TK?
Korwin-Piotrowska została wybrana przez Sejm, ale nie złożyła ślubowania w obecności prezydenta, tylko podczas uroczystości w Sejmie. Ustawa wymaga złożenia ślubowania wobec prezydenta, a skuteczność zastosowanej procedury zastępczej jest przedmiotem sporu prawnego. Jeśli więc nie objęła skutecznie urzędu sędziego, to nie mogła wykonywać kompetencji przysługujących sędziemu TK, a tym bardziej kierować Trybunałem. Wszystkie pozostałe argumenty stają się wówczas bezprzedmiotowe.
2️⃣ Czy ma najdłuższy ustawowy staż?
Wojciech Sych rozpoczął karierę wcześniej niż Korwin-Piotrowska, ale ona nie zalicza mu okresu służby w Sądzie Najwyższym. Art. 11 ust. 2 ustawy o organizacji TK wymienia określone rodzaje pracy zaliczane do stażu i rzeczywiście nie wymienia wprost Sądu Najwyższego. Można więc bronić takiej literalnej interpretacji, choć trudno uznać za racjonalne rozwiązanie, w którym awans do najwyższego sądu w Polsce przerywa naliczanie stażu sędziowskiego. Ale nawet gdyby bezspornie miała najdłuższy staż, to niczego jeszcze nie rozstrzyga, bo sam staż nie daje prawa do zawieszania przełożonych.
3️⃣ Czy mogła przejąć kompetencje prezesa?
Art. 12 ust. 4 ustawy o organizacji TK przewiduje, że sędzia o najdłuższym stażu zastępuje prezesa w przypadku niemożności upoważnienia wiceprezesa lub innego sędziego. Tymczasem Święczkowski miał już upoważnionego wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego, a 2 listopada ujawniono dodatkowo dokument datowany na 28 kwietnia, upoważniający Stanisława Piotrowicza do kierowania Trybunałem podczas nieobecności prezesa i wiceprezesa.
Upoważnienie obowiązywało w momencie bezprwanych zarządzeń Korwin-Piotrowskiej, więc nawet skuteczne odsunięcie Święczkowskiego i Sochańskiego z automatu na skutek ich domniemanych przewinień nie uzasadniałoby automatycznie przejęcia kierowania TK przez nią, skoro istniał wcześniej upoważniony Piotrowicz.
Obrońcy tej operacji powołują się na stan wyższej konieczności konstytucyjnej, ponad tysiąc zaległych spraw i zarzuty dotyczące dotychczasowego kierownictwa. Ale który konkretnie przepis stanowi, że liczba zaległych spraw powoduje utratę kompetencji przez prezesa i ich przejście na innego sędziego? Przecież nawet udowodnienie wszystkich zarzutów wobec Święczkowskiego nie oznacza automatycznie, że Korwin-Piotrowska uzyskała prawo do zastępowania go! Zastępować ich powiniem sędzi Piotrowicz, bo jest wcześniej w kolejce niż ona!
4️⃣ Czy mogła zawiesić urzędującego prezesa?
Art. 130 §1 Prawa o ustroju sądów powszechnych przewiduje możliwość natychmiastowego odsunięcia sędziego od obowiązków w wyjątkowych okolicznościach. Jednak §2 odrębnie reguluje odsunięcie prezesa sądu, powierzając tę kompetencję Ministrowi Sprawiedliwości. Oczywiście minister nie może na tej podstawie dowolnie zawieszać prezesa TK, ale z wyłączenia kompetencji ministra nie wynika przecież automatycznie przyznanie jej innemu sędziemu!
Obrońcy Korwin-Piotrowskiej próbują rozwiązać ten problem przez odpowiednie stosowanie przepisów i argument konieczności działania. Tyle że potrzeba istnienia określonej kompetencji nie dowodzi, że ustawodawca rzeczywiście ją komuś przyznał. Nie można uzasadniać prawa do odsunięcia prezesa samym przekonaniem, że ktoś powinien mieć możliwość jego odsunięcia.
Powołują się też na późniejszą kontrolę sądu dyscyplinarnego, który ma ocenić zasadność zastosowanego środka. Ale taka kontrola nie tworzy wstecznie kompetencji do wydania wcześniejszej decyzji. Sąd może oceniać jej legalność, lecz nie może samym faktem późniejszej kontroli sprawić, że osoba nieuprawniona była uprawniona już w chwili jej wydawania.
5️⃣ Czy mogła pominąć wcześniej upoważnionych zastępców?
Pojawia się argument, że Sochański współodpowiadał za działania Święczkowskiego, więc jego upoważnienie utraciło moc. Ale na jakiej podstawie? Czy samo postawienie zarzutów powoduje automatycznie wygaśnięcie wcześniej udzielonego upoważnienia? Gdyby tak było, wystarczyłoby postawić zarzuty prezesowi i wiceprezesowi, aby stworzyć podstawę do przejęcia kierowania instytucją przez kolejną osobę! A potem kolejną i tak dalej!
Na dodatek pozostaje kwestia upoważnienia Piotrowicza, którego Korwin-Piotrowska nie zawiesiła. Co więcej, dopiero 31 października wydała zarządzenie uchylające wcześniejsze upoważnienia udzielone przez Święczkowskiego, podczas gdy własne uprawnienie do zastępowania prezesa ogłosiła już 30 października. A przecież późniejsze uchylenie upoważnień nie może uzasadniać kompetencji, na którą powołano się dzień wcześniej!
🔁 I tu dochodzimy do najważniejszego problemu, czyli błędnego koła! 🔁
Cała konstrukcja prawna zastosowana przez Korwin-Piotrowską opiera się na następującym rozumowaniu: mam prawo cię zawiesić, ponieważ jestem twoim zastępcą, a jestem twoim zastępcą, ponieważ cię zawiesiłam!
W matematyce i informatyce takie cykliczne uzasadnienie zostałoby natychmiast zakwestionowane. Tymczasem w prawie można najwyraźniej pisać wielostronicowe uzasadnienia, żeby przekonywać, że błędne koło staje się poprawnym rozumowaniem, gdy sytuacja jest nadzwyczajna.
To nie jest drobna nieścisłość interpretacyjna, lecz fundamentalny problem z ustaleniem źródła kompetencji. Jeżeli Korwin-Piotrowska nie miała prawa zastępować prezesa przed jego zawieszeniem, to skąd wzięła kompetencję do wydania zarządzenia o zawieszeniu? A jeśli już wcześniej miała prawo go zastępować, to trzeba wykazać, z jakiego konkretnie przepisu i z jakich wcześniejszych okoliczności ono wynikało.
⚖️ A co z argumentem, że trzeba było ratować Trybunał? ⚖️
W TK rzeczywiście występowały poważne nieprawidłowości, kierownictwo naruszało swoje obowiązki i należało wszcząć odpowiednie postępowania. Ale nawet udowodnienie wszystkich tych zarzutów nie tworzy automatycznie nowej kompetencji dla Korwin-Piotrowskiej. Czym innym jest ustalenie, że ktoś powinien ponieść odpowiedzialność, a czym innym określenie, kto ma prawo zastosować wobec niego określone środki.
Podobnie wygląda argument dotyczący policji. Funkcjonariusze podlegający administracji rządowej zabezpieczali teren Trybunału, a Święczkowskiemu uniemożliwiono swobodne wejście do miejsca pracy. Można twierdzić, że chodziło wyłącznie o zapewnienie bezpieczeństwa, ale to nie rozstrzyga, czy istniała prawna podstawa ograniczenia dostępu urzędującemu prezesowi konstytucyjnego organu państwa. Nawet uzasadniony cel nie zwalnia władzy publicznej z obowiązku działania w granicach prawa.
📜 I na koniec rzecz najważniejsza! 📜
Art. 7 Konstytucji RP stanowi, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Nie przewiduje wyjątku dla osób, które uważają, że działają w słusznej sprawie, ani dla tych, które powołują się na ratowanie demokracji, przywracanie praworządności czy stan wyższej konieczności konstytucyjnej.
Cała obrona działań Korwin-Piotrowskiej sprowadza się do tłumaczenia, dlaczego powinna była mieć kompetencję do odsunięcia Święczkowskiego. Ale to przecież nie jest odpowiedź na pytanie, czy rzeczywiście ją miała!
Niech zatem obrońcy tej operacji wykażą, że wszystkie pięć warunków zostało spełnionych jednocześnie, a kompetencja do wydania zarządzeń istniała już przed ich wydaniem. Nie wystarczy wskazać przepisy, które pozwalają zawieszać sędziów albo zastępować prezesów. Trzeba jeszcze udowodnić, że w tej konkretnej sytuacji, przy istniejących wcześniej upoważnieniach, właśnie Korwin-Piotrowska była osobą uprawnioną do zastosowania tych przepisów.
Bo jeśli nie potrafią tego wykazać, to nie przedstawiają uzasadnienia legalności przejęcia kierowania TK, lecz próbują dopiero dorobić podstawę prawną do działania, które już zostało wykonane.
Zostaw komentarz