Niestety – sam jeżdżąc po naszych autostradach i drogach ekspresowych borykam się z tym nagminnie – strach wyprzedzać, bo zawsze zachodzi ryzyko, że znajdzie się kolo wypasioną bryką, który uważa, że cała droga należy do niego a ja powinienem się zdematerializować, aby on mógł jechać dalej dwa razy szybciej ode mnie, kiedy ja mam na liczniku czasami i 160 km/h.
Tutaj widać gościa, który – zdaniem świadków i policji (na podstawie analizy dostarczonych nagrań) – od dłuższej chwili pruł ok. 300 km/h i „zdmuchiwał” z trasy jadących przed nim kierowców mrugając agresywnie światłami i dojeżdżając do zderzaka. Doprowadził tak do wypadku, w którym żywcem spłonęło małżeństwo z dzieckiem i uciekł.
Wobec takich zachowań trudno zachować tolerancję. Tutaj naprawdę powinien być jakiś specjalny przepis, który takich bandytów będzie traktował szczególnie, niezależnie od tego, czy skutkiem będzie wypadek czy nie. Najeżdżanie z wielką prędkością na poruszające się przepisowo i wcale nie jakoś wolno pojazdy powinno być kwalifikowane jako przestępstwo a nie wykroczenie drogowe, podobnie jak wyprzedzenie pojazdu i nagłe zahamowanie przed nim „dla nauki”. Skłaniałbym się też do wprowadzenia zasady, że przekroczenie prędkości 200 km/h na drodze publicznej powinno z automatu skutkować konfiskatą samochodu. Jazda z taką prędkością, niezależnie od umiejętności kierowcy i rodzaju samochodu powoduje, że kierujący nie ma możliwości odpowiedniej reakcji w przypadku pojawienia się niespodziewanej przeszkody lub nieoczekiwanego zachowania innych kierowców a skutki ewentualnego wypadku są wówczas dramatyczne.
Nie jestem zwolennikiem jakichś przesadnych rygorów, ale takie coś, to po prostu przekracza ludzkie pojęcie. Ziutków tak ostro jeżdżących należy przekłuwać jak przesadnie napompowany balon: bez litości!
Zostaw komentarz