Po niesłychanie żmudnych zabiegach, żeby Henel  przyszedł  do  pracowni,  choćby tylko na krótko, żeby   zobaczyć,  jak to wszystko wygląda – udało się mi go jednak  do zajęć w niej   namówić. Głównym argumentem, który   go przekonał,   była odrębna, wydzielona z innych piwnicznych pomieszczeń pracownia, w której stał  pionowy warsztat do tkania dywanów wiązanych.  W negocjacjach, żeby go do tej pracy przekonać, oprócz wyższego niż dotąd miał w tkalni wynagrodzenia – zaproponowałem mu, że będzie w niej  najzupełniej sam,   i że, będzie mógł w niej trzymać  swoje  prywatne rzeczy.

Pierwszy dywan wykonywał  z dostarczonego przeze mnie  wzoru: herb szkoły medycznej  z maksymą „Salus  aegrotii suprema lex”. Ponurą  dosyć w sumie tkaninę. Na  granatowym  tle  z długim włosem  znajdowała się  połowa koła trybowego opleciona  przez  węża. Kwadrat 180 cmx 180.

Mistrzostwo Henela  dało się jednak  od razu zauważyć w tym,  jak on tego węża zrobił. Następny dywan, którego projekt  na papierze milimetrowym  miał zrobić już sam Henel , tak aby jedna kratka  papieru,  odpowiadała jednemu węzełkowi tkaniny –   powstał   na zamówienie  dyrektora szpitala i miał być ozdobą jego gabinetu.  Miał być  w plastycznej treści    apoteozą oddziaływań pozafarmakologicznych w psychiatrii,  przedstawionych  w postaci  trzech muzyków  z maksymą: Verbum, gaudium, labor et musica…etiam medicina:”

Wszystkie  inne ornamenty  widoczne na dywanie  – Henel  miał sam wykombinować.

Pięć tygodni trwało samo przygotowanie projektu,  bo Henel   gospodarował swoim czasem tak, aby wykroić go jak najwięcej dla siebie, dla swoich praktyk: szycia koszul …z materiału, którego zapasy zgromadził  przezornie, kradnąc  go  w szwalni,  w której  wcześniej pracował, a także dziergania  z odpadów  włóczki, przeznaczonej na dywan … monstrualnych  majtek na szelkach, które miały go pogubić itp. Przymykałem na to wszystko oczy, widząc  jednak, że powoli  –  wyłania  się projekt, który będzie na wzór antycznych gobelinów przemawiał i ciekawą treścią i kunsztem wykonania.

Po pewnym czasie Henel zaczął mnie przekonywać, że jak go pozostawię po zamknięciu o godz.16 pracowni – to on wyraźnie prace nad  projektem przyspieszy.  Że do tego zadania potrzebuje ciszy i spokoju, że się specjalnie musi skupić i nie rozpraszać . Chcąc nie chcąc … dorobiłem  zapasowe klucze i przekazałem je jemu. To była cena, którą musiałem zapłacić! Początkowo wyślizgiwał się z pracowni pod osłoną zmierzchu,  potem z tego przywileju korzystał mniej dyskretnie, tak że  wszyscy dokoła o tym wiedzieli.

Samo przygotowanie surowca, pochodzącego  z odpadów było żmudne. Trzeba było w splatanej różnokolorowymi odcinkami wełny,  ważącej niekiedy ponad 100 kg  beli – odnaleźć jak najdłuższe odcinki, potem je zwinąć w misternie uformowane kłębki. Stworzyć zapas materiału i barw, z którego można byłoby czerpać  przy tkaniu dywanu bez ograniczeń. Henel  bardzo lubił to zajęcie, przypominało mu  zapamiętane z dzieciństwa sceny – wspólnego darcia przez gospodynie pierza.

Mógł w tych belach przebierać godzinami, słuchając radia ,a nawet przy tym zajęciu podśpiewywał. Wykonując te przypisane  kobietom czynności, coraz wyraźniej  się z nimi identyfikował, Nie odrzucał swego ciała, ale płeć. Stawał się  istotą  ze swoich marzeń: rozłożystą, o obfitych kształtach, wzbudzającą powszechne pożądanie  „omą”, którą wszyscy chcieliby wyruchać.  Nawykły od najmłodszych lat do obowiązków,  jako podrzucana przez  gminę  różnym gospodarzom do pomocy wiejska sierota  –  Henel   był  niesamowicie pracowity.  Przy tym systematyczny. Umiał  rozłożyć  swój czas, tak aby — zadowolić tego, od którego zależało jego aktualne powodzenie, nie zapominając  przy tym o tym,  o tym  co sprawiało  mu przyjemność, prowadziło do rozładowania seksualnych napięć. Niezależnie od problemów ubrania  nowej jego identyfikacji  płciowej  w najbardziej dla niej właściwe okrycie –  Henel musiał rozprawić się z tym wszystkim, co  było w nim męskie. Przede wszystkim zarost na twarzy i owłosienie pod pachami i w okolicach podbrzusza. Wytrwale, cierpliwie… niewrażliwy na zadawany przy tym sobie ból –  Henel  przy pomocy pęsety  i lustra wyrywał sobie włos po włosku. Najtrudniej było oczywiście   na dole. Ale przybierając najbardziej do tego dogodne pozycje – wszystkie włosy z przyrodzenia i odbytu usunął. Z ubraniem natomiast nie miał specjalnego kłopotu, bo  jak był w pracowni sam to –  wkładał jedną z wielu uszytych przez siebie  białych koszul. Wcześniej oczywiście zakładając,  wykonane przez siebie  utensylia –  w postaci  majtek   na szelkach i  biustonosza .  Wykonane  ze zbitej ,wełnianej włóczki – rajtuzy  ważyły ze 14 kg  W kroku miały otwór, przez który na zdjęciach, które robił  widać   to  było wyraźnie , Helel  wydobywał   do masturbacji  swoje prącie. Często też na  koszulę przykrywającą pogrubienia zakładał Henel  – strój pielęgniarski i w nim  przychodził na swój  macierzysty  oddział. Jego maskarady wzbudzały śmiech, traktowano je  nie jako przejaw  transwestytyzmu, ale jako  przedni dowcip, przaśny wic, bo   przebrany  w fartuch i czepek Henel  wykonywał przy tym kokietujące ruchy. Do złudzenia też przy tym  przypominał zwłaszcza z tyłu, autentyczne pielęgniarki  czy też salowe   w szpitalu pracujące. Najwięcej jednak śmiechu było wtedy, kiedy  przebrany Henel  wprowadzał w błąd innego pacjenta, albo kogoś z odwiedzających. Według relacji Henela nabierali się  na to jego  przebranie również wizytujący  oddziały  wieczorem  lekarze. Jednak najwięcej czasu poświęcał on  na fotografowanie  siebie w przebraniu. Na początku posługiwał się  jednym z najprostszych ,ale też  bardzo popularnym  wtedy aparatem   marki ”Druh”.  Aparat wkładał do specjalnie przez siebie skonstruowanego z drzewa i sklejki – statywu. Za  pociągnięciem  żyłki, a wcześniej  cienkiego  sznurka – zwalniał migawkę. To było dosyć dla niego trudne… przybrać odpowiednią pozę, tak aby było widoczne udrapowanie  koszuli i to, co miał między nogami … i jeszcze w porę … pociągać za  sznurek! Po pewnym czasie udoskonalił moment programowania  opóźnionego spustu migawki przy pomocy  specjalnie w tym celu kupionego w sklepie z akcesoriami fotograficznymi  wężyka.  Jednak to rozwiązanie nie do końca go satysfakcjonowało – w kilkunastosekundowym bowiem  okresie czasu – trudno było  mu się  odpowiednio upozować. Wykonywał  tych zdjęć tysiące, na kliszach 6×9 ,  na błonie znajdowało się ich 12.

Z  początku nie miał powiększalnika zdjęcia,  wywoływał przy pomocy skonstruowanej, również przez siebie aparatury z drzewa i szyby – metodą: na „styk”  uzyskując zdjęcie  w formacie  klatki na filmie.

Potem wpadł na pomysł aranżacji scen erotycznych przy pomocy  lalek, które przebierał w stroje pielęgniarskie. Lalki w wyuzdanych, lubieżnych pozach, spółkujące ze sobą.  On wtedy stał za kamerą …przesuwał je, ustawiał, miejsce, gdzie te inscenizacje   się odbywały –  oświetlał przy pomocy  zdobytej na złomowisku lampy wyrzuconej  z gabinetu stomatologicznego i starej lampy biurowej.  Światło było bardzo  dla niego ważnym  elementem. W tamtych czasach  uzyskanie  technicznie poprawnej fotografii, robionej w pomieszczeniu wymagało odpowiednio czułego filmu i maksymalnie otwartej przysłony obiektywu …w możliwie najdłuższym czasie i w absolutnym bezruchu

Henel wgryzał się zawzięcie w rozwiązywanie tych problemów, czytał wypożyczony w bibliotece poradnik foto-amatora i potrafił całymi godzinami rozprawiać na temat  jak poprawić jakość wykonywanych przez siebie zdjęć. Kiedy w końcu   nabył  lustrzankę dwuobiektywową „Start” z możliwością  zastosowania  wężyka samowyzwalacza migawki — całą swoją uwagę i energię zwrócił w stronę, jakbym to określił — scenografii. Aranżacja zbereźnych sytuacji – była dla niego tym, czym dla wielu  czytelników jest obecnie oglądanie  stron pornograficznych w Internecie, wtedy robił sobie dobrze.