Zacznijmy od góry, bo zawsze warto zacząć od fundamentów. Andrzej Duda nie jest prezydentem. Dlaczego? Ponieważ jego wybór w 2020 roku stwierdziła Izba, która – zdaniem kolegów z innej izby – nie była sądem. Proste jak cep: skoro ktoś, kto miał być sądem, sądem nie był, to i wybór głowy państwa wisi w próżni. A skoro tak, to co dalej? Łańcuch absurdu zaczyna się sam rozwijać.
Skoro Duda nie był prezydentem, to Donald Tusk nie jest premierem, bo powołał go ktoś, kto nie istniał. Jeśli nie ma premiera, to nie ma też ministrów. Waldemar Żurek nie jest ministrem sprawiedliwości, tak samo jak reszta rządowych figurantów nie pełni żadnych funkcji, bo nominacje wręczał im człowiek, którego po prostu nie ma. Prawnicza logika prowadzi nas do punktu, w którym państwo polskie rozpuszcza się jak mgła.
🔴Sejm, Senat i pustka legislacyjna
No dobrze, ale co z parlamentem? Czy Sejm i Senat istnieją? Otóż nie. Ich wybory – zarówno te z 2019, jak i te z 2023 roku – również zatwierdziła ta sama „nie-sądowa” Izba. Skoro więc organ zatwierdzający był nieważny, to i wybory są nieważne. A skoro wybory są nieważne, to nie ma posłów, nie ma senatorów, nie ma żadnego parlamentu.
Konsekwencje? Dramatyczne, a jednocześnie groteskowe. Żadne ustawy uchwalone od tamtego czasu nie obowiązują. Nie ma prawa podatkowego, nie ma kodeksów, nie ma budżetu państwa, nie ma długu publicznego. Fiskus w takim razie jest mirażem – złapmy się wszyscy za kieszenie, bo okazuje się, że pieniądze, które płaciliśmy do tej pory, wiszą w próżni. Każda złotówka pobrana od obywatela nie miała żadnej podstawy prawnej. Państwo? Nie ma. Prawo? Nie ma. System? Rozsypał się w nicość.
🔴Polska w próżni międzynarodowej
Idźmy dalej, skoro bawimy się w ten absurd. Jeśli nie ma prezydenta, parlamentu ani rządu, to kto reprezentuje Polskę na arenie międzynarodowej? Kto podpisywał traktaty? Kto głosował w Brukseli? Kto zgadzał się na KPO, ETS, pakiety klimatyczne, kwoty migrantów i inne unijne wynalazki?
Według tej logiki – nikt. Dokumenty podpisane przez „nieistniejące” instytucje nie mają żadnej wartości. Polska de facto nie istnieje. A jeśli państwo to instytucje, a instytucji nie ma, to pozostaje nam tylko pustka. Może więc jedynym „prawdziwym” reprezentantem RP jest Mariusz Max Kolonko, który nagrywa filmiki w schowku na miotły i co rusz ogłasza się prezydentem? Śmieszne? Owszem. Groźne? Jeszcze bardziej.
🔴Obywatele, którzy nie istnieją
Skoro nie ma państwa, to nie ma obywateli. Bo obywatelstwo nadaje państwo – a skoro państwa nie ma, to nie ma też obywateli. Urodziny? Nieważne. Dowód osobisty? Do kosza. Małżeństwo? Nigdy się nie odbyło. Dzieci? W świetle tej logiki – nie istnieją. Nawet mandat za złe parkowanie jest fikcją, bo wystawił go organ, którego nie ma.
Witajcie w Polsce XXI wieku – państwie, które samo siebie unieważniło, państwie, które wpadło we własne sidła prawniczej akrobatyki i politycznych przepychanek.
🔴Niemcy istnieją, Polska nie
A teraz crème de la crème: podczas gdy Polska w prawniczej narracji znika z mapy, Niemcy istnieją w najlepsze. Bundestag właśnie wybrał sędziów do swojego Trybunału Konstytucyjnego. Tak, politycy. Tak, ci sami, którzy w Polsce nie mogą, bo to „gorsza kultura prawna”. U nas, jeśli polityk wybierze sędziego, to tragedia, zamach na demokrację, upadek cywilizacji. W Niemczech – normalna procedura, wpisana w system.
I tu wychodzi cała esencja: według tej logiki Polacy są gorsi, nasza kultura prawna jest niższa, nasze instytucje to atrapki, a państwo – złudzenie. I najważniejsze: pamiętajcie, że w sumie nic nie ma. Nie ma prezydenta, nie ma rządu, nie ma parlamentu, nie ma prawa, nie ma podatków, nie ma długu. Nie ma Polski.
Rafał Szrama 🇵🇱
Zostaw komentarz