Zanim przejdę do porównania rządów Donalda Tuska i Mateusza Morawieckiego, muszę odnieść się do pewnej groteskowej narracji. Otóż mędrzec z Konfederacji, który obecnie jest jej frontmenem uzbrojony w zakurzone dogmaty sprzed dwustu lat – Smitha, Friedmana i inne „święte księgi” wolnorynkowych fundamentalistów – próbuje wmówić, że PO i PiS to jedno i to samo zło. To jest idiotyzm w czystej postaci, mylenie wszystkiego ze wszystkim. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością, a jedynie z ideologicznym kompleksem i intelektualnym lenistwem.
Porównywanie osiągnięć rządu Donalda Tuska z rządem Mateusza Morawieckiego jest jak zestawianie koparki z buldożerem – jedno ma kopać fundamenty, drugie burzyć mury. Pytanie tylko: czy naprawdę chcemy porównywać budowę z rozbiórką?
Rząd PiS miał cele rozwojowe – inwestycje, programy społeczne, wzmocnienie bezpieczeństwa, przywracanie państwa obywatelom. Rząd Tuska ma jeden nadrzędny cel: rozmontować to, co zostało zbudowane. I tu pojawia się ironia losu – oba rządy są skuteczne. Jeden w budowie, drugi w destrukcji.
Koalicja 13 grudnia traktuje zwykłych Polaków jak wroga. Wroga, którego nie da się unicestwić, ale można go zamęczyć propagandą, manipulacją, mętlikiem w głowie, rozdźwiękiem między słowem a czynem. A Tusk jest w tym mistrzem – on nie tyle wyssał to z mlekiem matki (Muttermilch), ile doprawił solidną dawką niemieckiej szkoły politycznej: najpierw zamydlić oczy, potem podciąć nogi, a na końcu wmówić ofierze, że sama się przewróciła (das Opfer ist selbst gefallen).
PiS można krytykować, że nie wszystko dowiózł, że czasem brakowało odwagi, a czasem kompetencji, czasami popełniano błędy. Ale celem było coś realnego: rozwój, większa niezależność Polski, programy dla rodzin, walka z wyzyskiem. A co ma do zaoferowania Tusk? „Reset” z Berlinem (Neustart mit Berlin- tak to pewnie jest zapisane w programie który dostał do realizacji), rozbicie polskiej energetyki, upokorzenie instytucji państwowych i paraliż obrony narodowej.
I teraz, proszę bardzo, zestawmy te dwa światy:
PiS buduje – Tusk burzy.
PiS wzmacnia państwo – Tusk je rozpuszcza jak kostkę cukru w niemieckiej herbacie (deutscher Tee).
PiS szuka siły we własnym narodzie – Tusk w instrukcjach zza Odry (Anweisungen von der Oder).
Porównywanie obu rządów to nieporozumienie, bo porównywać można tylko w tej samej kategorii. A tu mamy dwie przeciwstawne logiki: rozwój kontra demolka. Państwo budowane cegła po cegle kontra państwo wyburzane młotem pneumatycznym.
I tu dochodzimy do sedna tej analizy czyli polaryzacji społecznej. Kto popiera demolowanie państwa przez Tuska? Stara gwardia – postkomuniści, beneficjenci III RP, ci, którzy żyli z układów, koncesji i kolesiostwa. Do tego dochodzą media niemieckie i ich polskie odnogi, celebryci, którzy zawsze płyną z prądem jak gó…, oraz część biznesu przyzwyczajona do łatwych kontraktów z państwem. Oni klaszczą, bo burzenie Polski oznacza reaktywację ich dawnych przywilejów. To właśnie oni stoją po stronie „rozbiórki”.
A kto broni Polski, kto recenzuje rzeczywistość? Ludzie zakorzenieni, obywatele, którzy wiedzą, że państwo jest wspólnym dobrem, a nie łupem do podziału. Niezależni eksperci, którzy nie boją się mówić o faktach. Środowiska patriotyczne i lokalne wspólnoty, które wciąż pamiętają prawdziwą cenę wolności,że wolność jak mawiał Józef Piłsudski nie kosztuje dwa grosze i dwie krople krwi.
Demolka Tuska nie dzieli nas według poglądów gospodarczych czy światopoglądowych. Ona dzieli Polaków na tych, którzy chcą, żeby Polska była państwem poważnym – i na tych, którzy zadowalają się rolą protektoratu, niemieckiej kolonii, wielkiego pola do eksperymentów nowych marksistów.I tu jest ta różnica.
Chodzi też o to żebyśmy byli tak oszołomieni tym dymem i kurzem, że przestaniemy widzieć różnicę. Żebyśmy uwierzyli, że buldożer i koparka to to samo narzędzie. A wtedy Tusk z uśmiechem powie: „Auftrag erfüllt”.
Dlatego apeluję: nie dajmy się ogłupić tej propagandzie. Koparka nie jest buldożerem, budowa nie jest rozbiórką, a Polska nie jest niemiecką kolonią. Czas wyjść z roli biernego widza i zacząć działać – bo jeśli dziś staniemy z boku, jutro obudzimy się na gruzach własnego domu. To nie jest spektakl, to jest nasza przyszłość. I tylko od nas zależy, czy Polska będzie budowana, czy rozbierana na części. A Konfederacja moim zdaniem powinna zmienić frontmena- tylko na tym zyskają. A jest na kogo.
Zostaw komentarz