Przeczytałem zjełczały już mocno Tygodnik Powszechny , w którym m.in. zamieszczono tekst o tajemnicach długowieczności. Nie chcę Was zanudzać obszerniejszą analizą owej publikacji powstałej pod wpływem badań genetycznych, socjologicznych i geograficznych, tylko jako osoba – już zakwalifikowana jako długowieczna- podzielę się wnioskami, jakie mi się po lekturze tego artykułu nasunęły, jako wskazówkami dla tych, którzy nie chcą umierać przed osiemdziesiątką. Po pierwsze — trzeba siebie lubić! Nawet jeśli jest to bardzo trudne. To brzmi jak banał, ale nim nie jest. Piszę bowiem , o lubieniu siebie nie jako o samozachwycie, tylko jako o akcie higieny psychicznej. O niepluciu na swoje odbicie w lustrze. O niechodzeniu przez życie z poczuciem, że jest się nieudacznikiem, że inni mają ładniejszą żonę, albo mądrzejszego psa.. To jest fundament długowieczności, Po drugie, trzeba być kierownikiem, nawet jednoosobowej instytucji, ale koniecznie jej szefem. Anglicy to zbadali, iż jednym z głównych czynników mających wpływ na dłuższe życie, jest położenie w drabinie społecznej. Im niższa ranga, tym osobnicy mieli mniejsze szanse na dożycie sędziwego wieku, a człowiek, który czuje sprawczość, żyje dłużej. Po trzecie właściwy adres , jak to określali posiadanie oprócz odpowiedniego kodu genetycznego, odpowiedni kod pocztowy, to znaczy zamieszkanie w miejscowości, albo chociaż w dzielnicy, w której inni żyją dłużej. Nie tylko dlatego, że jest czystsze powietrze czy lepsza służba zdrowia. Przede wszystkim dlatego, że otoczenie modeluje rytm życia, normy, nawyki, aspiracje. Ciechocinek jest tu świetnym przykładem: miasto, które samo w sobie jest terapią, rytuałem, spowolnieniem, wspólnotą ludzi, którzy nie udają młodości, tylko pielęgnują jej resztki z godnością. Znany neurobiolog prof. Profesor Vetulani głosił także, że regularna dawka intensywnej przyjemności wydłuża życie, mówił w nobliwym swego czasu Tygodniku Powszechnym o orgazmie, bo to najbardziej spektakularny przykład działania dopaminy, oksytocyny, endorfin — całej tej neurochemii, która podtrzymuje w nas żywotność. Pewnie chodziło mu o to żeby człowiek nie zamykał się w ascetycznym pudełku, nie ogłosił, że „w tym wieku to już nie wypada”, i nie wyrzekł się wszystkiego, co sprawia, że chce mu się żyć. No i koniecznie – mieć z kimś rozmawiać. Mieć komu opowiadać swoje historie.
To jest najważniejszy punkt porad, choć najmniej oczywisty. Bo człowiek, który nie ma komu opowiadać, bo wszyscy jego rówieśnicy już nie żyją, zaczyna się kurczyć — nie fizycznie, tylko w sensie istnienia.
Zostaw komentarz