A w Iranie znowu wojna. Kolejny dzień walą najdroższe amerykańskie bomby w całkowicie zniszczoną irańską infrastrukturę wojskową. Bo przecież po każdym amerykańskim bombardowaniu jest ona całkowicie niszczona, a później znowu w nią walą. Podobno w Polsce są ludzie, którzy nadal w to wierzą.

Dlatego już nie chce mi się mówić o wojnach. Także tej na Ukrainie. Jesteśmy zasypywani taką masą kłamstw, że szukanie w tym prawdy jest marnowaniem czasu. Jeżeli więc o czymś myślę w związku z wojnami, to zastanawiam się, dlaczego jesteśmy oszukiwani.

Mamy niewielki wpływ na wojnę na Ukrainie, a żadnego wpływu na wojnę w Iranie. Dzięki temu moglibyśmy mówić prawdę. Tymczasem kłamiemy na tak bezsensowną skalę, jakby to miało jakiś sens.

W sprawie wojny na Ukrainie mógłbym jeszcze coś wymyślić. Bo to jest blisko i budowanie wiary w ukraińską potęgę, która ochrania nas przed ruskim zagrożeniem, może mieć walor terapeutyczny. Coś w rodzaju terapii przeciwlękowej. Ale Iran?

Nie mamy żadnego wpływu na tamtą wojnę i nie mamy tam żadnych interesów, dlatego kłamanie w sprawie Iranu jest szczególnie zagadkowe. Być może oni po prostu nie potrafią powiedzieć prawdy.

Znam takich ludzi. Muszą skrewić choćby troszeczkę.

– O której będziesz?
– Za 10 minut.

Oczywiście, że nie będzie za 10 minut. Wszyscy to wiedzą. Ale on inaczej nie potrafi.

Być może więc chodzi o brak umiejętności mówienia prawdy. A może jednak nie? Logicznie nie można jednak tego zrozumieć. Więc spróbujmy metafizycznie.

Być może oni wcale nie kłamią, ale wyznają wiarę w Amerykę. Widać wyraźnie, że wielu ludzi w Polsce ma nabożny stosunek do amerykańskiej potęgi. To się nie opiera na prawach fizyki, ale na czymś w rodzaju wiary, że moc amerykańska nie pochodzi z tego świata.

Współczesny świat jest napędzany przez PR (public relations). Marketing jest ważniejszy od rzeczywistości. W wymiarze geopolitycznym przybiera to formę soft power. Promocja amerykańskiej wizji świata stała się narzędziem amerykańskiej dominacji nad światem. A jeżeli specjaliści od marketingu politycznego doszli do wniosku, że w zakresie PR-u nie wymyślono niczego lepszego od tego, z czego korzysta Kościół od tysięcy lat do promocji religii?

Dyskretnie więc zaczęli promować amerykańską dominację na świecie metodami praktykowanymi przez misje religijne. A przez to my nieświadomie zaczęliśmy postrzegać Stany Zjednoczone jak nowego Boga, bo są wszechpotężne, nieomylne, niezniszczalne, wieczne, sprawiedliwe i doskonałe. Im bardziej podlegamy laicyzacji, tym bardziej pożądamy nowego Boga. Bowiem nawet ludzie niewierzący potrzebują jakiejś wiary.

Nie musimy być nawet tego świadomi. Najskuteczniejsze metody marketingowe działają na podświadomość. A nasza fascynacja Ameryką naprawdę przypomina fanatyzm religijny neofity.

Jeżeli więc Ameryka stała się nowym Bogiem, to amerykanizacja jest nową formą ewangelizacji, ambasady amerykańskie domem bożym, wizy formą zbawienia i drogi do raju, armia amerykańska narzędziem bożego gniewu, a brak wiary w Stany Zjednoczone herezją lub nawet apostazją.

W ten sposób można zrozumieć, dlaczego jesteśmy oszukiwani w sprawie Iranu. To jest nasze wyznanie wiary. Nikt nawet tego od nas nie oczekuje. Nikt nam za to nie płaci. To modlitwa do Ameryki. „Wierzę w amerykańską potęgę i amerykańską demokrację”.