Przede wszystkim nie należy pracować. To największy błąd, jaki w pracy możesz popełnić – że pracujesz.
Oczywiście mówię o sferze budżetowej, gdyż przez wiele lat pracowałem w tej sferze jako pracownik i przez wiele lat jako pracodawca. Niemniej właśnie ona stanowi kręgosłup naszego państwa.
Jeżeli więc oczekujesz, że ktoś doceni twoją pracę – to się mylisz. Otóż w sferze budżetowej sami wyznaczamy normy swojej pracy. Jeżeli pracujesz ponad swoje siły, to znaczy, że pracujesz normalnie. Gdybyś pracował ponad siły – to byś tego nie robił. A jeżeli robisz – to znaczy, że nie jest to ponad twoje siły, ale to jest twoja norma. Nie ma powodu, aby coś takiego doceniać.
Ale teraz uważaj. Jeżeli jednak w pewnym momencie już nie podołasz, bo wykonujesz pracę ponad siły – zostanie to potraktowane jako spadek jakości twojej pracy poniżej możliwości. A to zasługuje na napiętnowanie. Sam przecież ustaliłeś normę swojej pracy. Ustalona norma pracy stała się obowiązującym cię standardem, którego pracodawca może od ciebie wymagać.
W pracy należy więc być asertywnym wobec pracy. Każdy pracownik za pomocą gestów, jęków i słów musi się nauczyć okazywać, jak ciężko pracuje, gdy nic nie robi. Jednak to jest sztuka, którą nabywa się wraz ze stażem pracy. Dlatego w sferze budżetowej obowiązują specyficzne standardy pracy: im masz dłuższy staż, tym mniej pracujesz, umiejętnie unikasz wykonywania zadań trudnych, a jednak twoja praca jest cenna; natomiast im masz mniejszy staż, tym więcej pracujesz, dostajesz najtrudniejsze zadania, których nikt inny nie chce wykonać, a jednocześnie twoja praca jest tania.
Ponadto należy pamiętać, że przy ciężkiej pracy łatwiej popełnić błędy. Jeżeli nie pracujesz, nie popełniasz błędów. Można wtedy ocenić cię tak, że pracujesz bezbłędnie. A święta zasada pracy jest taka, że twojej pracy nikt nie zauważa, ale popełnionych błędów nikt ci nie wybaczy.
Nie próbuj się przy tym usprawiedliwiać, że pracowałeś zbyt ciężko. Coś ty. To będzie jeszcze gorsze. Nie dość, że popełniłeś błąd – to jeszcze się przyznasz, że to nie był wypadek, ale że nie dajesz rady.
Więc to jest kwestia zwykłej kalkulacji. Gdy pracujesz zbyt ciężko – ryzyko popełnienia błędu rośnie w postępie geometrycznym. Właściwie nie ma takiej możliwości, abyś się nie pomylił. A gdy się pomylisz, możesz mieć pretensje wyłącznie do siebie. Nikt cię przecież nie zmuszał do pracy. To znaczy, niby ktoś cię zmuszał, ale to przecież jest sfera budżetowa i praca jest tak chroniona przez prawo pracy, że nikt nie jest w stanie zmusić cię do pracy. Jeżeli więc pracujesz – to jest tylko twoja wolna wola.
A jednak ci najmniej doświadczeni i najbardziej naiwni pracują. Bo są mamieni obietnicą, że ich wysiłek zostanie doceniony przez przełożonych. Nic głupszego nie mogli wymyślić. To prawda, że w sferze budżetowej wszyscy są oceniani. Ale ocena pracy to jest jeszcze inna historia.
Otóż kryteria tej oceny dla pracowników sfery budżetowej ustalane są przez ludzi zatrudnionych w organach centralnych, którzy nie mają pojęcia o ich pracy. Wobec tego formalna ocena pracy nie ocenia pracy. Ona nakłada na pracownika dodatkowe obowiązki, które trzeba wykonać w celu dokonania oceny. W konsekwencji pracownik musi pracować oraz musi się napracować nad oceną. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Dlatego także przy ocenie pracy obowiązuje reguła, że im mniej pracujesz – tym lepiej twoja praca zostanie oceniona, gdyż będziesz miał czas na zrobienie oceny pracy.
Jako przykład mogę podać awans zawodowy nauczycieli. On oczywiście wiąże się z formalną oceną ich pracy. Aby jednak dobrze przygotować dokumentację niezbędną do awansu – najlepiej nie pracować. Można wręcz ustalić regułę, że im nauczyciel lepiej pracuje, tym ma gorszą dokumentację na awans, a im ma lepszą dokumentację, tym mniej pracuje. Który z nich zostanie lepiej oceniony?
Na szczęście wszyscy to wiedzą. Nawet najgłupszy szef nie bierze więc formalnej oceny na poważnie. Zdecydowanie ważniejsza jest nieformalna ocena pracy, czyli plotki.
Oczywiście szef sam mógłby ocenić swoich pracowników. Należy jednak pamiętać, że on też ma swoich szefów. Sfera budżetowa jest tak zhierarchizowana jak oddział amerykańskich komandosów. Głównym zadaniem szefa jest obsługiwanie swoich szefów, a nie wykonywanie swoich obowiązków. Nie ma więc czasu, aby interesować się pracą swoich podwładnych. Nie ma jednak takiej potrzeby. Znajdzie się wielu chętnych, aby opowiedzieć szefowi o pracy swoich kolegów.
Już następnego dnia, gdy zostałeś dyrektorem, przed gabinetem ustawi się cała kolejka chętnych. Będą przychodzili w innych ważnych sprawach, ale przy okazji opowiedzą, kto tu jak pracuje. I od razu wszystko wiesz. Problem jest tylko jeden: jeszcze nie zdarzyło się w historii, aby koledzy z pracy powiedzieli coś dobrego o pracy swoich kolegów. Sytuacja nie jest jednak beznadziejna. Mówiąc o innych – możesz też opowiedzieć o sobie. A nikt tak dobrze o tobie nie powie jak ty sam o sobie.
Ocena twojej pracy zależy więc od tego, czy potrafisz mówić o sobie. Są tacy, którzy potrafią, i to są najlepsi pracownicy. To nie ma nic wspólnego z ich pracą. I są tacy, którzy nie potrafią i czekają, aż ktoś doceni ich pracę. Raczej się nie doczekają.
Być może teraz łatwiej będzie zrozumieć, dlaczego nasze państwo funkcjonuje tak, jak funkcjonuje. Aby to zmienić – musieliby to zrobić pracownicy sfery budżetowej. Nie można więc tego zmienić, ale nie można tak dalej funkcjonować.
Zostaw komentarz