Jesteśmy społeczeństwem obrazkowym, dlatego widzimy świat taki, jaki nam pokazują na zdjęciach, i nie próbujemy go zrozumieć. Teraz też protesty młodzieży francuskiej oceniamy po obrazkach. Płonie strażak. Ojej. Większość uczniów jest czarnych. I już wszystko wiemy, bo to widzimy.
A przecież powinniśmy zacząć od oczywistego faktu, że nasza edukacja jest również wyniszczana świadomie i z premedytacją właśnie po to, abyśmy nie próbowali rozumieć. Mamy reagować na sygnały jak pies Pawłowa.
Dlatego zalecałbym ostrożność w ocenianiu sytuacji we Francji na podstawie medialnych sygnałów wizualnych. Zacząłbym od uświadomienia sobie, po której stronie bylibyśmy w tym sporze w Polsce, gdyby młodzież licealna zorganizowała protest przeciwko wyniszczaniu szkół publicznych, niedoinwestowaniu oraz niedoborowi i obniżeniu poziomu kadry nauczającej. Ja byłbym zdecydowanie po stronie młodzieży.
Oczywiście obrazki medialne pokazują głównie brutalność i wandalizm, ale czasem przebijają się też strzępy informacji, że protestujący uczniowie narzekają na przepełnione sale, zimno i brak nauczycieli, którzy nie chcą pracować za niskie pieniądze w szkołach publicznych. No kurde, przecież to jest dokładny opis polskiej edukacji publicznej.
Moi uczniowie w zimie też siedzieli na lekcji w kurtkach, gdyż nie dostaliśmy środków na wymianę okien od strony boisk. Od ulicy okna były wymienione i tam było gorąco, a od boiska nie – i było zimno. Tak hartuje się stal w polskich szkołach publicznych. Jak we Francji.
Różnica jest taka, że francuska młodzież jest bardziej zbuntowana, a nasza bardziej uległa. Bo my wciąż jeszcze wierzymy, że obniżanie poziomu nauczania leży w interesie uczniów, gdyż muszą się mniej uczyć.
Francuska młodzież ze szkół publicznych zapewne już to przerobiła. Być może rozumie nawet, że w jej interesie nie jest to, aby w szkole nie musiała nic robić. Bowiem wysoki poziom edukacji publicznej otwiera drogę do awansu społecznego, a niski ją zamyka. I o to tak naprawdę chodzi w sporze o szkoły publiczne.
Elity stać na kupno dla swoich dzieci dobrego wykształcenia w szkołach prywatnych lub za granicą. Natomiast szarych ludzi się oszukuje, że wymagania w szkołach publicznych obniża się dla dobra ich dzieciaczków. Jak słyszę „dzieciaki”, od razu zaciskają mi się pięści, gdyż wiem, że ktoś próbuje mnie oszukać, szantażując dobrem dzieci.
No więc wmawia się nam oficjalnie, że polski system edukacyjny jest niszczony dla dobra „dzieciaczków”, bo one są stresowane zbyt wysokimi wymaganiami. Nie można przecież tyle samo wymagać od uczniów szkół publicznych, ile wymaga się od uczniów szkół elitarnych. I my w te bzdury wciąż jeszcze wierzymy.
Być może francuska młodzież już przestała w to wierzyć. Bo oni od dawna już nic nie muszą w szkole robić. I mają już dość praktycznych zajęć z antykoncepcji – więc wyszli na ulice.
Gdy jeszcze uczyłem historii, stosowałem taką sztuczkę, że kazałem uczniom wyobrażać sobie siebie podczas wydarzeń z przeszłości. Bo nie jest tak, że kiedyś żyli inni ludzie, którzy inaczej czuli, jak kosmici lub postaci z gier komputerowych. Oni byli tacy sami. Ta świadomość całkowicie zmieniała odbiór historii.
Zastosujmy więc teraz tę samą sztuczkę. Zamiast oceniać licealistów francuskich na podstawie obrazków – wyobraźmy sobie protest polskiej młodzieży w obronie edukacji publicznej. I co ja widzę? Otóż ja widzę Marsz Niepodległości. Ten rzeczywisty marsz i później jego obraz medialny. W telewizji pokazywano bandytów w kominiarkach obrzucających okoliczne domy racami i kamieniami. Nie mówię nawet, że takich scen nie było, ale to były incydenty, a nie rzetelny obraz Marszu Niepodległości.
Nie widzę żadnego sensu w tym, aby francuska młodzież szkolna protestowała, podpalając strażaków. Gdy słyszę tłumaczenia, że tam w większości uczą się dzieci imigrantów i one takie po prostu są – od razu przypomina mi się tłumaczenie, dlaczego Rosja ma zaatakować Europę: bo Putin taki jest. Otóż ja tego nie kupuję.
Do protestów młodzieży we Francji mógł dołączyć każdy, jak do Marszu Niepodległości. Nie oznacza to jednak, że protest młodzieży szkolnej należy opisywać poprzez medialne sensacje. Media wszystko starają się sprowadzić do poziomu krwi i ognia. To jest nasza współczesna patologia informacyjna.
No i jeszcze jeden problem: większość uczestników młodzieżowych protestów we Francji jest czarna. Tak przynajmniej widać na obrazkach. Dla niektórych jest to dowód, że protest jest zły. Ale jaka ma być młodzież szkół publicznych we Francji? To świadczy tylko o jednym: że szkoły publiczne zmieniono w getta dla dzieci imigrantów.
Ale nie wyciągajmy z tego wniosku, że nasze szkoły publiczne są lepiej traktowane przez władze od szkół francuskich, gdyż u nas wciąż w większości uczy się w tych szkołach młodzież polska. Nie zapominajmy, że w Polsce, w polskich szkołach publicznych, polska biała młodzież jest traktowana jak czarni imigranci w szkołach francuskich. Pełna tolerancja. Kolor skóry niczego nie zmienia.
Zostaw komentarz