Cały czas piszę, że „woke” nie biorą jeńców, ale mimo to zawsze znajdą się naiwni, którzy wierzą w „złotą drogę środka”.
Dziś do naiwniaków dołączył Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej.
Pod tą szumną nazwą kryje się dość wąskie środowisko skupione wokół Aleksander Temkin. Osoby wierzące, że jeśli Akademię zostawi się samą sobie, to urodzi ona piękne owoce…
KKHP skrytykował właśnie ministra Czarnka, gdyż ten ma już serdecznie dosyć poruszania się po mapach rysowanych przez zaklęte kręgi luminarzy polskiej nauki, którzy w przerwach od podpisywania kolejnych listów w obronie ciemiężonych przez „dyktaturę ciemniaków” mniejszości i kolejnych petycji w obronie „wolnych sądów” znani są jedynie z tego, że służą za podręczny rekwizyt w rękach TVN-u. W światowym obiegu myśli polska humanistyka cechuje się bowiem znikomą oryginalnością, zajmując głównie sobą lub przekładając dorobek Zachodu na język i warunki polskie. W szczególności – dorobek myśli lewicowej, coraz bardziej radykalnej…

No i oberwało się Komitetowi od Bilewicza… no kto by się spodziewał :D
Aleksander Temkin napisał do mnie, żebym nie mylił Komitetu Obrony Demokracji z amerykańskim „woke”. Odpowiadam:
Panie Aleksandrze – wszędzie na świecie „umiarkowani liberałowie” otworzyli szeroko drzwi dla kultury przebudzenia i wszędzie tam, gdzie przepuszczono wystarczająco szeroki strumień „przebudzonych” – tam po umiarkowanych liberałach kamień na kamieniu nie został.
Mam nadzieję, że prawica w Polsce nie ugnie się przed wzywającymi do „umiarkowania” liberałami. To nie jest bowiem ten moment historyczny, w którym można sobie pozwolić na „pośrodkowizm”. Albo Polska będzie w stanie oprzeć swoje instytucje na polskiej racji stanu, albo instytucje te będą narzędziem w rękach obcej racji stanu – tak, jak coraz częściej dzieje się już teraz.
I nie – nie chodzi tutaj o jakiś „reżim”, ale o to, że państwo ma prawo dokonywać wyboru, na co kierowane są publiczne pieniądze i nie ma obowiązku finansować z tych środków pracy tych „badaczy”, którzy całą swoją energię kierują ku temu, aby państwu temu i jego interesom w sposób całkowicie otwarty i niekrępowany szkodzić. Tym bardziej, państwo nie ma interesu w tym, aby dawać platformę nauczania osobom, które cały wysiłek dydaktyczny wkładają w to, żeby sączyć studentom do głowy jakiś radykalny światopogląd. Jeśli chcą – niech pozyskują na to środki ze strumieni prywatnych – wówczas przynajmniej będzie jasne, kto im za głoszenie takich poglądów płaci.
Tak, jak napisałem – wszędzie tam, gdzie „liberalne państwo” pozostawiło Akademię samą sobie, ta „w cudowny sposób” sama się z konserwatystów i „klasycznych” liberałów oczyściła. Proces ten doszedł już nieomal do końca w USA i Wielkiej Brytanii a od pewnego czasu trwa we Francji, Włoszech i w Niemczech. W USA 99% humanistów zatrudnionych na wyższych uczelniach, to wyborcy Partii Demokratycznej, a większość z nich głosowała nawet nie na Joe Bidena, ale na Bernie Sandersa. W Polsce ostatnie badanie sympatii politycznych wśród pracowników wyższych uczelni prowadzono w 2018 roku i już wówczas największym, bo aż 30% poparciem cieszyła się wśród nich… partia Razem, czyli radykalnie lewicowe ugrupowanie o nikłym, bo wówczas raptem 2% poparciu społecznym!
Śmiem twierdzić, że obecnie poparcie dla lewactwa wśród akademików jest jeszcze wyższe!
I albo państwo jakoś nad tym zapanuje, albo – jak wszędzie na świecie – lewactwo to wykorzysta integralne mechanizmy systemu liberalnego, aby z akademickiej niszy przeskoczyć na wszystkie kluczowe obszary zgodnie z ukutą przez Rudiego Dutschke dewizą „długiego marszu przez instytucje”.
Zostaw komentarz