Czyli, Szymon wracaj bo na trwogę grają.

„Tata nie wraca ranki i wieczory, Pełczyńska -Nałęcz z trwogi, ciemne zasunęła story” mógłby napisać wieszczunio Adaś gdyby jeszcze żył, o sytuacji w partii byłego marszałka sejmu.

Historia często się powtarza jako farsa.
Dotyczy to partii, której nazwa jest dłuższa jak liczba jej członków.
Czyli Polski Dwa Tysiące Pięćdziesiąt.

Najpierw był wielki sukces i euforia po wyborach prezydenckich, które pozwoliły Hołowni utworzyć partię.

Potem koalicja z PSL o dumnej nazwie, Trzecia Droga, pozwoliła partii byłego marszałka sejmu, wejść do parlamentu i współtworzyć obecny rząd.

Nie trzeba było długo czekać, jak ego Hołowni wypełniło salę kolumnową budynku sejmu.
Do tego stopnia, że uznał, że nic nie zagrozi zarówno jego partii jak i jego popularności.

I pojechał na nocne konszachty z Kaczyńskim, po których sondaże zaczęły spadać na łeb, na szyję, a Hołownia dał dyla i zostawił kumpelki i kumpli na lodzie.
Na osłodę, po porażce w Nowym Jorku, dali mu cukierka.
Posadę wicemarszałka.

A partia, bez wodza, szoruje po dnie w sondażach.
Nawet wyborów na nowego szefa/ szefowej nie udało się przeprowadzić.
Rzekomo z powodu problemów technicznych.

Zaś wróble na warszawskich drzewach śpiewają, że to nie technika zawiniła, ale obie panie tak mocno się za czupryny wzięły, że trzeba było jej rozdzielać.

A Chochoł z „Wesela” przestrzegał- „miałeś chamie złoty róg”.

A teraz.

Ostał mu się ino sznur.