Obejrzałem przypadkiem na yt program, w którym dwaj oficerowie na kanwie dyskusji o wojnie ukraińsko-rosyjskiej produkowali się, jak to trzeba przymusowy pobór wprowadzić…
Boże drogi… jak cała armia i flota (był tam marynarz) ma taka kondycję intelektualną, to lepiej od razu się zdemilitaryzujmy…
Dwie, trzy uwagi do zachwalających pobor:
1. Wojsko nie wie co zrobic, zeby zatrzymac w szeregach i/lub utrzymac zdolnosci bojowe tych zolnierzy zawodowych, ktorym sie kontrakty koncza, a ci dwaj placza, ze ostatni rezerwisci maja dzis 42 lata. A wezcie zrobcie cos z tymi, ktorzy po latach sluzby zawodowej ida do cywila.
2. Oficer marynarki chce poboru… A poco flocie poborowi? Mamy tyle okretow wojennych, ze ochotnikow brakuje, a kolejne cumuja zakonserwowane, zeby ta rezerwe wcielic i nimi vacaty poobsadzac? A moze ten komandor chce tych poborowych wsadzac na kajaki i tratwy? Dobrze, ze lotnika nie zaprosili, bo tu tez jakos vacatow nie widze.
3. Co panstwu po takim rekrucie, ktory nie chce byc zolnierzem? Taki albo od razu wyjedzie za granice (i nikt go nam nie wyda, tak jak my nie wydajemy Ukraincow, bo potrzeba rak do pracy i placenia ZUS), albo w razie wojny da dyla, ale z pewnoscia walczyc nie bedzie.
No, chyba ze panom zalezy, zeby „na papierze” bylo 500tys. – 1 milion wojska, to sie nas Putin przestraszy… Lepiej stworzyc formy i warunki do tego, zeby przeszkolic tych, ktorzy w razie wojny chca i beda walczyc. A z tym ciagle jest bardzo slabo.
Podsumowując: komuna się skończyła w 1989, a nadal są w wojsku ludzie, którzy chcą żyć i zarabiać na udawaniu, że z każdego zrobią Rambo…
Autor: dr hab. Aleksander Głogowski, profesor UJ. Politolog, Katedra Historii Polskiej Myśli Politycznej INPiSM Uniwersytetu Jagielońskiego.
Zostaw komentarz