Nigdy nie miałem wielkiej estymy do prof. Antoniego Dudka, ale ta jego skrajnie insynuacyjna, niczym niepoparta wypowiedź „obsmarowująca” Karola Nawrockiego powinna jasno pokazać wszystkim, jak bardzo nasza przestrzeń publiczna jest nasycona „łże autorytetami”.

Zarzut, że „Karol Nawrocki może jako prezydent zrobić pewne rzeczy, których jego poprzednicy nigdy by nie zrobili” jest tyleż enigmatyczny, co śmieszny wobec faktu, że Polską rządzi obecnie premier Donald Tusk, którego rząd robi właśnie rzeczy, któych jego poprzednicy nigdy by nie zrobili.

Chodzi, proszę Państwa o to, że Antoni Dudek, to tzw. chadek – przedstawiciel dominującego obecnie w Unii Europejskiej nurtu nominalnie centroprawicy, zaś realnie – formacji liberalnej, która zinternalizowała światopogląd „progresywny” i która „brzydzi się” światopoglądem prawicowym widząc w nim większe zagrożenie dla „demokracji” niż jakiekolwiek ekscesy lewicy.

Jednym słowem – prof. Dudek jest częścią tego komentariatu, który bardzo lubi suflować takie analizy, z których wynika zawsze, że najlepszym sposobem zmiany jest to, żeby w istocie nic się nie zmieniło, tylko żeby obecny establiszment trochę lepiej „dostosował się” do różnych wyzwań i trendów.

Pan Dudek jest zawsze oparciem dla liberalno-lewicowego mainstreamu i – jak widać – kiedy wyczuwa zagrożenie – gotowy jest uciec się do podłości. On „nie chce procesować się z Karolem Nawrockim”, gdyż proces sądowy musiałby oprzeć się na jakichś faktach, ale przekonuje, że Karol Nawrocki to „zły człowiek, któremu nie wolno ufać”.

Nie przypominam sobie, żeby prof. Dudek kiedykolwiek w podobnych słowach opisał kogokolwiek z obecnego kręgu władzy. Nawet kiedy pisał o Jerzym Urbanie, to nie uważał go za „niebezpiecznego”, ale raczej za cynicznego. Chociaż pisał o Urbanie, że:

„Nie miał oczywiście takiej pozycji jak np. minister spraw wewnętrznych Czesław Kiszczak. Ale niewiele tylko mniejszą niż np. Mieczysław Rakowski. Jego rola polegała na kształtowaniu nie tylko polityki informacyjnej rządu, ale całej propagandy PRL. I nie muszę dodawać, że rolę Jerzego Urbana jako ministra, twórcę propagandy, oceniam bardzo krytycznie.”,

to jakoś nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek choćby zasugerował, że opinia czy sugestie Jerzego Urbana mogły wpłynąć na decyzję reżimu o „pozbyciu” się ks. Jerzego Popiełuszki. W narracji Antoniego Dudka Jerzy Urban był postacią paskudną, ale przecież nie niebezpieczną! Za to Karol Nawrocki jest w jego opinii postacią nie tylko paskudną, ale też skrajnie niebezpieczną!

Charakterystyczne, że chociaż prof. Dudek zauważał, że Czesław Kiszczak właściwie nie poniósł żadnej odpowiedzialności ani za zbrodnię w kopalni „Wujek” ani za inne zbrodnie Stanu Wojennego, to jakoś nigdy nie przełożyło się to u niego na krytykę sądownictwa po 1990 roku. Bił na alarm wyłącznie wówczas, kiedy PiS próbował coś z tym sądownictwem zrobić, ale nie znam ani jednej jego wypowiedzi krytycznej wobec działań rządu Tuska w tej sprawie – jego jedynym zastrzeżeniem jest „brak sprawczości”, który wynika z tego, że „obecna władza popada w przesadny optymizm co do przyszłych sukcesów politycznych tzn. seryjnego wygrywania wszystkich wyborów” a prawdziwym winowajcą jest prezydent Duda, który „nie zgadza się na reset w ramach wymiaru sprawiedliwości”.

Zasadniczo – dla prof. Dudka lepszy jest wymiar sprawiedliwości, który przymyka oko na Kiszczaka, Froga, czy nawet daje się ręcznie manipulować urzędnikom Koalicji Obywatelskiej niż taki, który będzie choćby w minimalnym stopniu zależny od prawicy.

Mówiąc wprost – Antoni Dudek próbuje wytwarzać pozory politycznej neutralności i naukowej obiektywności historyka, ale we wszyskim co mówi przebija nastawienie najgłębszej nieufności do prawicy. Prawicę zawsze trzeba oceniać surowo, gdyż każde jej choćby tylko potencjalnie niekonstytucyjne działanie prowadzi wprost do Auschwitz, za to explicite niekonstytucyjne działania lewicy liberalnej, to co najwyżej „ratowanie demokracji”.

I tak to jest – występujący swobodnie i w prawicowych i liberalno-lewicowych mediach prof. Antoni Dudek zrobił właśnie coś, za co wszystkie drzwi na prawicy powinny przed nim zostać raz na zawsze zatrzaśnięte.

Pisząc o Jerzym Urbanie powiedział, że był on wyznawcą „panświnizmu” – najwyraźniej wziął nauki Urbana mocno do serca.