Jak podwyżki starych i wprowadzenie nowych podatków wpłyną na życie polskich Rodzin? Także tych korzystających z 500+. I niech nie tłumaczą rządu PiS-owskiego, że to jest skutkiem tzw. koronawirusowej pandemii. Gdyby nie ograniczenia rządu, dotyczące działalności gospodarki, wpływy do budżetu byłyby większe i nie trzeba by było nowych podatków wprowadzać. Przypominam też, że wiele razy premier Mateusz POmórawiecki deklarował, że żadnych nowych podatków nie będzie i podwyżek starych też nie. A gwarantem tego jest wybór na prezydenta Andrzeja Dudę.

Oczywiście podatki to nie jedyne koszty życia Polaków. Wzrost cen wielu środków do życia też jest kolosalny i przygnębiający. Trzeba wziąć także pod uwagę rzeczywiste zamrożenie pensji. I nie dotyczy to tylko sfery budżetowej. Wydobywający się z gruzów kosztów funkcjonowania, którymi są przywaleni, przedsiębiorcy, też nie będą skorzy do podniesienia pensji pracownikom. Ale też zachęceni przykładem zamrożeń płac przez rząd, będą to samo robić. I nie dziwię się, że wielu z nich wypłaca pensje pracownikom „pod stołem”, a ci chętnie się na to godzą. No bo jeśli przez 45 lat odkładaliby na swoją emeryturę przykładowo ten ZUS emerytalny w wysokości najmniejszej – powiedzmy 600 zł, to uskładaliby kwotę ok. 320 tys. zł. Bez procentów. Mogliby przeżyć do 85 roku życia, mając po 1 500 zł miesięcznie.

Ale wróćmy do podatków, które podrożą koszty życia Polaków w przyszłym roku. Na liście przedstawionej poniżej, znanej już dziś, pewnie pojawią się nowe w trakcie 2021 roku – nazwane eufemistycznie jakimiś opłatami. No i oczywiście podatki lokalne, które mają na celu zapewnienie funkcjonowania urzędom gminnym, miejskim.

Rekompensujące niższe wpływy z budżetu centralnego. Rząd dał przyzwolenie na podwyżki tych lokalnych podatków.

Na razie z tych wzrastających podatków warto zwrócić uwagę na takie:
– wzrost cen prądu – lekko licząc za sam prąd 150 zł na rodzinę. Ale to wygeneruje inne koszty – nawet chleba. Ciekawe o ile. W znanej wadowickiej piekarni, w której kupuję ten sam chleb – na razie kosztuje on 4, 50 zł – zobaczymy ile będzie kosztował na koniec 2021 roku.

– przywrócony zostaje podatek dla osób zarabiających za granicą (zwie się ją ulgą abolicyjną). Obejmie ona zdecydowanie większą liczbę osób, których dotąd to nie dotyczyło. Prawie wszyscy ci, którzy legalnie zarabiają poza terytorium lądowym Polski będą musieli zapłacić podatek w Polsce. Rzecz polega na tym, że jeśli w danym państwie stawka podatkowa jest niższa, to płaci się od takiej samej kwoty przychodu mniej niż w Polsce. Są też w innych krajach wyższe kwoty wolne od podatku. Przykładowo w Wielkiej Brytanii kwota ta wynosi w przeliczeniu na złotówki ok. 60 tys. zł. Czyli osoba zarabiająca tam rocznie (w 2021 roku) ok. 12 tys. funtów nie płaci żadnego podatku. Będąc jednak polskim obywatelem w Polsce będzie musiała uiścić ok. 8500 zł (!!!!). Ciekawe czy spowoduje to zrzeczenie się polskiego obywatelstwa przez wielu Polaków lub też zadeklarowanie, że rzeczywistym miejscem życia jest kraj, w którym się zarabia??? Boję się, że tak może być. Przez to do Polski napłynie mniej środków finansowych i spowoduje to spowolnienie gospodarki.

– pojawia się opłata depozytowa od wymiany silnikowego oleju – przyjmuje się, że będzie to ok. 5 zł na litrze oleju, choć maksymalna stawka to nawet 10 zł. Rząd tłumaczy to potrzebą ograniczania spalania oleju w piecach. I niby to tłumaczenie można uznać za wiarygodnego, gdyby nie to, że praktycznie w każdym zakładzie mechanicznym są beczki na zużyty olej. A pieców na olej jest coraz mniej. Prywatnie nie opłaca się też ich kupować dla kilku litrów oleju. Reasumując – chodzi o dopływ gotówki do budżetu. W Polsce zarejestrowanych jest ok. 29 mln samochodów, z tego ponad 22 mln to samochody osobowe. Przyjmując, że w połowie z nich musi być wymieniony olej w przyszłym roku i że jest go ok. 6 litrów, to koszt wymiany oleju na jeden samochód wzrośnie o ok. 30 – do nawet 50 zł, co państwu daje nawet ok. 500 mln złotych.

– wzrost podatków od środków transportu – te ustala gmina – i tu ważną rolę powinni odegrać radni, ale czy im się zechce to zrobić??? Patrząc na tych wadowickich – wątpię.

– podatek cukrowy – akurat tu specjalnie się nie zżymam. Nawet lepiej jest, by Polacy przerzucili się na soki z polskich jabłek. Ale dla miłośników produktów made in America może ta miłość być kosztowna – ok. 65 gr na litr wzrost ceny napoju. Może warto się zaopatrzyć przed końcem roku w pokaźne ich ilości. Dla państwa to przychód ok. 3, 5 mld złotych.

– podatek „małpkowy” – od alkoholu sprzedawanego w butelkach do 300 ml. Ten podatek też dla mnie nie ma specjalnego znaczenia. Choć początkowo istniała obawa, że producenci alkoholu przerzucą straty z „takich butelek” na wzrost ceny alkoholu w butelkach o większej pojemności. Jednak konkurencja na rynku alkoholowym jest zbyt duża, stąd wynaleźli innych sposób – butelki o pojemności 310 ml. I rząd PO(mór)awieckiego obejdzie się smakiem, tak jak w przypadku podatku od sklepów wielkopowierzchniowych. Inna sprawa, że zdaje mi się, że niespecjalnie na wprowadzeniu tego podatku rządowi zależało. Lobbyście nieformalni w Polsce jednak działają. I te wliczone w ustawę budżetową 500 mln „małpkowego” może nigdy się nie ziścić.

– opłata przekształceniowa po likwidacji Otwartych Funduszy Emerytalnych. To zwykła kradzież ok. 15 % środków każdego członka OFE. Jednemu Polakowi rząd w majestacie ustanowionego pod jego dyktando prawa ukradnie kilka tysięcy złotych.

– wzrost kosztów wywozu śmieci i podatek od plastiku – tu wzrost wynosi i wyniesie w gminach, które jeszcze nie dokonały korekty, ok. 50 %. Niektóre gminy stosują różne narzędzia, by ukryć wzrost kosztów, np. uzależniając koszty wywozu śmieci od zużycia wody. Przyczyna wzrostu kosztów wywozu śmieci jest różna. Najczęściej podaje się wzrost kosztów firm odbierających śmieci (opłata środowiskowa). Ale coraz częściej wskazuje się na źle skonstruowany rynek śmieciowy – brak konkurencji między firmami, źle skonstruowany system segregacji odpadów, obowiązkowy recykling. To odnosi się także do plastiku nieprzetwarzanego, na który UE narzuciła swój podatek.

– wzrost ceny wody i ścieków – jak się popatrzy na uchwały gmin w tej kwestii, to okaże się, że będzie on znaczny, a w każdej uchwale jest też furtka, że może być wyższy na skutek tzw. obiektywnych przesłanek.

Dla kosztów życia Polaków trzeba wziąć pod uwagę także takie podatki – pozornie nieistotne jak:
1. podatek od posiadanego psa – jak widzę, kto te psy na spacer wyprowadza, to dotyczy ten podatek głównie osób starszych. Wiele z nich takiego podatku nie płaciło. Nie miało też tego świadomości. Jestem przekonany, że urzędnicy będą sprawdzać czy jest on opłacony. W wielu gminach, w których go nie było też zostanie on wprowadzony. No i pojawi się wiele psów porzuconych (właściwie wyrzuconych). Sam podatek – o ile był płacony – w skali roku wzrośnie o kilka złotych.

2. Wzrost abonamentu za radio i telewizor – w skali roku o ok. 21 zł. Nie liczę tu tzw. dobrowolnej ofiary na media Rydzyka – regularnie uiszczanej przez jego miłośników, w tym głównie osoby starsze.

3. Wzrost podatku od nieruchomości – niby o wskaźnik inflacji – w tym roku dwa razy wyższy niż w ubiegłym. Ale gminy muszą sobie jakoś straty rekompensować i na pewno wzrost podatku będzie pokaźniejszy. Módlmy się, by włodarze gmin nie wpadli na pomysł wprowadzenia podatku „deszczowego”. Ten dopiero by podrożył koszty utrzymania domów, mieszkań, budynków wykorzystywanych na działalność gospodarczą, wybrukowanych placów itd. – niektórzy mówią nawet o kwocie 1350 zł na gospodarstwo domowe.

4. Wzrost maksymalnej opłaty targowej o kilkadziesiąt złotych – niby dotyczy do handlujących, ale skądś muszą na to pieniądze mieć – pewnie od klientów

5. Wzrost opłaty uzdrowiskowej – też zapłacą klienci.

Podatki – nowe dla przedsiębiorców:
– od spółek komandytowych – jeśli mają siedzibę w Polsce, a działają poza granicami państwa polskiego, to będą opodatkowane podwójnie. Raczej znowu tu rząd się przejedzie, spółki przestaną mieć siedzibę w Polsce i przeniosą się poza jej granice – w raje podatkowe.

– graniczna opłata węglowa – czyli dodatkowe cło na sprowadzane do Unii Europejskiej produkty wymagające dużej emisji CO2. Chodzi o to, by nie przenosić ich produkcji do krajów, w których nie płaci się za emisję gazów cieplarnianych,

– podatek od sklepów wielko powierzchniowych – ten przewidziano, że zostanie wprowadzony. Do budżetu wpisano nawet przychody z niego. Ale jego wprowadzenie uzależnione jest od akceptacji UE. Jest to mało prawdopodobne, bo rząd polski jest w tym przypadku bardzo spolegliwy wobec wymagań UE. I skończy się na blamażu legislacyjnym i nadal wielkie sklepy, galerie podatku nie będą płacić. Ale te utracone kwoty ktoś będzie musiał zrekompensować w inny sposób. Pewnie zrobią to zwykli Polacy płacąc to w formie innych podatków.

– podobny losy spotka pewnie też zapowiadany podatek cyfrowy – jego przeciwnikiem są USA, broniące takie firmy jak: Apple’a, Amazona czy Google’a. No bo Polaków wg rządów – i PiS-u i Popaprańców – można nie tylko ostrzyc, ale i ze skóry obedrzeć.

To tylko niektóre przykłady wzrostów kosztów utrzymania w 2021 roku. Rząd PO(mór)awieckiego pewnie wykaże się dużą inicjatywą w nakładaniu podatków na Polaków. W tej dziedzinie ma duże osiągnięcia.

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.