To nie jest głos obrońcy PiS, lecz konstytucjonalisty, który od lat krytycznie ocenia działania tej partii wobec Trybunału. Prof. Marcin Matczak wskazuje jednak na poważną wadę prawną działań Anny Korwin-Piotrowskiej: to jej własne zarządzenie miało doprowadzić do sytuacji, która rzekomo uprawniała ją do przejęcia kompetencji prezesa TK.

Matczak stawia niewygodne pytania

Piątek, 30 października 2026 roku, przyniósł kolejną odsłonę bezprecedensowego konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego. W centrum wydarzeń znalazła się sędzia Anna Korwin-Piotrowska, która ogłosiła, że jako osoba mająca najdłuższy staż sędziowski przejęła kierowanie Trybunałem, a następnie wydała zarządzenia o natychmiastowej przerwie w czynnościach służbowych prezesa TK Bogdana Święczkowskiego oraz wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego.

Decyzja ta wywołała zasadnicze pytania o zakres kompetencji osoby zastępującej prezesa Trybunału, przesłanki uruchomienia mechanizmu zastępstwa oraz dopuszczalność zastosowania przepisów dotyczących przerwy w czynnościach służbowych sędziego.

W tej sprawie szczególnie istotny jest głos prof. Marcina Matczaka, prawnika i konstytucjonalisty, który nie należy do grona politycznych sojuszników Prawa i Sprawiedliwości. Co więcej, nie ukrywał krytycznego stanowiska wobec działań PiS w Trybunale Konstytucyjnym. Nie oznacza to jednak, że akceptuje obecny sposób rozwiązywania kryzysu.

Jego stanowisko jest dla obecnej większości politycznej niewygodne właśnie dlatego, że nie wynika z partyjnej lojalności, lecz z analizy przepisów i zasad praworządności.

Pułapka art. 12 ust. 4

Prof. Matczak zwraca uwagę na problem, który może mieć fundamentalne znaczenie dla oceny legalności działań Anny Korwin-Piotrowskiej.

Chodzi o art. 12 ust. 4 ustawy z 30 listopada 2016 roku o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym. Przepis stanowi, że w przypadku niemożności upoważnienia wiceprezesa lub innego sędziego Trybunału do wykonywania określonych kompetencji prezesa, zastępuje go sędzia wskazany w art. 11 ust. 2 tej ustawy.

Mechanizm ten nie ustanawia jednak samodzielnego, nieograniczonego prawa do przejmowania kierownictwa Trybunału. Jego zastosowanie uzależnione jest od wystąpienia konkretnej przesłanki ustawowej: niemożności udzielenia upoważnienia przez prezesa.

I właśnie w tym miejscu pojawia się zasadnicza wątpliwość podniesiona przez profesora.

Jeżeli prezes Trybunału nie został wcześniej pozbawiony możliwości wykonywania swoich obowiązków, a przeszkoda w jego działaniu powstała dopiero wskutek zarządzenia wydanego przez osobę powołującą się na kompetencję zastępczą, powstaje problem logicznej i prawnej kolejności zdarzeń.

Nie można bowiem bezrefleksyjnie przyjąć, że przesłanka uzasadniająca przejęcie kompetencji istniała już w chwili, w której osoba zastępująca prezesa dopiero podejmowała działania mające tę przesłankę wytworzyć.

Najpierw kompetencja, potem decyzja?

Sens argumentacji prof. Matczaka sprowadza się do fundamentalnego pytania o źródło i moment powstania kompetencji.

W swoim wpisie napisał:

„Tymczasem to właśnie działanie pani sędzi wywołało tę niemożność (zawieszenie) – innymi słowy, kiedy ona już działała w zastępstwie prezesa wydając zarządzenie o zawieszeniu, on jeszcze mógł działać. A więc jej kompetencja nie powstała”.

To argument o istotnym ciężarze prawnoustrojowym.

Jeżeli bowiem przyjąć rozumowanie profesora, Anna Korwin-Piotrowska nie mogła skutecznie powołać się na zastępstwo prezesa w celu wydania zarządzenia, które dopiero miało uniemożliwić temu prezesowi wykonywanie obowiązków.

Powstaje wówczas konstrukcja prawna przypominająca błędne koło: kompetencja do działania miałaby wynikać z przeszkody, którą samo działanie dopiero stworzyło.

W prawie publicznym nie wystarczy bowiem powołać się na określony przepis. Konieczne jest wykazanie, że w chwili podejmowania czynności spełnione były wszystkie ustawowe przesłanki przyznające danej osobie kompetencję. Kompetencji organu ani funkcjonariusza publicznego nie można domniemywać, rozszerzać według potrzeb ani konstruować wstecz na podstawie skutków własnych decyzji.

To właśnie stanowi sedno zarzutu przedstawionego przez prof. Matczaka.

Korwin-Piotrowska uzurpuje kompetencje?

W świetle tej argumentacji działania Anny Korwin-Piotrowskiej można oceniać jako próbę uzyskania kompetencji do kierowania Trybunałem bez uprzedniego wykazania, że ustawowa przesłanka zastępstwa rzeczywiście zaistniała.

Jeżeli nie istniała wcześniej niemożność upoważnienia innego sędziego przez prezesa TK, nie powstała również podstawa do uruchomienia mechanizmu przewidzianego w art. 12 ust. 4.

W takim ujęciu zarządzenie o przerwie w czynnościach służbowych prezesa i wiceprezesa nie jest jedynie kontrowersyjnym rozstrzygnięciem organizacyjnym. Staje się czynnością, której legalność zależy od wykazania, że jej autorka posiadała kompetencję do jej wydania.

Określenie działań Korwin-Piotrowskiej mianem uzurpacji kompetencji nie jest więc wyłącznie politycznym epitetem. Stanowi ocenę wynikającą z przedstawionej przez Matczaka interpretacji przepisów. Ostateczne rozstrzygnięcie tego sporu wymaga jednak prawnej weryfikacji podstawy zarządzeń, a nie tylko deklaracji którejkolwiek ze stron konfliktu.

Krytyka PiS nie oznacza zgody na wszystko

Szczególnego znaczenia nabiera fakt, że prof. Matczak nie próbuje rehabilitować wcześniejszych działań Prawa i Sprawiedliwości wobec Trybunału Konstytucyjnego.

Wprost przypomina, że uważa działania PiS za destrukcyjne dla tej instytucji.

W swoim wpisie stwierdził:

„Jak wiecie, uważam, że działania PiS wobec TK go zniszczyły. Ale tak się go nie odbuduje”.

To zdanie powinno zostać szczególnie uważnie odczytane przez wszystkich uczestników obecnego sporu.

Można bowiem jednocześnie krytykować sposób, w jaki poprzednia większość polityczna ingerowała w funkcjonowanie Trybunału, i sprzeciwiać się działaniom obecnej większości, jeżeli również budzą poważne wątpliwości konstytucyjne.

Praworządność nie jest instrumentem pozostającym do dyspozycji aktualnie rządzących. Nie obowiązuje wybiórczo, zależnie od tego, kto sprawuje władzę i jakie cele polityczne chce osiągnąć.

Jeżeli zasada legalizmu ma mieć jakiekolwiek znaczenie, musi wiązać wszystkich: prezydenta, rząd, parlament, sędziów oraz osoby pełniące funkcje kierownicze w sądach i trybunałach.

Zgromadzenie Ogólne bez wymaganego kworum?

Prof. Matczak wskazuje również na kolejny problem, który może przesądzić o prawnej ocenie planowanych działań w Trybunale.

Chodzi o Zgromadzenie Ogólne sędziów TK, którego posiedzenie ma odbyć się 3 listopada.

Profesor stawia pytanie, jak Zgromadzenie Ogólne może skutecznie obradować, jeżeli w Trybunale pozostaje siedmiu lub ośmiu sędziów, podczas gdy do uzyskania kworum potrzeba dziesięciu.

Nie jest to kwestia drugorzędna ani techniczna. Kworum stanowi ustawowy warunek zdolności określonego gremium do podejmowania ważnych uchwał. Nie można zastąpić go politycznym przekonaniem, że określona grupa sędziów ma legitymację do podejmowania decyzji.

Co istotne, w sporze występuje również kwestia statusu sędziów wybranych przez Sejm, którzy nie zostali dopuszczeni do wykonywania obowiązków w Trybunale, oraz konsekwencji odmiennego traktowania poszczególnych grup sędziowskich.

Nie można jednak utożsamiać liczby osób faktycznie obecnych w budynku z ustawową liczbą członków gremium uprawnionych do udziału w Zgromadzeniu. Ocena kworum wymaga uwzględnienia przepisów regulujących jego skład i zasady uczestnictwa.

Jeżeli ustawowe minimum nie zostanie osiągnięte, podejmowanie uchwał może zostać obciążone zasadniczą wadą proceduralną. Sam fakt zwołania posiedzenia nie przesądza jeszcze o zdolności Zgromadzenia do skutecznego obradowania.

Trybunału nie odbuduje się kolejnym bezprawiem

Wypowiedź prof. Marcina Matczaka powinna być ostrzeżeniem dla wszystkich, którzy traktują obecny konflikt jako okazję do politycznego rozstrzygnięcia wieloletniej wojny o Trybunał Konstytucyjny.

Instytucji stojącej na straży Konstytucji nie można odbudowywać poprzez działania, których legalność sama wymaga poważnego zakwestionowania.

Nie wystarczy ogłosić, że przejmuje się kierownictwo nad Trybunałem. Nie wystarczy wydać zarządzenia o odsunięciu prezesa i wiceprezesa. Nie wystarczy również powołać się na potrzebę przywrócenia prawidłowego funkcjonowania instytucji.

Każda z tych czynności musi mieć konkretną, istniejącą w chwili jej dokonania podstawę prawną.

Jeżeli osoba podejmująca decyzję nie posiadała wymaganej kompetencji, późniejsze powoływanie się na skutki tej decyzji nie może automatycznie sanować pierwotnego braku umocowania.

Właśnie dlatego argumentacja konstytucjonalisty jest tak istotna. Pokazuje, że spór o Trybunał nie sprowadza się do przeciwstawienia dwóch politycznych obozów. Dotyczy elementarnych zasad funkcjonowania państwa prawa: legalizmu, kompetencyjności, pewności prawa i zakazu działania organów poza granicami przyznanych im uprawnień.

Trybunał Konstytucyjny nie odzyska autorytetu przez zmianę politycznej kontroli nad jego budynkiem. Odzyska go dopiero wtedy, gdy każda decyzja podejmowana w jego imieniu będzie miała niepodważalną podstawę prawną.