Granice fascynowały mnie odkąd po raz pierwszy w 1995 roku pojechałem do Rumunii i Bułgarii. Z plecakiem cięższym od swojej zawartości z 90 dolarami w kieszeni, ze świeżo podbitą legitymacją studencką z drugiego semestru. Był to mój pierwszy i ostatni wyjazd, z którego chciałem jak najszybciej wracać do domu zdołowany doszczętnie dziesiątkami bezpańskich psów oblegających mnie na brudnej plaży w Konstancy, śmierdzącymi, zapluskwionymi i … zaszczurzonymi pociągami pośpiesznymi w Rumunii, i dziesiątkiem innych rzeczy, które mnie wówczas przerastały. Z perspektywy czasu wiem, że był to mój chrzest podróżniczy, może nawet rodzaj bierzmowania, po którym dopiero otrzymałem ducha wielkich, niekończących się podróży. Do których wciąż tęsknię.

Myślę, że ja bez przekraczania granic nie pożyję dłużej niż 2-3 lata. Wałęsanie się po Europie Środkowej, Wschodniej i po Bałkanach stało się na tyle trwałą częścią mojej tożsamości, że w końcu ustanowiło mój kręgosłup, rozum i poniekąd serce. Wątroby nie zdołało, bo już chyba jej nie mam, mogę jedynei nieśmiało domyślać się jej istnienia. Nie potrafię żyć bez podróży, które na ogół – nie oszukujmy się – są zupełnie bez sensu, byle do przodu, byle kolejna granica. Kolejny łyk wódki/rakiji/wina/Jelenia (pivo). Znam już wszystkie miejsca na Bałkanach, niemal każdą najmniejszą stację kolejową, na której spałem, i z której niemal nigdy mnie nie przepędzano pozwalając poić się szumem przejeżdżających w nocy pociągów. Gdy przejeżdżały najpierw patrzyłem na nie, a następnie na gwiazdy i widziałem gwiazdozbiór pełen pociągów i pociągi pełne gwiazd. I mój wewnętrzny świat w takich sytuacjach łapał równowagę, dzięki której później mogłem udawać naukowca i nauczyciela. Czyli wczuwać się w role, które na swój sposób są mi obce, gdyż ja osobiście czuje się Romem / Cyganem / Wołochem, ok. nawetWłóczęgą, ale przez duże „W”, bo uważam, że to co piszę ma jednak jakiś sens i nie odwalam fuszerki.

Gdy miałem 7 lat zamknięto mi granicę, definitywnie. Jeżdżąc na rowerku wzdłuż Olzy widziałem drugą część miasta, do której nie było wolno mi pójść. Długo tego nie rozumiałem, zwłaszcza że w trzeciej już szkole podstawowej (z drugiej chciano mnie wysłać do szkoły specjalnej) w Dzięgielowie dowiadywałem się, że z Czechosłowacją łączy nas socjalistyczna przyjaźń i braterstwo. Dlaczego więc bracia tak mocno się od siebie oddzielali? To dało mi wiele do myślenia i budowało fundamenty mojego antykomunistycznego i antytotalitarnego myślenia. Nienawidzę komunizmu i każdy, kto ma jakiś sentyment do tego reżimu jest u mnie skreślony zupełnie.

1989 rok był dla mnie rokiem nadziei i bramą do lepszego świata. Kilka lat później mogłem już chodzić do Czeskiego Cieszyna. Schengen (2007) i Unia ostatecznie połączyły ze sobą obydwie części miasta, choć do tej pory mam wrażenie, że Czechosłowacy nie mają do tego entuzjazmu i woleliby być osobno, z granicą. Swoje wykłady z podstaw wiedzy o stosunkach międzynarodowych rytualnie rozpoczynałem od stwierdzenia, że rocznie jakieś 300 razy przekraczam granicę, więc mam uprawnienia biograficzne do zajęcia się tematem.

W 2020 poraz pierwszy zamknięto granicę, potem na kilka miesięcy zwolniono blokadę, by dziś na nowo ją ustanowić. Granica w środku miasta jest jak … przepraszam za wyrażenie … cierń w dupie. Oczywiście, że można uznać, że za rzeką jest inny wirus, inna zaraza, choć jest ta sama, nie ma barw narodowych (OK, może jednak ma – chińskie, ale Kitajcom nikt nie podskoczy, nie wypowie wojny, choć powinien, bo te popaprańce już nawet nie ukrywają, że chcą końca naszej cywilizacji). Do bólu identyczne. Równie dobrze można zakazać przemieszczania się ludziom między Bielanami a Białołęką w Warszawie. Gdzie w tej sytuacji jest Unia Europejska, gdzie prawa obywateli UE do swobodnego przemieszczania się? Dlaczego nie pytamy gdzie jest UE w tych trudnych dla nas środkowoeuropejczyków czasach? Bo zajmuje się praworządnością w Polsce i na Węgrzech? Buhahahaha. Cała Unia się tym zajmuje, jakie są priorytety w tym brukselskim burdelu? Grzecznie pytam.

Pytam retorycznie, bo wiem, że nasi (polscy, europejscy, zachodni) politycy albo są totalnymi idiotami (zdecydowana większość), albo sprzedajnymi k…, którzy za różne tzw. benefity nas wystawiają na łup sił, które na nowo zorganizować mają nasze życie. Według reguły, im mniej myślisz, tym dalej pociągniesz. Politycy polscy i czescy są tak samo głupi. Dlatego tak dobrze się (nie)rozumieją. Im większy kretyn w stadzie, tym większe ma poważanie. Dęte ego zawsze na pierwszym miescu.

Post scriptum

Wielu naśmiewa się z mojej brody. Że Rumcajs, Baltona, Koszałek, Opałek. Ale ja tę brodę będę nadal zapuszczać, bo po pierwsze czuję taką potrzebę, po drugie wiem, że po niej wspinać się będzie wielu znad przepaści. I uratuje im ona życia. Szczegółów nie zdradzę.

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.