Zadałem sobie dziś świadomie cierpienie i posłuchałem mediów rządowych oraz antyrządowych starając się zrozumieć racje jednej i drugiej strony w sprawie pozakolejkowego „wyszczepiania” (tu kłaniam się panu ministrowi Krasce i jego konsekwentnie stosowanemu terminowi „wyszczepiania’ charakterystycznego dla bydła).

Racje mają ci, którzy twierdzą, że naruszono prawo, bo to akurat jest chyba poza dyskusją. Nigdzie nie było napisane, że rektor prywatnego, pardon publicznego uniwersytetu może sobie zaprosić do „wyszczepienia” swoich znajomych, pardon – ambasadorów wyszczepiania. Zwłaszcza, że w kolejce czekali lekarze i pozostały personel medyczny. Naprawdę nie ma sensu o tym dyskutować, bo to są twarde FAKTY (nie fejknjusy).

Co innego mnie zastanowiło. Mianowicie jak taka sytuacja, która powinna być przecięta jedną decyzją o odwołaniu osoby odpowiedzialnej za ten skandal, stała sie tematem do wzajemnej naparzanki czysto partyjnej.

Jedni grzeją temat, drudzy szukają kolejnych wymówek i usprawiedliwień. Wszystko grzęźnie w bagnie nienawiści, złości i niechęci. A można było ukarać winnych i pójść dalej.

Nie, polską specyfiką jest „grillowanie”. Niestety dochodze do wniosku, że polską specyfiką, ale raczej ta z zaboru rosyjskiego, jest uchylanie się od pracy w imię szukania pretekstu do zwady.

Konkluzja: mentalnie wciąż tkwimy w zaborze rosyjskim. Jeśli już musimy być zakładnikami myślenia wg obcych tradycji, wybierzmy pruski lub austriacki. A najlepiej wznieśmy się ponadto i wybierzmy POLSKIE myślenie o sprawach publicznych.

Jest taka kategoria jak „komentatorzy życia politycznego”, z zasady ultranarcystyczna, co drugi pod krawatem deklamuje różne mądrości. Z lewej i prawej strony. Choć faktycznie ten podział jest tu dość umowny.

Czasem ich słucham, dla beki, zdając sobie sprawę z tego, że z ich perspektywy jestem „nieprofesjonalnym politologiem”. (Tu akurat się nie mylą, bo daleko mi do profesjonalizmu i nie wstydzę się tego). Patrzę na nich, jak się przemieszczają między różnymi studiami, przepytywani na ogół przez niezbyt wprawnych często lekko spłoszonych „dziennikarzy” lub jak pisze mój kolega „ziewnikarzy”. Prorokują, wyrokują, obśmiewają, zawsze erudycyjnie i asertywnie.

– Bogu dziękuję, że nie zostałem profesjonalnym komentatorem, medialnym narcyzem, lilią kwitnącą do wewnątrz. Wolę być kruchym naczyniem.

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.