Nie lubię mówić, wolę pisać. Zwłaszcza nie lubię mówić, gdy nikt nie słucha i gdy audytorium pogrążone jest w swoich myślach o czymś innym. Albo w smartfonach. Mówienie sprawia mi trudność. Dostrzegam wówczas swoje wady wymowy, źle dobrane słowa, niepotrzebne dygresje. To sprawia właśnie, że nie lubię mówić. Mam bowiem świadomość, że mogę lepiej przekazać swoje myśli przemyślawszy je wcześniej. Uważam, że prawdziwi naukowcy mówią mało, czasem od niechcenia, ale w tym małomówieniu jest jakieś takie ziarno, które rzucone na ziemie żyzną przynosi plon obfity.

Nie przepadam za ludźmi rozgdakanymi, którzy na każdy temat potrafią zająć czas innych ludzi, aby się tylko móc obnażyć intelektualnie. Ów ekshibicjonizm na ogół objawia się tym, że dany uczestnik debaty przywołuje liczne swoje znajomości prywatne, źródła do których dotarł z poświęceniem życia, wreszcie pouczeniania, co powinni zrobić inni, a na co on/ona nie mieli już czasu.

Trudno mi zrozumieć ludzi, którzy mając naprawdę wiele do powiedzenia, i to mądrze, rezygnują z tego zasłaniając się… niekompetencją.

Coraz trudniej mi się mówi do ludzi. Coraz częściej mam wrażenie, że milczenie jest cnotą. Ale może – głośno myśląc inaczej – powinienem jednak mówić, ale nie swoim słowem… Wciąż nad tym myślę.

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.