Po tym jak odesłano awanturującego się Węgra do Domu Starego Węgra w Koniakowie, wymieniono Przewodniczącego Parku Pokoju.
– Pan mgr inż. Krzysztof Cudak nie radził sobie, liczne sytuacje go przerastały. Jak były telefony interwencyjne do niego, że młodzież nielegalnie całuje się za pomnikiem Józefa II lub, że pali papierosy, odpowiadał, że od tego jest Straż Miejska, nota bene po sąsiedzku parku, odkładał słuchawkę i zasypiał ze szklaneczką whisky w dłoni – powiedział oberkomendant Cieszyna, pan Przemysław Sierżant. – Ludzie to widzieli, że bierze kasę za nic i tylko się uśmiecha, a nic nie robi – kontynuował.
– W przerwie obiadowej wymyśleliśmy nowego Przewodniczącego – powiedziała pani Grażyna Januszewicz, właścicielka ratusza i wielka florystka. Super facet, ma pomysł na ten park. Zrobi porządek. Starego jednak nie zwolnimy, bo wie pan, to są układy feudalno-dynastyczne sięgające XIII wieku. Jak z układu wypadnie jedna mała cegiełka, choćby ułomna i nielubiana, to wszystko się w mieście posypie. Tu od siedmiu wieków dba się o różnego rodzaju parytety: rodowe, wyznaniowe, płciowe i cholera wie jeszcze jakie bo to się wszystko tak ze sobą krzyżuje, że powoli nad tym nie nadążamy.
– A co dziś było na obiad? – zapytałem z ciekawości.
– To samo co przez ostatni miesiąc, czyli śledź. Dużo śledzia mało cebulki. Dobrze, że śledzik lubi pływać, bo inaczej przestalibyśmy go jeść już dawno – zaśmiała się pani Januszewicz, a oberkomendant dorzucił: – ale schłodzić to by mogli, tyle razem zwracałem im na to uwagę.
– Starego nie zwolnimy – mówię panu – my ludzi nie krzywdzimy. Dalej będzie mógł sobie sączyć whisky, będziemy mu za to płacić, ale odetniemy go od decydowania i od telefonu. Wie pan jakie on rzeczy przez telefony wieczorami wygaduje. Mój Boże, powiedział oberkomendant.
– A tego nowego przewodniczącego to skąd wzięliście? Tutejszy, Tustelan, od pierdyliona pokoleń, wbity w tutejszą ziemię jak kołek osinowy, pachnący czosnkiem niedźwiedzim, amator piwa Brackiego, miłośnik kobiet jedynie tutejszych – mówcie, muszę to wiedzieć do wieczora. Będę o tym pisał tekst fabularyzowany – powiedziałem podnosząc głos.
– No niestety nie – powiedział oberkomendant – obowiązuję nas procedury konkursowe, przepisy, sytuacje – rozumiesz pan. Nawet staraliśmy się zachęcać naszych do wygrania w konkursie, ale oni są w większości wiecznie nad Olzę z wędką i kilkoma małpkami. I jeden drugiego licytuje opowieściami o ważącym 300 kg sumie złowiony onegdaj. Tu w Cieszynie, w Olzie która w najgłębszym miejscu ma może metr głębokości.
– Ale to brzmi całkiem fajnie – powiedziałem – zabawnie nawet.
– Panie Radku – chwyciła mnie za rękaw polara właścicielka ratusza – to nie jest takie zabawne. Werbusy nas dosłownie połykają. Ginie tradycja, ginie historie, z genami – to akurat najmniejszy problem. Wiedział pan o tym, że Joe Biden ma cieszyńskie korzenie? – serio – nasi historycy z Muzeum Przyszłości to ustalili. Są na to twarde dowody!
– To może niech Biden wykona jakiś gest w stronę Cieszyna. Dla przywódcy supermocarstwa to żaden wysiłek. Wystarczy, że raz powie, że jest z pochodzenia cieszyniakiem, i nasze dziennikarstwo z wrażenia podskoczy i znokautuje się uderzeniem głowy o sufit. I temat będzie mielony jak kotlety w „Społem”.
– Do niego nie mamy dojścia. To znaczy mamy, przez zmarłych przodków, ale z nimi jest trudna rozmowa. Nie nieresponsywni.
– To kto będzie nowym Przewodniczącym Parku Pokoju? – drążę temat.
– Pan Mieczysław – odpowiedziała właścicielka ratusza i znakomita florystka.
– A nazwisko – dopytuję?
– On nie ma nazwiska, ale ma autorytet – wyręczył właścicielkę ratusza oberkomendant.
– Miał dobre referencje no i zgodził się pracować za złotówkę miesięcznie?
– Za jedną złotówkę??? – niedowierzałem.
– No nie, plus VAT, bo Mieczysław to człowiek-firma.
Pomyślałem sobie, że zwariowali, że może ten śledź im zaszkodził. Szukałem w myślach jakiegoś wyjaśnienia przechadzając się po Parku Pokoju. Wtem dostrzegłem, że ludzie na drabinach montują w dwóch przeciwległych punktach parku olbrzymie megafony.
– Pan Radek, Wielka Kapibara znaczy – zapytał ironizując nieogolony mężczyzna w kraciastej marynarce.
– Tak, a co?
– Mieczysław I jestem, przedstawił się nowy przewodniczący. – Ogarniam temat parku. Pan jest stąd? – zapytał.
– Mieszkam w kamienicy tuż obok parku – odpowiedziałem.
– Dobra dobra, to wcale nie znaczy, że pan wiesz coś o rejonie. – powiedział Mieczysław I.
– Powiedzmy – powiedział Mieczysław – dokładnie przestudiowałem historię pańskich wpisów. Na FB. Delikatnie mówiąc – wychodzi mi z tego obraz człowieka nieustabilizowanego emocjonalnie – zabrzmiał sarkastycznie.
– Może i tak, ale ja dzięki temu mam moc pisania absurdalnych tekstów. Które tylko ja rozumiem. I które mnie pocieszają. A inni mówią, że ich nimi obrażam – odpowiedziałem.
– A czy przypadkiem jeden z Twoich – przeszedł samowolnie na „ty” – kolegów z okolic Warszawy nie napisał ci dziś, że to rodzaj ucieczki w ciemny kąt?
Ja pierdzielę, jakiś psycholog, rozkminia mnie. – byłem realnie przerażony. Skąd on o tym wiedział, pytałem sam siebie.
– Mniejsza o to, teraz trzeba zainstalować dwa megafony. W dwóch rożnych częściach parku. Żeby się ludzie nie pozabijali. Z jednego wypływać będą komunikaty jednoznacznie – powtarzam – jednoznacznie prorządowe, z drugiego – bardzo antyrządowe. Każdy będzie mieć kąt dla siebie. Chodzi o to by zapewnić demokrację – powiedział Mieczysław I.
Przez dwa tygodnie 24 godziny na dobę obydwa megafony nadawały swoje komunikaty, pośrednio zachęcając swoich zwolenników do walki z wrogiem. W okolicach altany padały pierwsze ofiary, szpital polowy mieścił się w budynku Muzeum Przyszłości. Sytuacja stała się nieznośna gdy Straż Miejska oficjalnie zakomunikowała, że ma już dość tych hałasów, mniejsza o rannych i zabitych. Odbieranie telefonów od anonimowych informatorów o źle zaparkowanych samochodach gdy w tle trwały walki o śmierć i życie, było już nie do zniesienia.
Wówczas Przewodniczący Mieczysław I zarządził likwidację dwóch megafonów. Ogłosił czas ciszy ku czci rannych i zabitych w nomen omen Parku Pokoju.
– To były bardzo złe megafony – powiedział pod pomnikiem Leopolda Szersznika – może nawet nie tyle złe same w sobie, ale źle rozumiane. Bardzo źle zrozumiane, stąd tyle ofiar – zaakcentował.
– Ale co teraz – mamy tak żyć każdego dnia bez megafonu? – odkrzyknął tłum.
– Nie, powiedział Mieczysław I. Odtąd ustanawiam jeden megafon. Pięć razy większy od tych dwóch poprzednich. On nas pojedna i nastąpi pokój w Parku Pokoju.
Blond dziewczynka w olbrzymiej czerwonej kokardzie na głowie zerwała białe płótno z nowego megafonu, z którego rozlegał się nieznośny dla uszu szelest.
– Chyba zepsuty jest, krzyknął jeden starzec, któremu krytyka już nie była w stanie zaszkodzić na karierze.
– Nieprawda, powiedział drukowanymi literami Mieczysław I. – to jest program celowy, świadomy i przemyślany w gronie moim i tych, których już nie pamiętam z zebrania.
– O co więc chodzi, że to takie zepsute jest – zapytał mieszkaniec kamienicy Limanowskiego 1 mieszkania na parterze. Ten co ma wiecznie usyfione okna, wstyd miastu przynosząc.
– Mieczysław I powiedział spokojnie: teraz każdy ma możliwość usłyszenia w tym szeleście dokładnie tego, co chce usłyszeć. Ale wreszcie będziecie siedzieć razem przed megafonem, niezależnie od różnic politycznych, i ścigać się bezkrwawo w tym, kto ma więcej myśli w głowie. I więcej skojarzeń.
– Powiedział Mieczysław I i na ręce właścicielki ratusza i wielkiej florystki złożył wymówienie z pracy. – Moja misja jest zakończona, podkreślił, teraz radźcie sobie sami ze sobą.
Zostaw komentarz