Czasem fajnie jest posłuchać samego siebie i odkryć, jak wiele jest jeszcze do zrobienia. Ile osób trzeba za coś konkretnego przeprosić, ile o coś poprosić nie mając możliwości zapłacenia. Ale nade wszystko ilu ludziom powinno się podziękować. To ostatnie jest chyba najważniejsze.
Wiadomość o śmierci Taty otrzymałem telefonicznie, gdy byłem w drodze między Wiedniem i Grazem. Jechałem z dziećmi na baseny do Austrii i Słowenii, wróciłem po 2 dniach, bo i tak w tym czasie niewiele dało się załatwić. Pierwsza myśl, jaka mi wtedy przyszła do głowy, to pytanie o to, za co ojcu nie podziękowałem.
To było trudne pytanie, bo od wielu lat miałem do Taty jedynie o coś pretensje. Może nawet częściowo uzasadnione, bo w kluczowym momencie mojego zycia zdezerterował, nie miałem w nim wsparcia. Ale jednak sporo dla mnie zrobił, na tyle, na ile umiał. Myslałem raczej o wystawianiu rachunków za to, co dla niego robiłem: karmiłem, dawałem papierosy przemycane z Bałkanów i z Ukrainy, pozwalałem oglądać po raz tysięczny Pana Wołodyjowskiego.
Ale nie wpadłem na pomysł, że powinienem mu jednak podziękować. Mimo wszystko, mimo że nie było go przy mnie, gdy tego potrzebowałem. Sam nawet nie wiem, jak oceni mnie mój syn. Może podobnie.
Rodzicom należy się wdzieczność, mimo wszystko. To oni nas na ten świat sprowadzili i dali szansę bycia człowiekiem.
Na dziękowaniu jeszcze nikt nie przegrał, na licytowaniu się o swoje – owszem.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz