Z zainteresowaniem przeczytałem dość kuriozalny apel (czytaj tutaj) skierowany przez jednego z profesorów Uniwersytetu Śląskiego do JM Rektora. Ma on charakter otwarty, bo jak rozumiem, autor wykorzystał już wszelkie inne możliwości komunikacji z władzami uniwersytetu w celu rozwiązania poruszanego przez niego problemu. Jeśli nie, to niestety toruje tym listem niedobrą i niszczącą środowisko akademickie i dobre obyczaje praktykę dyskutowania spraw problematycznych we własnym środowisku, celem zwrócenia uwagi publicznej niekoniecznie na sprawę.

Ale do rzeczy.

Pan prof. Marek Migalski w rzeczonym liście domaga się… likwidacji teologii (w praktyce zaś wydziału) na Uniwersytecie Śląskim. Swój apel rozpoczyna od przywołania wybranych selektywnie tematów prac licencjackich, magisterskich i doktorskich, co ważne nie zaznaczając, który tytuł odnosi się do którego poziomu (co ma jednak zasadnicze znaczenie jeśli zważymy na zupełnie inne wymogi odnośnie do prac licencjackich i doktorskich, wskazane zresztą w stosownej ustawie). Wyśmiewa je w stylu czysto tabloidalnym, bez znajomości przedmiotu i metodologii badań teologii. I prawdopodobnie także bez zaznajomienia się z treścią tychże prac. Pan prof. Marek Migalski domaga się wprost zwolnienia z pracy swoich kolegów i koleżanek, co już z innego powodu jest zdumiewające i pachnie praktykami stosowanymi w reżimach totalitarnych.

Następnie pan prof. Marek Migalski kwestionuje… naukowość teologii. Nauki, która obok filozofii, stanowi niekwestionowany filar uniwersytetu, uznając ją za „katolicką indoktrynację lub nauczanie zgodne z wizją świata Watykanu”. (Tu pomijam deficyt wiedzy politologicznej pana profesora, który nie odróżnia Watykanu od Stolicy Apostolskiej, choć dopuszczam możliwość, że był to złośliwy skrót myślowy, zdradzający jednak publicystyczny nawyk Pana Profesora). W swoim liście otwartym stwierdza on, że „Dowody na istnienie bogów są, delikatnie mówiąc, raczej wątpliwej natury, dlatego „nauka” o nich nie może być finansowana i traktowana na równi z badaniami geografów, chemików, prawników, literaturoznawców czy (Pan wybaczy) politologów lub socjologów.” Ten zarzut można w zasadzie pozostawić bez komentarza, bo sprawa jest oczywista, o czym w swojej bardzo wyważonej i celnej odpowiedzi wspomina JM Rektor UŚ.

Poniżej zamieszczam link do listu otwartego i odpowiedzi JM Rektora UŚ nań. Warto się z tymi dwoma pismami zapoznać.

Piszę o tym z czterech powodów.

Po pierwsze, dlatego, że kwestionowanie naukowego charakteru dyscypliny, której początki sięgają podstaw współczesnej nauki, i z której stopniowo wyodrębniały się inne dyscypliny naukowe jest po prostu objawem ignorancji, niewiedzy, złośliwości, a może nawet jakiejś formy szaleństwa. JM Rektor UŚ w swojej odpowiedzi wyręcza mnie w dalszym komentarzu do tego „argumentu”, przywołując przykład wydziałów teologicznych światowej rangi uniwersytetów.

Po drugie, dlatego, że list prof. Marka Migalskiego jest de facto manifestem politycznym, obliczonym najwyraźniej na uzyskanie politycznej popularności. Uważam, że używanie autorytetu Uniwersytetu i uzyskanego stopnia naukowego (w czym, muszę uczciwie przyznać, miałem swój udział) do promowania swojej osoby w różnych przestrzeniach czy to politycznych, czy biznesowych jest nieuczciwe i stanowi bezprawne naruszenie czy wręcz okradanie kapitału zaufania społecznego, jakim cieszy się Uniwersytet.

Po trzecie, jako politolog i profesor nauk humanistycznych uważam, że nie mamy dostatecznych kompetencji do wypowiadania się na temat statusu innych nauk, a zwłaszcza kwestionowania ich wartości poznawczych. Tego typu wypowiedzi kompromitują środowisko politologiczne, które od pewnego czasu zmaga się z krytyką, na którą nie zawsze potrafi znaleźć właściwą odpowiedź. Jako politolog mogę dyskutować o metodologii nauk społecznych względnie także humanistycznych, ale nie odważyłbym się krytykować osiągnięć kolegów i koleżanek z zakresu fizyki, medycyny czy biologii.

Po czwarte, last but not least, ten post piszę na prośbę jednej absolwentki Wydziału Teologii mojej Alma Mater, która czytając tę korespondencję, być może łącząc ją z wynikami wyborów, doszła do wniosku, że jej dyplom magisterski może zostać kiedyś zakwestionowany. Ta obawa jest, w moim przekonaniu, bezpodstawna, ale pokazuje na to, jak bardzo tego typu nieodpowiedzialne apele mogą wyrządzić krzywdę studentom i absolwentom wydziałów teologicznych polskich uczelni akademickich. Apeluję więc do Pana Profesora o zaniechanie tego typu nieuczciwych praktyk, którymi można naprawdę wyrządzić krzywdę konkretnym osobom.

Kończąc, chciałbym podziękować Panu Rektorowi Uniwersytetu Śląskiego za odpowiedź na pismo Pana Prof. Marka Migalskiego. Jest to stanowisko godne osoby piastującej ten „urząd”.

Jako profesor i dyrektor Instytutu Nauk o Polityce i Administracji UKSW chciałbym niniejszym zaapelować o to, by nie używać Uniwersytetu (nie tylko Śląskiego ale i wszystkich innych) do bieżącej walki politycznej, ani też nie włączać go w spory ideologiczne, w taki sposób, że staje się on instrumentem batalii ideologicznych. Uniwersytet powinien zostać… uniwersytetem. Miejscem, w którym mogą się spotykać ludzie o różnych poglądach i koncepcjach badawczych. Szanujący się nawzajem i szukający możliwości porozumienia.