Część osób (zanim nie przyjedzie do Cieszyna) dziwi się dlaczego mając mieszkanie w Warszawie więcej czasu spędzam w prowincjonalnym (z geograficzno-administracyjnego punktu widzenia) Cieszynie. Powodów jest wiele.

Po pierwsze, w Cieszynie wszystko jest takie mało-wielkie. Sam Cieszyn jest podobno małym Wiedniem lub odwrotnie – Wiedeń jest wielkim Cieszynem. To drugie do mnie bardziej przemawia. W Wiedniu przez I wojną światową budowano takie same budynki jak w Cieszynie tylko trzy razy większe. Ludzie z Wiednia nie podróżowali do Cieszyna tak często jak robili to cieszyniacy udający się do Wiednia, z takiej drobnomieszczańskiej nieśmiałości i kompleksów. I to w Cieszynie obozował król Jan III Sobieski przed Viktorią Wiedeńską, nie zaś w Wiedniu przed wyzwoleniem Cieszyna, który zawsze pozostawał wolnym miastem. Takie są fakty historyczne. Wiedeń leżał, leży o będzie leżał na peryferiach Cieszyna.

Po drugie, uwielbiam sklepy „Społem”, których w Cieszynie jest mnóstwo. I te panie ekspedientki pracujące w nich od dzieciństwa, w tych cudownych przaśnych mundurkach i kapciach wzuwanych po przyjściu do pracy. Serce rośnie jak widzę panią kierowniczkę, drobną niewiastę, rozkazującą na cały regulator przy klientach akwizytorom ile śmietany, sera i papryki mają dowieźć następnym razem. To się nazywa prawdziwa władza! Czasem zatrzymuję się między półkami z kawą, herbatą a rzędem z przetworami, by nasycić wzrok kierowniczką siedzącą w rogu dość obskurnego pomieszczenia, liczącą coś na komputerze z lat 90. XX wieku. W okularach, z przejęciem, poczuciem obowiązku. Prawdziwa cesarzowa handlu detalicznego!

Po trzecie, w Cieszynie jest bardzo dużo mądrych ludzi, przy czym jedni są mądrzejsi od drugich i dlatego nieustannie się kłócą. Ci najmądrzejsi kłócą się po cichu, czasami w tajemnicy przed sobą samym. Ci nieco mniej mądrzy są nieco hałaśliwi, tak, że czasem nie słyszą własnych myśli. O mądrości mieszkańców Cieszyna świadczy fakt, że zawsze wybierają mądrego burmistrza, z którego później są niedostatecznie zadowoleni, a część nawet nie ukrywa swojego rozczarowania.

Po czwarte, sklep o wdzięcznej nazwie „WSZYSTKO DLA WSI”. Ostatni człon nazwy bywa różnie odczytywany, co nie zmienia faktu, że w tym sklepie jest wszystko poza żywnością i zbawieniem. Nikt nigdy nie wyszedł z tego sklepu nie dokonawszy zakupu pożądanej rzeczy. Czasem sami kupujący nie wiedzą czego szukają, ale w lirycznej rozmowie na temat złączek hydraulicznych, ekspedientka jest w stanie odgadnąć o jaką uszczelkę lub kolanko chodzi klientowi. W sklepie językiem urzędowym jest gwara cieszyńska. Kto jej nie zna, przegrywa.

Po piąte, cieszyńskie paradisum/asylum haereticorum. Tylu różnych wyznań chrześcijańskich i niechrześcijańskich na kilkuset hektarach nie ma nigdzie w Polsce, a może nawet w Europie Środkowej (no może w Wojwodinie). Cieszyn od końca wojny trzydziestoletniej stawał się w coraz większym stopniu magnesem przyciągającym różnej maści religijnych wolnomyślicieli i misjonarzy. Dziesiątki kościołów, zborów, bożnic. Tu katolicyzm i protestantyzm w wielowiekowej wzajemnej rywalizacji i konkurencji, stanowią fantastyczną siłę napędową rozwoju cywilizacyjnego.

Po szóste, cieszyńskie bary piwne. Te prawdziwe oazy radosnego pijaństwa są niestety na wyginięciu. Już tylko bar „Skoczek” na ul. Fredry trzyma dumnie chorągiew pijaństwa bez ograniczeń czasowych i ilościowych. Padł bar „u Zduna”, padła „Zamkowa”, „pod Strzechą”, „pod Dębem”, „Cieszyńska Wenecja”. „Bar Kurczak” przeszedł żałosny lifting zatrzymując się w połowie drogi od mordowni do pubu piwnego dla bardziej wymagającej klienteli. W cieszyńskich barach piwnych przywiązywało się psy do ławek lub słupów i piło się piwo wymieniając poglądy na otaczającą rzeczywistość. Ta tradycja jest jednak niestety na wymarciu.

Po siódme, niezliczone zakony rezydujące w Cieszynie. Franciszkanie, Boromeuszki, Elżbietanki, Bonifratrzy, wcześniej Jezuici. Wszystkie głęboko zanurzone w życie miasta, wspierające jego rozwój. Tam, gdzie jest wiele zakonów, jest bezpiecznie. Któryś bowiem na serio traktuje swoją dewizę, a nie tylko udaje  Z dobrodziejstw ziołowej apteki ojców Bonifratrów korzystają protestanci i ateiści.

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.