Znany aktor Jerzy Sz. prowadząc samochód w stanie nietrzeźwości (0,7 promila) potrącił motocyklistę i próbował zbiec z miejsca zdarzenia. Temat został błyskawicznie nagłośniony przez większość mediów, nastąpiła erupcja głosów oburzenia i potępienia. Niestety Jerzy Sz. z pewnością sobie na nie zasłużył, ale warto sobie zadać kilka ważnych pytań:
1. Ilu z tych gromko potępiających, prowadzi własne życie w taki sposób, by nie popełniać błędów, a popełniwszy je potrafi przeprosić i naprawić wyrządzone szkody? Niech pierwsi rzucą kamieniem…
2. Ile w tym „świętym” oburzeniu jest troski o moralność indywidualną i publiczną, a ile zwykłego Schadenfreude, że komuś, kogo się nie lubi, powinęła się noga? Ile klasycznego resentymentu, budowania pozytywnego „ja” na tle negatywnego „on”, „ona”, „oni”.
3. Ile w tym wydarzeniu jest polityki, a właściwie polityzacji – chęci ugrania na czyimś nieszczęściu jakichś punktów politycznych, potwierdzenia głoszonych przez siebie postulatów politycznych?
Zgodzę się z głosem tych, którzy już teraz przewidują, że w tej sytuacji sąd będzie łąskawy, bo wiele już było odobnych przypadków. Zwykły Kowalski nie mógłby na coś takiego liczyć.
Osobiście zaczekałbym na rozwój wypadków i na to, co z tym wszystkim post factum zrobi Jerzy Sz. Czy uzna swoją winę, przeprosi, naprawi krzywdę, zmieni się na lepsze?
Mi osobiście, choć jestem na antypodach światopoglądowych znanego aktora, zwyczajnie szkoda człowieka. Bo to jest upadek i to głośny.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz