Profesor Matczak zaproponował rozwiązanie, które pod pozorem formalizmu prowadzi w istocie do instrumentalnego traktowania prawa – zamiany czynności konstytucyjnej w polityczny spektakl mający wywołać określony efekt medialny. Ponieważ taka logika podważa fundamenty państwa prawa oraz etykę zawodu prawnika, uznałem za konieczne publicznie się do niej odnieść.

Profesorze, problem polega na tym, że w proponowanej przez Pana konstrukcji prawo przestaje być prawem, a staje się narzędziem performansu politycznego.

Konstytucja nie jest scenariuszem teatralnym, a organy państwa nie są aktorami, którzy mają odgrywać symboliczne gesty dla efektu medialnego. Jeżeli zaczynamy traktować czynności konstytucyjne jako spektakl, w którym ważniejszy jest „obraz mówiący więcej niż tysiąc słów” niż zgodność z procedurą, to wchodzimy na bardzo niebezpieczny grunt.

Oczywiście – Konstytucja nie wskazuje adresu, pod którym ma zostać złożone ślubowanie. Nie wskazuje też koloru dywanu ani tego, kto ma przygotować salę. Ale Konstytucja jasno określa strukturę kompetencji organów państwa i wzajemne relacje między nimi. Akt ślubowania wobec Prezydenta nie jest czynnością czysto ceremonialną, lecz elementem procedury powołania sędziego TK. Próba sprowadzenia jej do symbolicznego wydarzenia, które można zorganizować według uznania, oznacza de facto obejście mechanizmu konstytucyjnego.

Prawnik nie powinien proponować rozwiązań, które polegają na tworzeniu „faktów medialnych” w miejsce faktów prawnych. To jest właśnie moment, w którym zaczyna się erozja etosu zawodowego – gdy zamiast interpretować prawo w sposób zapewniający jego stabilność i przewidywalność, zaczynamy proponować konstrukcje mające przede wszystkim wywołać określony efekt polityczny lub wizerunkowy.

Niebezpieczna jest sama logika tego rozumowania. Jeżeli uznamy, że czynność konstytucyjna może zostać przeprowadzona w dowolnej formie, byle stworzyć presję polityczną na inny organ państwa, to otwieramy drogę do dalszej instrumentalizacji prawa. Jutro ktoś inny uzna, że skoro „nie ma przepisu”, to można pominąć kolejne elementy procedury, bo ważniejszy jest przekaz polityczny niż forma prawna.

Państwo prawa nie polega na tym, że prawnicy wymyślają coraz bardziej kreatywne sposoby obchodzenia instytucji konstytucyjnych. Polega na tym, że organy państwa działają w ramach jasno określonych kompetencji, a prawnicy – zwłaszcza profesorowie prawa – powstrzymują się od legitymizowania rozwiązań, które mogą prowadzić do chaosu normatywnego.

Wbrew pozorom nie jest to spór o miejsce złożenia ślubowania. To spór o to, czy prawo ma być systemem reguł, czy narzędziem presji politycznej.

Jeżeli zaczynamy traktować konstytucję jak scenografię, to bardzo szybko okaże się, że spektakl zastąpił państwo prawa.

A na tym kończy się zarówno powaga prawa, jak i etyka prawnicza.