Dawno go nie było. Myślałem o nim, że ma przecież kłopoty ze zdrowiem, że serce, że jakby mu coś się stało, to by było jak z kotem. Po prostu więcej by nie przyszedł. I byłoby smutno. Nie dlatego, że dużo kupuje, ale dlatego, że zawsze można pogadać.

No ale przyszedł, wychudł chyba jeszcze bardziej, ale uśmiechnięty, opanowany w ruchach, oszczędny w mimice, ale serdeczny jak zawsze.

– Dzisiaj bata potrzebuję do radia… – rzucił po zwyczajowym zagajeniu.

– No mamy, ale taki metr sześćdziesiąt siedem, solidny bat…

– O inny mi nie chodzi, ma być solidny i zasilacz poproszę ten markowy, z porządnym separatorem, ma być ten drogi, ale dobry.

– A kogo Pan będzie batożył?

– No nikogo, ale bat się przyda zawsze.

– Wie Pan, jak synowi kupiliśmy drewniany mieczyk w Malborku, to miał te swoje cztery latka i zaraz zapytał z kim ma walczyć, no bo jak ma miec to tseba z kimś walcyć. Sam Pan widzi, nie chce Pan batożyć, ale jest bat i to narzędzie Panem rządzi a nie na odwrót…

– No bo tak jest, jak jest kij, to znajdzie się pies, żeby uderzyć, nie? Chociaż ja lubię psy, jeden mi życie uratował, już Panu kiedyś o tym mówiłem…

– No i miał Pan MiG-a 29 i co, też Panu sam mówił, co ma Pan robić, nie?

– No miałem, miałem – oczy Pilota zrobiły się jakieś inne, odleciał wyraźnie z podwójną naddźwiękową. – No, ale miałem i poleciał tam gdzie inne.

– No, tak jak Pan mówił, wszystko się sprawdziło i ten HARM na sofcie Garmina i te MiGi, ale żal Panu?

Ożywił się, wrócił spoza elipsy. Już był tutaj. Chociaż oczy mu dalej błyszczały jak w stanie podgorączkowym.

– A wie Pan, że w ogóle mi nie żal – powiedział z werwą – były u nas, prawda, ale u nas by je czekał złom, bo już resursy na dobiciu, technologia mimo wszystko z tamtej epoki, a tak polatają, popolują w dobrych rękach, do tego miały służyć. No to się spełnią. A w lepsze ręce by nie trafiły.

– No mówił Pan, że latał pan z chłopakami z Hostomela… a słyszał to Pan pewnie, że teraz chłopaki stamtąd ćwiczą już na eFy szesnaste?

– Nie tylko na eFy, powiem Panu, nie tylko na eFy…

– No ja czytałem gdzieś, że na eFy i taką ploteczkę też słyszałem – postanowiłem podrzucić motyw do rozwinięcia – że w Hiszpanii był kłopot, bo Ukraińcy chcieli ćwiczyć na symulatorach po kilkanaście godzin bez przerwy, a to było poza normami Hiszpanów. Chcieli im zrobić jakieś wyjście na miasto, a Ukraińcy że nie, aby do domu zadzwonić, sprawdzić czy rodzina cała, zdrowa i ćwiczyć, nie jeść, nie spać tylko ćwiczyć.

– No ja Panu powiem coś takiego co mogę, co wiem od moich znajomych – Pilot uśmiechnął się kącikiem ust – oni ćwiczą nie tylko w Hiszpanii, ale i w innych miejscach. I u nich nie ma nic poza szkoleniem. Oni mają imperatyw jakiego pan ani ja nie rozumiemy. I zacięcie, którego nikt na świecie nie ma. To zacięte zakapiory jak nie wiem. I ktoś im nadepnął gorzej niż na odcisk. Bo to ich ziemia, dzieci, żony, matki. Także oni nie będą spali, nie będą jedli, będą się tylko szkolić, aby szybciej wsiąść i polecieć i zrobić tam, wie Pan, użytek z wiedzy i narzędzi.

Zrobił pauzę. Bo Pilot często robi pauzy. Sprawdza czy rozmówca słucha, czy ma mówić dalej czy jednak wracamy do zasilacza dwunastowoltowego, bo to nie problem dla niego – zmienić temat.

– A mówiłem Panu, że moim zdaniem z całego byłego sojuza, to nie wiem jak inne rodzaje sił zbrojnych, ale w lotnictwie to byli najlepsi. Oni kokpit to z zawiązanymi oczami rozpoznawali. Straciłby taki jeden czy drugi wzrok – to dalej by mógł lecieć, bo, no to się już niby wie wszystko, a oni no jakby byli częścią samolotu. Niby każdy z nas tak ma, ale jednak nie tak jak oni.

Znowu pauza. Sprawdza czy rozmawiamy, czy jednak nie.

– No i powiem Panu jeszcze jedno, z tego co mi wolno – wziął oddech – nasi wzięli na wstępną selekcję ogólną dwudziestu, przeszło dwudziestu. Kolejne testy – dwudziestu wchodzi, dwudziestu wychodzi. Na symulatory – dwudziestu, myśleli, że kogoś odsieją – ale nie – dwudziestu zaczęło, dwudziestu kończy. U nas to się nigdy nie zdarzało, zawsze ktoś na czymś odpadał, cofany był do jakiegoś poprzedniego etapu. No mówię Panu, mają imperatyw, nie ustąpią. Nie ustąpią.

Poparzyliśmy sobie dłużej w oczy, a potem wróciliśmy do zakupów, sprzedaży. Już wychodził gdy zapytałem o zdrowie.

– Źle – odpowiedział krótko i żołniersko.
– … A będzie jak?
– Może być dobrze, 15 czerwca idę pod nóż, nie powiem Panu jak bardzo skomplikowane, no ale może…
– Nie wyjdzie Panu kostucha na dwunastą?
– Nie wiem, wolałbym, żeby jeszcze poćwiczyła.
– No ja też, wie pan to urodziny mojego syna, będzie mi łatwo zapamiętać, żeby tego dnia trzymać za Pana kciuki.
– Przyda się, dzięki.
– No to do zobaczenia.
– Do zobaczenia.

Kiedy wyszedł, pomyślałem, że nawet nie wiem jak ma na imię, zawsze bierze na paragon. Nic o nim nie wiem. Jeżeli kiedyś nie wróci, nikt mi nie uwierzy, że w ogóle istniał i wszystko co mówił – zawsze się sprawdzało.

Dlatego wierzę, że wróci. I znowu pogadamy chwilę.
Wy też ściskajcie tam kciuki za Pilota.

Mija 456 dzień i 457 noc nielegalnej, niesprowokowanej, zbrodniczej agresji rosji na Ukrainę.

Mija 149 dzień bez wieści od Borysa.

Teraz będę jeszcze liczył dni do następnego spotkania z Pilotem, przecież muszę zapytać go o imię.

_______________________________________________________________________

*(aktualne zbiórki poniżej)

**(na zdjęciu dla jasności jest Su-27 Ukraińskich Sił Powietrznych na pokazach lotniczych w roku 2015 o ile pamiętam, fot. własna)

***(dzięki za każdy dobry gest i każdą najdrobniejszą aktywność wokół pisania. Tak, facebook , twitter, instagram też są polami bitwy i każdy ma swoje do zrobienia)

****(kawa pozwala mi przetrwać noce, dzięki za każdy postawiony kubek)

https://zrzutka.pl/r88stc – ta zrzutka trwa od 24 lutego, 95% kwot przekazałem do Медичний Добровольчий Батальйон Госпітальєри • Hospitallers Paramedics. Niestety jeżeli polski rząd nie zmieni prawa w czerwcu będę musiał zamknąć zrzutkę, żeby nie płacić od niej 20% podatku, których to 20% nie mam bo pieniądze idą tam gdzie ma mają pójść. Także – spieszcie się dorzucac do zrzutek, tak szybko mogą zniknąć z naszego pejzażu.

Koledzy z UA Future Charity są właśnie , uwaga uwaga w 100 misji w Ukrainie ( Jacek Cielecki, trzymaj się!) a wciąż trwa zrzutka na drony pasterskie do nadzrowania orczych stad – i każdy z Was może się dorzucić – https://zrzutka.pl/dzcnku

Nie znałem Rusłana, ale w jego imię koledzy i koleżanki z Sikorki na Ukrainie zbierają kasę na sprzęt niehumanitarny, wspierający siły responsu i odpowiedzi. Zajrzyjcie i tam – https://zrzutka.pl/b7rvuh

buycoffee.to/radek_wisniewski – a tutaj tak o, bo mówią, żeby link wrzucać, to wrzucam.

fot. Генеральний штаб ЗСУ / General Staff of the Armed Forces of Ukraine oraz Kai Pfaffenbach (Reuters).

Moje funkcję pełnie społecznie, to jasne, ale kawy wirtualnej nie odmawiam – na te prawdziwą nie abrdzo mam czas,ale z góry za wspomożenie mojego trudu publicysty/animatora/wydawcy/autora/maskotki imprezy/papierka lakmusowego epoki — – dziękuję –

buycoffee.to/radek_wisniewski

Autor: Radosław Wiśniewski
Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.

Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74