„Unia jest – i musi pozostać – silnym związkiem, ale wyłącznie państw narodowych” – tak o polskim członkostwie w UE i wizji przyszłości tej organizacji mówił śp. Prezydent Lech Kaczyński. W 19 rocznicę naszej akcesji dość banalnym, acz oczywistym wydaje się stwierdzenie, że wchodziliśmy do zgoła odmiennej Unii niż dzisiaj prezentuje się ów konstrukt. Od kilkunastu lat trwa niebezpieczny proces, który wyraźnie przyspiesza w ostatnim czasie (symptomatyczne wystąpienie kanclerza Niemiec Olafa Scholza w Pradze i wyłożenie kart na stół) – zawłaszczania kompetencji państw członkowskich przez unijne instytucje i sukcesywną budowę superpaństwa, centralnie zarządzanego z poziomu Brukseli (de facto Berlina), w którym poszczególne suwerenne państwa narodowe straciłyby rację bytu. Długo można by opisywać mechanizmy stosowane, by wymusić dynamiczny postęp tego procesu – aktywizm sędziowski TSUE, „finansowe zagładzanie” krnąbrnych państw (mechanizm warunkowości czy zupełnie bezprawne mrożenie środków w oczekiwaniu na wypełnienie kolejnych kamieni i kamyczków milowych), medialne kreowanie nowej świadomości „unijnej” w miejsce patriotyzmów narodowych, uzależnianie gospodarcze słabszych państw od silniejszych, hegemonistycznych graczy, itd.

Natomiast fundamentem ideowym, koniecznym do zglajszachtowania (ujednolicenia wbrew kulturowym i geopolitycznym różnicom) wszystkich państw członkowskich jest zadekretowanie wspólnej świeckiej „religii” nowego superpaństwa – tę rolę pełni lewicowa eko-ideologia, absurd tworzący w Europie eko-komunę. Do funkcjonującego od kilkunastu lat systemu ETS (kupowania praw do emisji CO2 przy produkcji przemysłowej, głównie w sektorze energetycznym, przez co produkcja energii jest droższa o ponad połowę a rachunki, np. za prąd płacimy wyższe o 1/3) dokładany jest obszerny pakiet FitFor55, którego główne elementy zostały przyjęte w kwietniu 2023r. „Za” w Parlamencie Europejskim głosowali przedstawiciele polskiej totalnej opozycji (PO-PSL-Polska2050-Leiwca), natomiast w Radzie UE jedynym państwem, które głosowało przeciw była Polska. W wielkim uproszczeniu, przyjęte z gorliwością ideologicznych pionierów i awangardy postępu, rozszerzenie systemu ETS na kolejne dziedziny (transport, budownictwo, loty samolotem, pozostałe branże przemysłowe), szykowane rozporządzenie metanowe, cło węglowe i kilka drobniejszych rozwiązań, to łączny koszt dla Polski do końca dekady w wysokości ponad 500 miliardów euro, czyli niemal 2,5 biliona zł!

Polityka klimatyczna UE, narzucana często przy trickach prawnych, obchodzących wymóg jednomyślności, oznacza, iż każdy Polak miesięcznie będzie dokładał w postaci eko-podatków i unijnych opłat 700 zł (do obecnych około 400 zł doliczyłem 300 zł z uchwalonych w minionym miesiącu obciążeń z ETS2). Z portfela każdego z nas brukselski Lewiatan pochłonie 700 zł miesięcznie.

Stawiam zatem publicznie myśl, obrazoburczy dla wielu i kontrowersyjny postulat, ale w moim przekonaniu zgodny z polską racją stanu – zawieśmy polski udział w absurdalnej polityce klimatycznej UE, która prowadzi do ubożenia społeczeństwa i ograniczania wolności (kolejne zakazy sprzedaży samochodów spalinowych, tanich lotów, limity spożywania mięsa, konieczność uzyskiwania paszportów energetycznych dla domów i wymiany źródeł ciepła, itd.)! Zawieśmy zwłaszcza system ETS (polecam opinie, np. prof. Gontarskiego, wskazującego na adekwatność użycia art. 347 Traktatu o funkcjonowaniu UE)!

Jaką drogę proponuję? Szeroką kampanię informacyjną skierowaną do Polaków, opartą na poważnej dyskusji ekspertów oraz polityków. Przedstawienie uczciwego bilansu zysków i strat, a następnie, np. za rok przy okazji wyborów do Parlamentu Europejskiego REFERENDUM ws. ZAWIESZENIA UDZIAŁU POLSKI W SYSTEMIE ETS. Dla pełnej jasności – nie postuluję żadnego Polexitu, nie nawołuję do wychodzenia z UE. Jednak jako polski patriota nie mogę godzić się na uderzanie w interesy Polaków i rację stanu Polski przez lewicowe eko-ideologiczne absurdy brukselskich eurokratów, ochoczo wspierane przez naciski Berlina, fundusze z Moskwy i „pożytecznych idiotów” bądź owładniętych manią eko-ideologii usłużnych ekspozytur w Warszawie.

Referendum albo gospodarcza śmierć Polski!