Święta Bożego Narodzenia to dla wielu Polaków czas refleksji, nie tylko nad rodziną i tradycją, ale również nad sprawami wykraczającymi daleko poza wigilijny stół. W kraju, gdzie rozmowy przy karpiu potrafią skręcić w stronę globalnej polityki, nie dziwi, że komentarz Radosława Pyffla w pierwszy dzień Świąt wywołał burzę myśli i emocji.
Pan Pyffel, znany z wnikliwych analiz geopolitycznych, opublikował nagranie, które według mnie można nazwać swoistym „geopolitycznym stand-upem moralnego niepokoju” – jednak tym razem pozbawionym humoru, z którym zwykle się go kojarzy. To, co przedstawił, nie jest łatwe do strawienia – to wizja nadchodzącej tragedii, zapowiadanej w tonie niemal kasandrycznym. W polskiej tradycji intelektualnej ten moment przypomina starożytną tragedię, gdzie chór lub prorok ostrzegają przed nieuchronnym fatum. Tym prorokiem w naszym kontekście jest właśnie Radosław Pyffel.
Był to dla mnie drugi raz, kiedy poczułem ten dreszcz niepokoju zwiastującego katastrofę. Pierwszym była rezygnacja Jacka Bartosiaka z funkcji szefa projektu Centralnego Portu Komunikacyjnego. Dla ludzi niezaznajomionych z tematyką geopolityki czy strategii infrastrukturalnej mogę wydawać się przesadnym pesymistą. Jednak obydwa te wydarzenia traktuję jak sygnały ostrzegawcze – zwiastuny nadchodzącej implozji naszego państwa, spowodowanej, jak to ujmuje Pyffel, „halucynogennością” polskich elit.
Pyffel w swoim nagraniu wskazuje na sześć kluczowych zagrożeń, przed którymi stoi Polska, a każde z nich brzmi jak rozdział w księdze o upadku. To nie tylko wojna na Ukrainie, implozja ładu europejskiego czy kryzys gospodarczy w Niemczech. To także wewnętrzne konflikty, chaotyczne decyzje polityczne i niezdolność do reformowania systemu. Wszystkie te elementy składają się na obraz kraju dryfującego w stronę przepaści.
Uderza mnie jednak szczególnie jeden wątek: fatalna nażarcie się szaleju przez nasze elity. To poetyckie określenie doskonale oddaje stan umysłów ródących decyzje w Polsce. Elity polityczne, zamiast być latarnią wskazującą kierunek, pogrążają się w wewnętrznych konfliktach, szachują się nawzajem i unicestwiają potencjał państwa przez podział i stagnację.
Niepokój Pyffla rezonuje z moimi własnymi obawami. Marcin Palade mawia, że wszystko jest statystyką, ale słowa Stalina, że śmierć jednego człowieka to tragedia, a tysięcy – statystyka, stają się w Polsce przerażająco aktualne. Czy dopiero wtedy, gdy koszty ekonomiczne i społeczne kryzysu dotkną nas wszystkich, zauważymy, że śnimy sen w dolinie rozkoszy, nad którą czuwają tygrysy?
W tym kontekście tytuł „Rozdziobią nas kury i szczury” zyskuje jeszcze większą moc. Polska, rozdarta przez wewnętrzne spory, nieodporna na presję zewnętrzną, może stać się łupem dla innych graczy na arenie międzynarodowej.
Pan Pyffel zadał cios, po którym ciężko się podnieść – ale może to właśnie taki wstrząs jest nam potrzebny, by dostrzec realia i zmobilizować się do działania. Tymczasem pozostaje nam jedynie wnikliwe słuchanie proroków naszych czasów i nadzieja, że ich kasandryczne wizje nie staną się rzeczywistością.
Link do materiału pana Radka
👍👍👍
Szanowny Panie, na internecie istnieje https://ekartkazwarszawy.pl/kartka/najazd-wrozbitow-stolice/
A tam tekst Pana Jacka Dehnela.
Pozdrowienia. Stevek