Rządowa ustawa o obniżeniu cen paliw, a zwłaszcza o ustalaniu codziennie maksymalnej ich ceny, jest populistyczną zagrywką, która problemu nie rozwiąże, a budżet państwa narazi na utratę wpływów. No i cofa nas do PRL.
Ustawa przewiduje obniżenie VAT i akcyzy na paliwo z dniem wejścia jej w życie.
Ponadto zobowiązuje ministra energii do ustalania, codzienne, ich maksymalnej ceny.
Już widzę oczyma wyobraźni jak min. Motyka, po śniadaniu, siada sobie za biurkiem w swoim gabinecie i drapiąc się długopisem po głowie zastanawia się jaką cenę ustalić na benzynę, LPG i ON.
To scenka rodem z filmów Barei o paradoksach PRL oraz tzw. gospodarce zarządzanej centralnie, w której odgórnie ustalano ceny cukru, benzyny, wędlin itd.
Dziś to populistyczna zagrywka rządu Tuska, by nie dostać po dupie w sondażach, zrobiona pod naciskiem opozycji.
Tak długo jak Cieśnina Ormuz jest zablokowana cena ropy będzie rosnąć i żadna kreatywna rachunkowość tego nie zmieni.
Owszem, lud się ucieszy, zwłaszcza przed świątecznymi wyjazdami do rodzin, ale za to zapłaci z innej kieszeni.
Obniżenie VAT i akcyzy uszczupli bowiem wpływy z nich, do budżetu państwa, z gigantyczny deficytem.
Za zasypanie, którego zapłacą wszyscy Polacy.
Radość więc powszechna z tej ustawy jest przedwczesna.
Przy okazji wyszła też hipokryzja PiS i Nawrockiego grzmiących na rząd za nadmierny deficyt państwa, z drugiej zaś strony, nawołujących rząd do interwencji na rynku cen paliw.
I oby nie było za jakiś czas jak w tym przysłowiu – „ten się śmieje, kto się śmieje ostatni”.
Pozostaje przesiąść się na rower
Zostaw komentarz