Kolejna porażka oskarżyciela prywatnego w sporze o Górki Czechowskie. Sąd Okręgowy w Lublinie uniewinnił społecznika Andrzeja Filipowicza od zarzutu zniesławienia TBV Investment. W uzasadnieniu ustnym wyroku Sądu padły słowa, które powinien zapamiętać każdy dziennikarz, aktywista i obywatel zabierający głos w sprawach publicznych: „Za krytykę, za oceny nie można karać”. To ważny sygnał w obronie wolności słowa i ostrzeżenie przed wykorzystywaniem postępowań karnych do wywierania presji na krytyków.
13 października 2026 roku Sąd Okręgowy w Lublinie stanął przed pytaniem, które wykracza daleko poza jeden lokalny konflikt: czy ostra krytyka działań dewelopera w sprawie dotyczącej interesu publicznego może zostać potraktowana jak przestępstwo?
W sprawie Andrzeja Filipowicza sąd odwoławczy odpowiedział na to pytanie, uniewinniając oskarżonego i zmieniając wyrok Sądu Rejonowego Lublin-Zachód z 22 czerwca 2026 roku.
Orzeczenie zapadło w V Wydziale Karnym Odwoławczym Sądu Okręgowego w Lublinie, w składzie jednoosobowym, pod przewodnictwem SSO Jacka Janiszka. Sygnatura sprawy: V Ka 673/26. W pierwszej instancji postępowanie prowadzono pod sygnaturą IX K 1002/24.
Sąd obciążył oskarżyciela prywatnego wydatkami postępowania i zasądził od TBV Investment na rzecz Skarbu Państwa opłatę w wysokości 240 zł.
„Apelacja oskarżonego była w pełni zasadna”
Przedmiotem postępowania były komentarz internetowy i publikacja audiowizualna dotyczące zobowiązań dewelopera, decyzji władz Lublina oraz zagospodarowania Górek Czechowskich.
Jak wynika z relacji Andrzeja Filipowicza, sąd odwoławczy uznał, że pierwsza instancja błędnie zakwalifikowała jego zachowanie jako przestępstwo zniesławienia.
„Apelacja oskarżonego była w pełni zasadna” – powiedział sędzia podczas ogłaszania wyroku.
Kluczowe znaczenie miała ocena wypowiedzi w kontekście całej debaty publicznej, a nie w oderwaniu od pozostałej treści publikacji. Sąd zwrócił uwagę na konieczność rozróżniania twierdzeń o faktach od ocen oraz uwzględnienia rzeczywistego zamiaru autora.
Szczególnym zagadnieniem był komentarz odnoszący się do kwoty 137 mln zł. Według relacji oskarżonego sąd wskazał, że nie była to informacja o rzeczywistym zadłużeniu przedsiębiorcy, lecz ocena skutków określonych ustaleń i działań administracyjnych.
Sędzia miał zauważyć, że wypowiedź mogła zostać sformułowana precyzyjniej, ale jej znaczenie należało odczytywać w kontekście całej publikacji.
I właśnie tutaj pojawia się najważniejszy wniosek z tej sprawy.
Nie każda wypowiedź nieprzychylna przedsiębiorcy jest pomówieniem. Nie każda ostra ocena jest twierdzeniem o fakcie. A krytyka działań podejmowanych w sprawach publicznych nie może być automatycznie utożsamiana z przestępstwem.
Sąd – jak relacjonuje Filipowicz – podkreślił również, że celem jego aktywności była ochrona interesów społeczności lokalnej, a nie szkodzenie deweloperowi.
Górki Czechowskie. Spór, którego nie da się zamknąć w sali sądowej
Górki Czechowskie od lat są jednym z najbardziej zapalnych punktów debaty publicznej w Lublinie. Chodzi o zagospodarowanie rozległego terenu dawnego poligonu, przyszłość terenów zielonych, ochronę przyrody i decyzje władz samorządowych dotyczące planowanej zabudowy.
Po jednej stronie sporu znajduje się inwestor zainteresowany zagospodarowaniem należących do niego gruntów. Po drugiej – mieszkańcy i społecznicy, którzy podnoszą argumenty dotyczące środowiska, jakości życia w mieście oraz prawa obywateli do wpływania na decyzje dotyczące wspólnej przestrzeni.
To konflikt, w którym ścierają się interesy gospodarcze, decyzje administracyjne i społeczne oczekiwania. Dlatego publiczna kontrola działań inwestora i samorządu jest czymś naturalnym w demokratycznym państwie.
Mieszkańcy mają prawo pytać o zobowiązania inwestora. Mają prawo oceniać decyzje władz. Mają prawo krytykować rozwiązania, z którymi się nie zgadzają, i przedstawiać argumenty na rzecz ochrony środowiska.
Nie oznacza to prawa do rozpowszechniania nieprawdziwych informacji. Oznacza jednak, że spór o słowa powinien być rozstrzygany z uwzględnieniem ich znaczenia, kontekstu oraz charakteru całej debaty.
Nie można wymagać od obywateli, by w sprawach dotyczących ich miasta wypowiadali się wyłącznie językiem bezpiecznych, wygładzonych komunikatów. Krytyka może być stanowcza. Może być niewygodna. Nie wolno jednak z góry zakładać, że jest bezprawna tylko dlatego, że uderza w interesy silnego podmiotu.
To nie pierwszy taki przypadek. Sprawa z 2017 roku
Uniewinnienie z 13 października 2026 roku nie jest pierwszym korzystnym dla Andrzeja Filipowicza rozstrzygnięciem w sporze związanym z publiczną krytyką działań TBV Investment.
Już w 2017 roku społecznik był oskarżony przez tę spółkę w podobnej sprawie dotyczącej wypowiedzi związanych z Górkami Czechowskimi.
7 września 2017 roku Sąd Rejonowy Lublin-Wschód w Lublinie z siedzibą w Świdniku umorzył postępowanie pod sygnaturą III K 589/17. Sprawa była następnie rozpoznawana przez Sąd Okręgowy w Lublinie pod sygnaturą V Kz 820/17. Postanowienie o umorzeniu stało się prawomocne.
To ważny element historii konfliktu. Pokazuje, że spór o przyszłość Górek Czechowskich od lat obejmuje również konsekwencje prawne publicznego zabierania głosu przez osoby zaangażowane społecznie.
Nie chodzi przy tym o przyznawanie aktywistom bezwarunkowego immunitetu. Chodzi o zasadę, że odpowiedzialność za słowo musi być oceniana rzetelnie, a postępowanie karne nie powinno zastępować merytorycznej polemiki.
Paweł Walczak również został uniewinniony
W tym samym konflikcie pojawia się nazwisko Pawła Walczaka, kolejnego uczestnika debaty publicznej dotyczącej Górek Czechowskich.
W sprawie zainicjowanej przez Wojciecha Dziobę, prezesa TBV Investment, Sąd Rejonowy Lublin-Zachód w Lublinie 5 lipca 2022 roku wydał wyrok uniewinniający. Postępowanie było prowadzone pod sygnaturą III K 443/22.
Zgodnie z przekazaną dokumentacją, w pisemnym uzasadnieniu sąd zwrócił uwagę na publiczny charakter sporu, dopuszczalność krytyki działań inwestora i władz samorządowych oraz znaczenie swobody wypowiedzi w demokratycznym państwie prawnym.
Trzy postępowania dotyczące publicznych wypowiedzi związanych z działalnością TBV Investment i przyszłością Górek Czechowskich zakończyły się zatem bez skazania opisywanych społeczników: sprawa Andrzeja Filipowicza z 2017 roku, sprawa Pawła Walczaka z 2022 roku oraz najnowsza sprawa Filipowicza, zakończona uniewinnieniem w październiku 2026 roku.
Ta sekwencja zdarzeń zasługuje na uwagę. Nie przesądza sama w sobie o bezprawnym celu któregokolwiek postępowania, ale uzasadnia pytanie o społeczne koszty angażowania obywateli w wieloletnie spory prawne dotyczące debaty publicznej.
Konwencja z Aarhus i problem SLAPP
W ustnych motywach wyroku z 13 października sąd miał również odwołać się do Konwencji z Aarhus, która reguluje m.in. dostęp do informacji dotyczących środowiska, udział społeczeństwa w podejmowaniu decyzji środowiskowych oraz dostęp do wymiaru sprawiedliwości w tych sprawach.
To istotne, ponieważ obrona terenów zielonych i udział obywateli w sporach dotyczących planowania przestrzennego nie są wyłącznie kwestią lokalnych sympatii czy antypatii. Wpisują się w szersze zagadnienie praw społeczności do uczestniczenia w decyzjach mających wpływ na środowisko.
W dokumentacji sprawy znalazło się również stanowisko Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, przedstawione w formule amicus curiae, czyli opinii „przyjaciela sądu”. Dotyczyło ono problematyki SLAPP.
Pod tym skrótem kryją się strategiczne działania prawne, których celem lub skutkiem może być zniechęcanie ludzi do uczestnictwa w debacie publicznej. Takie postępowania mogą obciążać krytyków kosztami, czasem i stresem, a w konsekwencji skłaniać ich do rezygnacji z publicznego zabierania głosu.
Trzeba jednak zachować precyzję: nie każde oskarżenie o zniesławienie jest SLAPP, a opisane rozstrzygnięcia nie oznaczają automatycznie, że sądy formalnie zakwalifikowały wszystkie te sprawy w ten sposób.
Nie zmienia to faktu, że problem zasługuje na poważną debatę.
Jeśli obywatel, zanim opublikuje krytyczny komentarz o sprawie publicznej, musi zastanawiać się, czy stać go na wieloletnią obronę przed oskarżeniem, wolność słowa zaczyna istnieć bardziej na papierze niż w praktyce.
„Dzięki tej sprawie odzyskałem wiarę w polski wymiar sprawiedliwości”
Andrzej Filipowicz nie ukrywa, że wieloletnie zaangażowanie w obronę Górek Czechowskich i kolejne postępowania były dla niego obciążeniem.
„Gdyby nie kolejny akt oskarżenia TBV Investment, już od dwóch lat byłbym na społecznej emeryturze. Paradoksalnie to właśnie dzięki tej sprawie odzyskałem wiarę w polski wymiar sprawiedliwości i dodatkową motywację do dalszej obrony Górek Czechowskich” – komentuje uniewinniony.
W dalszej wypowiedzi podkreśla:
„Górki Czechowskie były, są i pozostaną przedmiotem debaty publicznej. Niezależnie od tego, kto jest właścicielem gruntów, mieszkańcy mają prawo pytać o decyzje samorządu, zobowiązania inwestorów i skutki planowanej zabudowy”.
Te słowa dobrze oddają sedno konfliktu. Własność prywatna zasługuje na ochronę, ale nie oznacza wyłączenia działań właściciela spod publicznej oceny. Podobnie władze samorządowe muszą liczyć się z pytaniami mieszkańców, szczególnie gdy podejmują decyzje wpływające na przyszłość całej społeczności.
Demokracja nie polega na tym, że krytyka jest dozwolona wyłącznie wtedy, gdy nie wywołuje sprzeciwu. Polega na tym, że strony sporu mogą przedstawiać argumenty, a obywatele mają prawo oceniać działania podejmowane w ich imieniu i dotyczące ich otoczenia.
Wyrok ważny nie tylko dla Lublina
Uniewinnienie Andrzeja Filipowicza to coś więcej niż osobiste zwycięstwo oskarżonego. To ważny sygnał dla społeczników, dziennikarzy i wszystkich, którzy kontrolują działania instytucji publicznych oraz przedsiębiorstw uczestniczących w sporach o interes społeczny.
Szczególnie istotne jest przypomnienie, że wypowiedzi należy analizować w kontekście, odróżniać fakty od ocen i uwzględniać rzeczywisty charakter debaty. To właśnie w takich sprawach łatwo przekroczyć granicę między ochroną dobrego imienia a nadmiernym ograniczaniem swobody wypowiedzi.
Prawo do krytyki nie jest prawem do kłamstwa. Ale ochrona dobrego imienia nie może być wykorzystywana jako argument za uciszaniem każdego, kto zadaje niewygodne pytania.
Sąd nie może być narzędziem do zamykania ust dziennikarzom i społecznikom. Jego zadaniem jest sprawiedliwe rozstrzyganie sporów, z poszanowaniem praw wszystkich stron i konstytucyjnej wolności słowa.
Dzisiaj chodzi o Górki Czechowskie. Jutro podobny problem może dotyczyć lokalnego układu, inwestycji budzącej kontrowersje, decyzji urzędnika albo publikacji ujawniającej nieprawidłowości. W każdym z tych przypadków obywatel musi mieć możliwość zabrania głosu bez automatycznego traktowania krytyki jako przestępstwa.
Wolność słowa nie jest przywilejem dla wygodnych opinii. Jest prawem, które ma znaczenie właśnie wtedy, gdy ktoś mówi rzeczy niewygodne dla silniejszych.
Wyrok Sądu Okręgowego w Lublinie powinien stać się punktem wyjścia do szerszej dyskusji o granicach odpowiedzialności karnej za słowo, ochronie społeczników i przeciwdziałaniu efektowi mrożącemu.
Bo jeśli w sprawach publicznych obywatele będą bali się mówić, kontrola społeczna osłabnie, a demokracja straci jeden ze swoich najważniejszych fundamentów.
Mieszkańcy mają prawo pytać. Dziennikarze mają prawo krytykować. Społecznicy mają prawo bronić wspólnego dobra. A sąd powinien chronić prawo, nie strach przed wypowiedzią.
Opracowanie: redakcja Pressmania.pl
Źródło i kulisy sprawy: https://skroc.pl/sprawa_II_tbv_investment
#WolnośćSłowa #AndrzejFilipowicz #GórkiCzechowskie #Lublin #SLAPP #Art212 #PrawoDoKrytyki #Dziennikarstwo #Społecznicy #Pressmania
Zostaw komentarz