Miało być tanio, bezpiecznie i korzystnie dla Polski. Tymczasem unijna pożyczka SAFE już podrożała w przeliczeniu na złotówki o około 8 miliardów! Wzrosło również oprocentowanie, a prognozowane odsetki poszły w górę. Gdzie są politycy rządu Tuska, którzy zachwalali ten interes?
Osiem miliardów więcej! SAFE wystawia rachunek, a rząd milczy
Najnowsze informacje ujawnione przez „Fakt” powinny stać się poważnym ostrzeżeniem dla wszystkich, którzy bezkrytycznie przyjmowali rządową propagandę sukcesu wokół unijnego programu SAFE. Kwota pożyczki wyrażona w euro wprawdzie się nie zmieniła, ale jej wartość w polskiej walucie wzrosła w ciągu kilku miesięcy o około 8 miliardów złotych.
Polska ma otrzymać 43,7 mld euro na finansowanie wydatków związanych z obronnością. Pod koniec maja 2026 roku, kiedy podpisywano pierwsze umowy, euro kosztowało około 4,21 zł. Wartość całego zobowiązania wynosiła wówczas około 184 mld zł.
Przy kursie 4,40 zł za euro ta sama kwota odpowiada już około 192 mld zł.
Różnica wynosi około 8 mld zł. To nie jest dodatkowa kwota dopisana do umowy, lecz wzrost wartości zobowiązania po przeliczeniu na złotówki. Nie zmienia to jednak podstawowego faktu: Polska będzie musiała rozliczać zobowiązanie wyrażone w euro, a więc kurs naszej waluty ma bezpośrednie znaczenie dla przyszłych kosztów budżetowych.
Ostrzeżenia przed takim scenariuszem pojawiały się wcześniej. Piotr Kuczyński, analityk Domu Inwestycyjnego Xelion, przypomniał w rozmowie z „Faktem”, że wskazywał na konieczność zabezpieczenia kursu walutowego.
Czy rząd wziął te ostrzeżenia na poważnie? Dzisiejsze liczby każą postawić to pytanie wyjątkowo głośno.
Koszt pożyczki rośnie. Kolejne zapewnienia rządu wymagają sprawdzenia
Problem nie kończy się na kursie euro. Zmieniło się również oprocentowanie finansowania.
Z informacji przekazanych „Faktowi” przez Ministerstwo Finansów wynika, że koszt pozyskiwania środków na potrzeby SAFE wynosił w 2025 roku 3,17 proc. Następnie wzrósł do 3,32 proc., a według danych Komisji Europejskiej za pierwsze półrocze 2026 roku osiągnął 3,40 proc.
To istotna zmiana, ponieważ oprocentowanie nie jest raz na zawsze zamrożone na poziomie przedstawianym podczas politycznej promocji programu. Zależy od kosztów finansowania pozyskiwanego przez Komisję Europejską i jest przypisywane do odpowiednich transz.
Rząd powinien był od początku jasno przedstawić Polakom, że mamy do czynienia z mechanizmem, którego ostateczne koszty będą zależały od warunków rynkowych.
Tymczasem w debacie publicznej dominowała opowieść o wyjątkowo atrakcyjnym finansowaniu. O ryzyku walutowym i zmienności kosztów mówiło się zdecydowanie mniej.
41,6 miliarda euro odsetek. Tak wyglądają rządowe obietnice w zderzeniu z liczbami
Najbardziej wymowne są wyliczenia dotyczące odsetek.
Według szacunków przedstawionych przez „Fakt” łączne odsetki od pożyczki, przy przyjętym modelu spłaty, mogą wyglądać następująco:
- Przy oprocentowaniu 3,17 proc. – około 38,8 mld euro.
- Przy oprocentowaniu 3,32 proc. – około 40,6 mld euro.
- Przy oprocentowaniu 3,40 proc. – około 41,6 mld euro.
Oznacza to różnicę 2,8 mld euro między wariantem opartym na pierwotnej stawce a obecnym szacunkiem. Przy kursie 4,40 zł za euro to równowartość ponad 12 mld zł.
Trzeba podkreślić, że są to prognozy oparte na określonych założeniach dotyczących oprocentowania i harmonogramu spłat, a nie ostateczny rachunek, który Polska już zapłaciła. Nie wolno jednak udawać, że takie wyliczenia nie mają znaczenia.
Miliardy złotych nie są abstrakcyjną pozycją w tabeli. To pieniądze, za które można finansować bezpieczeństwo, infrastrukturę, ochronę zdrowia czy potrzeby obywateli.
A kiedy koszt wieloletniego zobowiązania rośnie, odpowiedzialność za wyjaśnienie sytuacji spoczywa na tych, którzy podjęli polityczną decyzję o wyborze takiego mechanizmu.
Sobkowiak-Czarnecka, Kosiniak-Kamysz, Domański. Gdzie są dzisiaj autorzy sukcesu SAFE?
Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, Władysław Kosiniak-Kamysz i Andrzej Domański powinni dzisiaj wyjść przed opinię publiczną i odpowiedzieć na konkretne pytania.
Nie wystarczy powtarzać, że SAFE jest korzystnym rozwiązaniem. Nie wystarczy wskazywać na miliardy euro przeznaczone na obronność. Nie wystarczy zapewniać, że Unia Europejska pożycza pieniądze na lepszych warunkach niż Polska mogłaby uzyskać samodzielnie.
Obywatele mają prawo poznać pełny rachunek.
Dlaczego nie zabezpieczono odpowiednio ryzyka kursowego? Czy rozważano instrumenty, które mogłyby ograniczyć skutki osłabienia złotego? Jakie scenariusze walutowe przedstawiono przed podjęciem decyzji? Jakie będą konsekwencje dla finansów publicznych, jeśli złoty nadal będzie tracił na wartości?
I wreszcie: dlaczego polityczny przekaz o tanim finansowaniu tak rzadko zawierał równie wyraźne informacje o ryzyku?
To nie są złośliwości opozycji. To podstawowe pytania, które powinien zadawać każdy obywatel, gdy państwo zaciąga wieloletnie zobowiązania na gigantyczne kwoty.
Słaby złoty to nie wyrok, ale rząd nie może udawać, że problemu nie ma
Trzeba zachować ekonomiczną uczciwość. Za osłabienie złotego nie odpowiada automatycznie jeden polityk ani jedna decyzja rządu. Na kurs walutowy wpływają również sytuacja międzynarodowa, polityka banków centralnych, ceny surowców, oczekiwania inwestorów oraz kondycja całej gospodarki.
Nie oznacza to jednak, że rząd Donalda Tuska jest zwolniony z odpowiedzialności za sposób zarządzania ryzykiem finansowym.
Co więcej, „Fakt” wskazuje, że osłabienie złotego jest związane między innymi z obawami rynku o stan finansów publicznych i sytuację polityczną w Polsce. To sygnał, którego nie wolno lekceważyć.
Wiarygodność państwa nie jest politycznym sloganem. To jeden z fundamentów jego siły gospodarczej. Jeżeli inwestorzy zaczynają postrzegać kraj jako bardziej ryzykowny, konsekwencje mogą odczuwać nie tylko rynki finansowe, lecz także budżet państwa i zwykli obywatele.
Dlatego rząd powinien przestać traktować krytyczne pytania jako polityczny atak. W sprawach finansowych liczą się liczby, odpowiedzialność i zdolność przewidywania zagrożeń.
SAFE może być tańsze od alternatyw. Ale to nie daje rządowi immunitetu!
Uczciwa analiza wymaga również przedstawienia drugiej strony rachunku. Ministerstwo Finansów argumentuje, że finansowanie za pośrednictwem Komisji Europejskiej powinno być tańsze niż samodzielne pozyskiwanie przez Polskę porównywalnych środków na rynkach finansowych.
„Fakt” przytacza również porównanie, według którego finansowanie polskimi obligacjami skarbowymi mogłoby oznaczać jeszcze wyższe koszty odsetkowe.
Nie wolno więc twierdzić, że samo SAFE jest automatycznie najdroższym możliwym rozwiązaniem. Taka teza byłaby nieuprawniona.
Ale argument, że istnieje droższa alternatywa, nie zamyka dyskusji o warunkach pożyczki, ryzyku walutowym, oprocentowaniu i politycznych konsekwencjach programu.
Można wybrać rozwiązanie relatywnie korzystniejsze, a jednocześnie popełnić błędy w zarządzaniu jego ryzykiem. Jedno nie wyklucza drugiego.
Polska potrzebuje pieniędzy na obronność. Potrzebuje jednak także przejrzystych zasad, rzeczywistej kontroli nad wydatkowaniem środków i gwarancji, że interes polskiego państwa nie zostanie podporządkowany politycznym oczekiwaniom Brukseli.
Bezpieczeństwo narodowe nie może być wygodnym hasłem, za którym ukrywa się brak odpowiedzi na trudne pytania.
Polacy nie są bankomatem dla politycznych eksperymentów!
Największym problemem nie jest dzisiaj sama różnica kursowa. Jest nim sposób, w jaki rząd komunikuje społeczeństwu koszty podejmowanych decyzji.
Kiedy pojawiają się polityczne sukcesy, ministrowie chętnie występują przed kamerami. Kiedy jednak trzeba wyjaśniać niekorzystne dane, obywatele mają prawo oczekiwać równie dużej gotowości do rozmowy.
Nie można sprzedawać Polakom SAFE jako finansowego dobrodziejstwa, a później zasłaniać się rynkiem, kursem euro i mechanizmami, które przecież były znane już na etapie przygotowywania programu.
Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, Władysław Kosiniak-Kamysz i Andrzej Domański powinni przedstawić pełne wyjaśnienia. Nie propagandowe zapewnienia, lecz konkretne dokumenty, prognozy i odpowiedzi.
Panowie i Panie, gdzie jesteście ze swoimi zapewnieniami? Kto odpowiada za niedoszacowane ryzyko? Kto przedstawi Polakom pełny rachunek?
Niech nikt nie próbuje wmówić obywatelom, że pytanie o miliardy złotych jest przejawem niechęci do modernizacji armii. Wręcz przeciwnie: kto naprawdę troszczy się o bezpieczeństwo Polski, musi również troszczyć się o stabilność jej finansów.
Silna armia potrzebuje silnego państwa. A silne państwo nie może być zarządzane na zasadzie: najpierw polityczny triumf, później niech podatnicy martwią się o rachunek.
Polska potrzebuje bezpieczeństwa, a nie finansowej beztroski. I potrzebuje rządu, który potrafi odpowiadać za własne decyzje.

Zostaw komentarz