Teoretycznie to jest felieton, który powstał w związku z odesłaniem polskich polityków, każdej opcji, do piaskownicy i jeszcze bez łopatki oraz wiaderka, a nie zaproszeniem ich do podziału łupów na zakończenie wojny na Ukrainie.
Jednak teza tego tekstu jest bardziej faktami podparta, niż się niektórym spośród nich zdaje. I jedynie co potrafią – niestety tak wszyscy, to gromkie przekrzykiwanie się.
Przykład obecny.
Miłosz Motyka chwali się, że Polska dostała zgodę UE na budowę elektrowni jądrowej w Polsce. Tak w Polsce. Noż … człowieka krew zalewa, że Polska musi się oglądać na brukselskich urzędasów, by u siebie wybudować taką inwestycję. Inna sprawa, że jakoś się specjalnie z tego nie cieszę, bo choć są kraje, w których energię pozyskuje się głównie z atomu, to jednak bezpieczeństwo takiej inwestycji w Polsce, a także wybór odpowiedniej technologii, każe się mocno zastanowić nad sensem takiego przedsięwzięcia.
Wracając do Schadenfreude – czyli radości z cudzych porażek. W tej dyscyplinie – gdyby ją wprowadzono na igrzyskach olimpijskich, raczej nie mielibyśmy konkurentów i do tego jeszcze jaką byśmy przy tym fetę wyprawiali. I ja wcale się z tego nie cieszę. Wręcz przeciwnie, zwłaszcza, że to konkurencja, w której zwycięstwo Polsce splendoru nie przynosi.
Proszę zauważyć jak Niemcy, by zgarnąć łupy, potrafią się nie tylko zmobilizować, ale też nie zważać na wcześniejsze urazy. Kanclerz Merz wręcz nienawidzący Merkel, wspólnie z nią dba i będzie dbał o niemiecki interes.
W polityce międzynarodowej główne siły polityczne w Polsce mają jeden wspólny kierunek tylko w odniesieniu do polityki względem jednego kraju – Izraela. I tu Schadenfreude nie obowiązuje.
Przykładowo – obie strony z zadowoleniem przyjęły wycofanie się ze zmiany ustawy o IPN, na skutek izraelskich nacisków, wprowadzającej penalizację za kłamstwo dotyczące roli Polski i Polaków w zagładzie Żydów podczas II wojny światowej. Obie strony – mimo, że nawet ONZ mówi o ludobójstwie w Gazie, nadal o tym milczą.
W innych przypadkach dominuje Schadenfreude – ultrasi z PiS szydzą, że Tusk jedzie do Kijowa w wagonie trzeciej klasy, a Macron z niemieckim kolegą piją szampana w salonce.
Kosiniakowi-Kamyszowi zarzucają zdradę narodowych interesów, przez zapowiedź wysłania na Ukrainę MIG-ów. Z kolei platformersi cieszą się, że i prezydenta Nawrockiego przy tym negocjacyjnym stole zabrakło.
W tym wszystkim najśmieszniejsze jest to, że i PiS i PO (w kontekście Schadenfreude konieczne jest pominięcie innych środowisk politycznych) wspólnie przyznają, że Polska wykosztowała się na pomoc dla Ukrainy, ale nie potrafią powiedzieć, co właściwie w zamian uzyskała. A i dostać też pewnie niewiele może, gdyż w Warszawie – łącznie z Prezydentem Nawrockim – nie ma polityka, który trzasnąłby pięścią w stół i zażądał dla Polski miejsca przy stole.
No i tak nadal mamy Schadenfruede.
Zostaw komentarz