Śmierć człowieka powinna budzić refleksję, żal, może modlitwę albo milczenie. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych i w sieci pojawiają się tacy, którzy… cieszą się ze śmierci Charlesa Kirka. To nie jest drobna złośliwość, ani spontaniczna reakcja — to obrzydliwe zjawisko, które ujawnia ciemną stronę człowieka. W psychologii znamy je jako schadenfreude — przyjemność z cudzego cierpienia. Zwykle to drobne frustracje czy radości z drobnych porażek, ale kiedy przechodzi w radość ze śmierci, staje się moralnie odrażające i społecznie niebezpieczne.

Freud już w XIX wieku zauważał, że człowiek ma w sobie nie tylko pragnienie życia, ale i popędy destrukcji. W teorii Freuda mówi się o Thanatosie — instynkcie śmierci, który kontrastuje z Erosem, instynktem życia. To, co widzimy w tych komentarzach, to nic innego jak manifestacja Thanatosa w postaci emocjonalnego okrucieństwa. Ludzie, którzy cieszą się z czyjejś śmierci, odsłaniają swoje najgorsze instynkty: brak empatii, cynizm i sadystyczną przyjemność z końca życia drugiego człowieka.

Dodatkowo, obserwując niektóre polskie media, widać kolejną warstwę zjawiska: próby zdeprecjonowania Kirka, tworzenia z niego fałszywego wizerunku głupka, debila, człowieka niegodnego powagi. To manipulacja, która nie ma nic wspólnego z prawdą, lecz z propagandową chęcią ośmieszenia, zrobienia z człowieka „figurki do wyśmiania”. Takie działania w połączeniu z radością z czyjejś śmierci stają się toksycznym wirusem, który zatruwa nie tylko opinie publiczną, ale i nasze poczucie moralnej odpowiedzialności.

Ci „szczęśliwcy”, którzy w mediach społecznościowych piszą, że „dobrze się stało”, że „świat jest lepszy”, nie zdają sobie sprawy, że same takie słowa zatruwają przestrzeń publiczną. Takie zachowania normalizują nienawiść i brutalizują społeczeństwo. To nie jest zwykłe wyrażenie opinii — to wypuszczanie w eter wirusa moralnego rozkładu.

Nie ma w tym miejsca na usprawiedliwienie. Każdy człowiek, niezależnie od poglądów, powinien być chroniony przed celebracją własnej śmierci i przed fałszywym ośmieszaniem w mediach. Cieszenie się z czyjegoś odejścia jest jak spalanie mostów człowieczeństwa, krok po kroku. I w tym kontekście Freud byłby zdumiony, jak łatwo instynkt destrukcji znajduje ujście w nowoczesnych mediach.

Podsumowując: schadenfreude w wersji ekstremalnej — radość ze śmierci — jest nie tylko obrzydliwa, ale i groźna społecznie. To zjawisko, które wymaga refleksji i piętnowania, a nie gloryfikowania. Społeczeństwo, które pozwala na taką bezkarność emocjonalną, traci część własnego człowieczeństwa.