(podróż poetycka)
Jej tory przebiegały niegdyś zaledwie dwieście metrów od mego domu w Sadowej. Istniała tylko kilkanaście lat. Dziś jej śladem biegnie zielony szlak rowerowy z Warszawy, przez Łomianki-Dąbrowę do Palmir.
Historia Kolei Elektrycznej Warszawa – Łomianki – Modlin
Tak naprawdę nigdy nie została zelektryfikowana i nie spełniła oczekiwań swych właścicieli. Ale po kolei.
Koncesję na jej budowę wydał rząd carski na rok przed I wojną światową Zygmuntowi Łempickiemu. Jednak z powodu wybuchu wojny oraz odzyskania przez Polskę niepodległości, pracę nad jej projektowaniem zaczęto dopiero sześć lat po wojnie kiedy koncesję od Łempickiego odkupiła spółka akcyjna „Kolej Elektryczna Warszawa – Młociny – Modlin”. Uruchomiono ją pięć lat później jako kolej normalnotorową obsługiwaną przez dwie lokomotywy parowe „Ferrum dwadzieścia dziewięć”. Wbrew oczekiwaniom właścicieli linia nie uzyskała uznania pasażerów. Była głównie linią towarową. Przez jakiś czas doczepiano do składu towarowego jeden wagon pasażerski, ale później i tego zaniechano. W ostatnim rozkładzie jazdy z maja trzydziestego dziewiątego roku jej nie było, co sugeruje, że przewozy pasażerskie zawieszono.
W czasie oblężenia Warszawy była intensywnie wykorzystywana do transportu amunicji ze składów amunicji w Palmirach. Po kapitulacji Warszawy ruch na niej nie został wznowiony. W tysiąc dziewięćset czterdziestym trzecim Niemcy ją częściowo rozebrali.
Do dziś pozostał po niej dawny nasyp, którym biegnie szlak rowerowy do Palmir oraz pozostałości bocznic przy dawnym składzie amunicji.
Szlak rowerowy
Na dawnym torowisku nie widać już śladów po drewnianych podkładach kolejowych. Boczne ścieżki, wzdłuż niego, pozarastały paprociami, nawłocią kanadyjską. Czasami uważny grzybiarz znajdzie w nich prawdziwka bądź koźlarza.
Często nią jeżdżę rowerem i wyobrażam sobie jak niegdyś wyglądam. Słyszę głośne posapywanie parowozu. Czuję dym z komina. Jedzie powoli bo w niektórych miejscach grunt jest podmokły, zwłaszcza blisko bagien. Widzę dzieciaki wychylające się przez otwarte okna wagonu. Krzyczą do rodziców – „patrzcie, tato, mamo, łoś albo sarna”. Ta dziecięca radość wręcz rozsadza niewielką przestrzeń przedziałów. W Palmirach wybiegają z pociągu jak stado narowistych źrebaków. Radosne, żywe jak srebro, głośne. Wbiegają pomiędzy brzozy w poszukiwaniu brązowych kapeluszy koźlarzy, oblepionych śluzem maślaków, wyprostowanych jak żołnierz na warcie, podgrzybków. Kwintesencja żywiołowej młodości.
Potem obrazy się zmieniają.
Nad płonącą Warszawą widać dym. Ciężki, ciemny i tłusty. Stolica płonie od ostrzału niemieckiej artylerii.
Od strony Palmir jedzie pociąg wyładowany amunicją dla obrońców. Przejechało ich ponad sto. Na próżno. Po miesiącu bohaterskiego oporu, stolica poddaje się.
Wagony, lokomotywy nie są już potrzebne. Rdzewieją porzucone na bocznicach.
Opustoszałe torowisko zarasta trawą i paprociami. Pomiędzy podkładami, na słońcu, wygrzewają się zaskrońce. Płochliwa sarna może już bezpiecznie przebiegać przez szyny. Przez korony dębów, brzóz i sosen przedzierają się promienie słońca. Jesienne, zimowe, wiosenne i letnie. Puszcza zaczyna odbierać to co ludzie jej zabrali. Kolej umiera.
Czas wrócił do swych początków kiedy w jej miejscu była tylko zwykła przesieka.
Tempus fugit.
Na zdjęciu, dawne torowisko kolejki w Kampinosie, za Izabelinem-Dziekanówkiem.
Autor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz