Za każdym razem, jak widzę w Polsce jakiś post poświęcony ukraińskiemu Majdanowi 2014 roku, pod nim zawsze jest wysyp komentarzy o tym, jaka to była amerykańsko-żydowsko-natowsko-ukraińska prowokacja. Powiem wprost: dla mnie stosunek konkretnej osoby do takich kwestii jak Majdan to jest pewnego rodzaju test, który bardzo dobrze pokazuje sposób myślenia tej osoby. Test ten ukazuje, czy człowiek wierzy w postawę obywatelską jako taką, docenia wagę ruchów społecznych w procesie budowania państwa, czy ma myślenie autorytarne, gdzie decyduje o wszystkim państwo jako jakaś nadrzędna struktura stojąca nad obywatelem, która musi być silna… Albo decydują służby specjalne, elity i cały sens tylko polega na tym, żeby te elity były wysokiej jakości.
Władimir Putin jest etalonem dla mnie drugiego typu myślenia. Typ mentalności – średniej rangi oficer KGB i on nigdy nie sięgnął wyżej tego poziomu. Putin nie wierzy i nie rozumie ruchów społecznych, on widzi po prostu tłum, którym można manipulować i zarządzać. I właśnie dlatego Władimir Putin NIE MOŻE WYGRAĆ WOJNY NA UKRAINIE. Z tego właśnie powodu, że nie jest w stanie obiektywnie ocenić rzeczywistości i uwzględnić w swojej kalkulacji jednego z kluczowych czynników, który na przebieg wojny wpływa. Putin na początku wojny w zasadzie zrobił wszystko, by sprowokować Ukraińców do aktywnej postawy i sprzeciwu wobec niego… I on nie miał pojęcia, że to, co robi, wywoła taki efekt i nie rozumie, co należy zrobić, by ten sprzeciw osłabł.
Analityk, który nie uwzględnia, pisząc o wojnie na wschodzie, kwestii samoorganizacji społecznej… Nigdy nie będzie w stanie ocenić, co się wydarzy i jakie szanse w wojnie mają obie strony. Nigdy. Zawsze będzie zaskoczony rozwojem wydarzeń. To dlatego właśnie postacie typu Johna Mearsheimera ciągle nie trafiają z oceną sytuacji w stosunku do tej wojny.
I jestem maksymalnie daleki od bycia naiwnym czy idealizowania kogokolwiek. To nie jest tak, że nie widzę aktywności służb specjalnych czy wpływu obcych mocarstw na sytuację na Ukrainie, czy wpływu oligarchów na wydarzenia na Majdanie 2014 roku. Te wszystkie czynniki miały i mają wpływ na rozwój wydarzeń, ale te wszystkie czynniki w żaden sposób się nawzajem nie wykluczają. Nie trzeba sobie tworzyć uproszczonej rzeczywistości. Postawa obywatelska konkretnego społeczeństwa jest REALNYM, WAŻNYM CZYNNIKIEM, który wpływa na rozwój wydarzeń… W szeregu innych czynników. W wypadku na przykład obecnie toczącej się wojny na wschodzie, Ukraińcy mają duże szczęście, że sytuacja geopolityczna tak się ułożyła, że mają to wsparcie finansowe i sprzętowe z Zachodu, bez którego ich walka byłaby pięknym, pełnym heroizmu, ale krótkim czynem. Ale z drugiej strony tego wsparcia by nie było, gdyby oni nie zdecydowali na początku 2022 roku stawiać tego sprzeciwu. Jak wygląda mocne zagraniczne wsparcie w sytuacji braku takiego aktywnego społeczeństwa, można było zobaczyć na przykładzie Afganistanu, gdzie wycofanie tego wsparcia skutkowało po prostu rozsypaniem się tego państwa w kilka dni. Wsparcie finansowe samo nie walczy, potrzeba tych, których można by było finansować, i żadne obce służby i mocarstwa nie zbudują aktywnej postawy społecznej, jeżeli jej nie ma, manipulując czy sterując procesami w konkretnym państwie. Poza tym z czasem ja przekonałem się o tym, że służby specjalne największych mocarstw, te najpotężniejsze i posiadające największe zasoby, z reguły nadal mają bardzo ograniczone zdolności odnośnie analizy sytuacji w obcych krajach. Bardzo często akcje tych służb bazują na błędnych założeniach i prowadzą do porażek częściej niż do spektakularnych sukcesów. Z tego powodu ja po prostu nie wierzę w kompetencje CIA czy FSB odnośnie budowania wyrafinowanych, długoterminowych strategicznych planów w stylu szachów 5D. Przykładów takich porażek tutaj można byłoby podać przedługą listę. Jest ich o wiele więcej niż sukcesów.
Dlaczego w ogóle o tym wszystkim piszę? Bo w obliczu tych kryzysów, które niestety mogą na nas czekać, postawa obywatelska jest rzeczą kluczową. W systemie demokratycznym państwo samo w sobie NIE JEST W STANIE PROWADZIĆ PEŁNOSKALOWEJ WOJNY, tym bardziej z tak wytrwałym przeciwnikiem jak na przykład Rosja. Każdy z nas musi sobie uświadomić, że państwo nie da rady bez aktywnej postawy społeczeństwa. Bo państwo zawsze jest nieefektywne w tym czy innym stopniu. Nie oczekujcie, że płacicie podatki i państwowe instytucje, armia same zrobią bez was robotę, same obronią was, same dostarczą wam wszystko, co niezbędne, samo zatroszczy się o potrzebujących. Tak nie będzie. Należy zakładać, że skala wyzwań szybko przekroczy możliwości państwowych struktur i wtedy wszystko będzie zależeć od samoorganizacji społecznej. Samo istnienie państwa będzie od tego zależeć. Na Ukrainie to państwo było bardzo słabe i to stymulowało samoorganizację społeczną na wielu poziomach, która podparła sobą ten sypiący się gmach państwowy. Na Zachodzie państwowe struktury są silniejsze i z tego powodu często istnieje iluzja, że dadzą radę, a obywatelowi wystarczy płacić podatki i przestrzegać prawa. W Polsce, może się mylę, ale wydaje mi się, że starsze pokolenie, które pamięta państwo komunistyczne, bardziej rozumie to, o czym piszę, podczas gdy z ust młodszych ludzi częściej słyszę rzeczy w stylu „a co mi to państwo dało”, albo że „płacimy podatki, to niech nas bronią ci, co wybrali odpowiedni zawód”. W rzeczywistości to nie państwo coś musi komuś dawać – w demokratycznym systemie to społeczeństwo obywatelskie jest fundamentem tego państwa, a samo państwo jest takiej jakości, na jaką to społeczeństwo stać. Tylko tyle i aż tyle. Jeżeli postawy obywatelskiej brakuje, no to jest to definicja państwa sezonowego. Pierwszy poważny kryzys takie państwo zmiecie.
Dlatego ważne jest nie zakochiwać się w partiach politycznych, wielkich liderach, nie oczekiwać, że to oni dojdą do władzy i zrobią porządek, nie szukać lepszych elit gdzieś tam na górze. Autorytarne myślenie nam nie pomoże. Rządy twardej ręki Polski uratować w czasie kryzysu nie będą w stanie. To każdy z Was jest podstawą tego państwa, to Wy musicie się angażować, każdy na swoim poziomie, i kontrolować te władze i wymuszać na nich odpowiednią politykę, protestować, zrzeszać się. I powiem może rzecz bardzo naiwną w polskich realiach… Ale są sprawy, które muszą być poza podziałami politycznymi. Na przykład obronność. Podział tutaj jest tylko na tych, komu zależy, by państwo istniało i przetrwało kryzys, i tych, komu na tym nie zależy, dlatego bez względu na poglądy polityczne społeczne organizacje proobronne mają być pozapartyjne. Politycy w Polsce zawsze będą chcieli kontrolować aktywność społeczną, zamykając ją w strukturach o zabarwieniu partyjno-plemiennym. Bo tak jest im łatwiej… Mogą energią społeczną zarządzać i kierować ją przeciwko oponentom politycznym. Ze szkodą dla sprawy.
W społeczeństwie autorytarnym to działa inaczej. Rosjanie na przykład po prostu mają o wiele wyższy stopień akceptacji przemocy nad sobą ze strony państwa. Nie zadają pytań, im to wpajano od pokoleń. Państwo mówi, że muszą się poświęcić dla niego i Rosjanie są przyzwyczajeni, że każde pokolenie tę cenę tam płaci. Dlatego oni są w stanie ponosić duże straty przez długi czas, zanim to społeczeństwo zacznie się załamywać. W Polsce czy jakimkolwiek innym demokratycznym społeczeństwie tak to nie zadziała. Społeczeństwo musi zadecydować, czy to państwo jest mu do czegoś potrzebne i czy gotowe jest zapłacić cenę za jego istnienie, i dopiero wtedy jest w stanie zaakceptować wyrzeczenia związane z wojną.
Propaganda sukcesu w stylu „silni, zwarci, gotowi” jest szkodliwa, bo tworzy nierealne oczekiwania. Żadna obrona przeciwlotnicza nas wszystkich nie ochroni, żadna armia, żadna Tarcza Wschód nie zatrzyma przeważających sił przeciwnika na wszystkich kierunkach na granicach państwa, żaden sojusz za nas nie obroni naszego terytorium. Nie istnieje wojna bez wyrzeczeń, strat i zrujnowanych miast. Nie należy pozwalać politykom nas okłamywać propagandą sukcesu, propagandą wielkich zakupów, pięknych czołgów i samolotów… Należy spojrzeć prawdzie w oczy i każdy sam musi zadać sobie pytanie, na co go stać i czy jest gotowy coś poświęcić dla wspólnoty, czy nie, bo od tego będzie zależeć sukces państwa czy jego upadek.
Rosjanie ustami swoich kolaborantów zawsze Wam udowodnią, że sojusznicy nie przyjdą z pomocą, że państwo jest do bani, że rachunek strategiczny jest nie na naszą korzyść, że sprzeciw się nie opłaca, bo cena jest za wysoka. W rzeczywistości zaś nawet postawa sojuszników będzie w dużej mierze zależeć od postawy polskiego społeczeństwa, bo ta postawa jest realnym czynnikiem w geopolitycznym równaniu. I w rzeczywistości z takim przeciwnikiem jak Rosja cena porażki jest praktycznie zawsze wyższa niż cena sprzeciwu.
___________________________________________________________
Zachęcam również do wspierania mojej niezależnej publicystyki, linki w pierwszym komentarzu. —->
Zostaw komentarz