Opublikowany nieoficjalnie projekt „Strategii Nowej Równowagi” – średniookresowej strategii rozwoju kraju do 2035 roku – wzbudził niemałe emocje, szczególnie wśród środowisk konserwatywnych. Nie tylko ze względu na samą treść dokumentu, ale również na sposób jego procedowania. Mimo że mamy do czynienia z planem o fundamentalnym znaczeniu dla rozwoju państwa, strategię utajniono do czasu zakończenia II tury wyborów samorządowych. Czyżby rząd Donalda Tuska obawiał się, że Polacy mogliby odrzucić ten projekt, gdyby poznali jego rzeczywiste założenia?

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych aspektów strategii jest jej wyraźnie policentryczne podejście do rozwoju kraju. Dokument wskazuje 60 „kluczowych ośrodków miejskich”, które mają stać się beneficjentami wsparcia publicznego. Co z resztą Polski? Milczenie w tej sprawie mówi więcej niż słowa. W rzeczywistości mamy do czynienia z powrotem do modelu, który konserwatywna Polska doskonale pamięta z lat 90. – Polska A (miejska, liberalna) i Polska B (wiejsko powiatowa, ignorowana przez elity).

Strategia wyraźnie wspiera politykę migracyjną i ideologię wielokulturowości, co samo w sobie stanowi poważne zagrożenie dla spójności społecznej kraju. Polacy nie wyrazili zgody na zmianę tożsamości kulturowej swojego państwa – nie głosowali na import modelu znanego z podzielonych dzielnic Paryża, Berlina czy Sztokholmu. Rząd, zamiast słuchać obywateli, postanowił importować problemy Zachodu.

Fakt, że strategia miała zostać utajniona do zakończenia wyborów, mówi wszystko o podejściu rządu do demokracji i transparentności. To nie obywatele mają decydować o kierunku rozwoju państwa, ale technokratyczne elity, które wolą działać po cichu, bez debaty i bez oporu.

Dokument zakłada, że w 2035 roku Polska będzie produkować 59,2 TWh energii elektrycznej z atomu. Tyle tylko, że obecne plany budowy reaktorów nie dają najmniejszych szans na osiągnięcie takich wyników w zakładanym terminie. To nie strategia, to broszura propagandowa – bez pokrycia w realiach i możliwościach technologicznych. Gdzie miejsce na suwerenność energetyczną, na wsparcie dla energetyki konwencjonalnej i OZE zakorzenionych w lokalnych wspólnotach?

Strategia otwarcie popiera umowę handlową z państwami Mercosur. Dla polskiego rolnika to wyrok. Zalew tańszej, często gorszej jakości żywności z Ameryki Południowej będzie nie tylko ciosem w konkurencyjność, ale i w bezpieczeństwo żywnościowe kraju. Rząd, który obiecywał „nowoczesne rolnictwo”, składa je w ofierze globalnym interesom.

W całym dokumencie trudno znaleźć miejsce dla wartości narodowych, wspólnotowych, tożsamościowych. Zamiast tego – język urzędników, technokratów i ekspertów od zarządzania projektami. Strategia nie jest tworzona dla Polaków, ale dla międzynarodowych gremiów, które oczekują, że kraj będzie „postępowy”, „zielony” i „otwarty”.

W „Strategii nowej równowagi” bezpieczeństwo państwa zostało potraktowane zachowawczo i ogólnikowo. Dokument nie zawiera nowych rozwiązań ani konkretnych propozycji dotyczących finansowania rekordowych wydatków zbrojeniowych. Brakuje także diagnozy zagrożeń oraz planu rozwoju obrony cywilnej i odporności społecznej. Zamiast tego powtarza się ogólne deklaracje o współpracy w ramach NATO i UE. To bardziej próba utrzymania status quo niż realna strategia bezpieczeństwa.

„Strategia Nowej Równowagi” – mimo swojej nazwy – nie przywraca równowagi. Wręcz przeciwnie – przywraca stary porządek: marginalizację mniejszych ośrodków, narzucanie ideologii z zewnątrz i brak zaufania do obywateli. Dla konserwatywnej Polski to sygnał alarmowy. Nie można dłużej udawać, że to „strategia dla wszystkich Polaków”. To plan państwa dla wybranych – tych, którzy pasują do wizji „europejskiej nowoczesności”. Reszta ma milczeć i dostosować się.